Nowy numer 16/2018 Archiwum

Mariahilf!

Panna Maria Pomocná u Zlatych Hor, dawniej Cukmantel. To nasz czwarty przystanek.

Łoskot wybuchu wypełnił 22 sierpnia 1973 r. rozległą dolinę i przetoczył się ponad lasami. Czescy komuniści wysadzili w powietrze pielgrzymkowy kościół Mariahilf (Maryjo, ratuj) nad Zlatymi Horami. 23 września 1995 r. przyjechałem tam jako reporter. Z głośników niosły się ponad tłumem pielgrzymów, nad lasami i doliną słowa Księgi Nehemiasza o poświęceniu dźwigniętej z ruin świątyni jerozolimskiej. Opowieść sprzed wieków zabrzmiała tak przejmująco, że i mnie oczy zwilgotniały. Tego kościoła miało nie być, Kościoła miało nie być, kapłanów miało nie być, a w ludzkich duszach miała być pustka. Tak postanowili komuniści. Ale nie wygrali. Ołomuniecki biskup w towarzystwie nuncjusza oraz biskupa opolskiego konsekrował odbudowaną świątynię. Tak chcieli ludzie – i miejscowi, i dawni mieszkańcy tych ziem.

Za przyczyną Matki Bożej

Przy wejściu zwraca uwagę tablica ze zdjęciami małych dzieci. Jest ona echem wydarzenia sprzed trzech wieków. Gdy do miasta dotarli Szwedzi, mieszkańcy uszli w lasy. Pewna brzemienna niewiasta ukryła się na górze zwanej Gottesgabeberg (Góra Bożych Darów). Modliła się o ratunek dla dziecka za przyczyną Matki Bożej. Urodzony w lesie Martin przeżył. Zamówiono wotywny obraz, który umieszczono na drzewie. Wkrótce zjawili się pierwsi pielgrzymi – zbudowano kaplicę. Pielgrzymów było coraz więcej. Zdarzały się cudowne uzdrowienia. Cesarz austriacki Józef II nakazał w r. 1785 rozebrać kaplicę. Nie znalazł się nikt, kto by to wykonał, a pielgrzymi przychodzili dalej. Z czasem wybudowano kościół, urządzono drogę krzyżową. Przed wybuchem ostatniej wojny przybywało tam rocznie do 100 tysięcy pątników z obu stron granicy.

Odrodził się, choć miało go nie być

W roku 1955 komunistyczne władze zakazały pielgrzymek. Pretekst był – wokoło były kopalnie złota i minerałów. Kościół niszczał dewastowany za przyzwoleniem władz. Praska wiosna 1968 r. dała nadzieję na naprawienie szkód. Ale już w roku 1973 nakazano zdjęcie nowej dachówki i zaprzestanie dalszych prac. Nikt z miejscowych nie chciał przyłożyć ręki do zburzenia kościoła – jak przed dwustu laty. Z daleka sprowadzono saperów, którzy wysadzili w powietrze cały kompleks. W roku 1990 powstało stowarzyszenie, które za cel postawiło sobie odbudowę kościoła. Towarzyszył temu upór kilkunastu osób, z Niemiec napłynęły ofiary dawnych mieszkańców tych stron, nie brakło przychylności miejscowych władz. Obrończyni życia sprzed trzech wieków obroniła swój kościół, przyciąga pielgrzymów i wciąż chroni życie. Duszpasterzem sanktuarium od kilkunastu lat jest ks. Stanislav Lekavy. Niemłody i zawsze dobrotliwie uśmiechnięty. Jego droga przez życie to materiał na ciekawy film. Sam mówi o sobie: „Můj osud je čekání” (Moim losem jest czekanie). Doczekał spokoju w Bożej służbie na tym niezwykłym miejscu.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma