• facebook
  • rss
  • Dobro działa po cichu

    Karina Grytz-Jurkowska

    |

    Gość Opolski 04/2013

    dodane 24.01.2013 00:00

    Widzicie teraz, komu przekazywane są wasze dary – wskazał na kilkuletnich aktorów proboszcz ks. Jan Czereda.

    Jasełkami maluchy dziękowały mieszkańcom Zimnic za wsparcie. Mali artyści z kłodzkiego domu dziecka w kościele pw. św. Jana Chrzciciela byli po raz pierwszy. Z przejęciem przedstawiali historię Bożego Narodzenia. Rewelacyjna była zwłaszcza dwuletnia Nikola w roli małego Jezusa. Współpraca zimnickiej parafii z Domem Małego Dziecka w Kłodzku prowadzonym przez Zgromadzenie Sióstr Służebniczek NMP trwa już ponad dwadzieścia lat.

    Nie wie lewica…

    Zaczęło się na początku lat 90., gdy kryzys tak dotknął domy dziecka, że był problem nawet z wyżywieniem dzieci. – Z naszej parafii pochodzi siostra Aniela Kuc, która wówczas była przełożoną w Kudowie-Zdroju. Opowiedziała nam, że dom dziecka w Kłodzku potrzebuje wsparcia, bo nie ma pieniędzy na węgiel i jedzenie. Ogłosiłem to z ambony i był znaczny odzew. Ludzie są wrażliwi, mają dobre serca, tylko muszą wiedzieć, gdzie i na co idzie to, co przekazują. Tu mają zaufanie do sióstr – opowiada ks. Jan Czereda. Do ośrodka do dziś trafiają więc słodycze, ubrania, zabawki. Część zawozi proboszcz lub odbiera siostra, w pomocy pośredniczy też szkoła. – Dzieci chętnie się dzielą, przynoszą różne rzeczy albo wrzucają pieniądze do skarbonki, za które dokupujemy np. pampersy.

    Włączają się też rodzice i absolwenci – potwierdzają opiekunowie ze szkoły. Dużą pomocą przez pierwsze lata był mieszkający w Zimnicach Hubert Widera. Jako kierowca autobusu kursował na trasie Opole–Kłodzko i przy okazji brał pudła z rzeczami przekazanymi przez parafian. – Umawiałem się z siostrą, o której będę w Kłodzku, ona podjeżdżała i przepakowywała – opowiada Hubert Widera. Uśmiecha się przy tym i tłumaczy, że dopiero dziś dowiedział się, że od lat siostrom pomagają też jego sąsiedzi. – Wspierają nas wiele lat, robią bardzo dużo, ale nie chwalą się tym. Dlatego jeden nie wie o drugim. Dobra jest wiele, tylko ono działa po cichu – potwierdza siostra Franciszka. Okazuje się, że to niejedyni dobroczyńcy z Zimnic. – Siostra daje znać, czego potrzeba, my załatwiamy to, kiedy czas pozwala i zawozimy. Ze względu na profil naszej firmy to są głównie materace albo obszycia do nich, czasem obicia tapicerki – mówią Kornelia i Andrzej Rohnowie. Pan Andrzej podkreśla, że to nie tylko ich zasługa. Pieniądze na materiały dają mieszkańcy, pobliskie firmy budowlane, przewozowe, więc można zrobić więcej.

    Bezpieczna przystań

    Placówka w Kłodzku istnieje już prawie 100 lat. Przebywa w niej prawie 50 dzieci, od kilkumiesięcznych niemowląt po siedmiolatki. Jest duża rotacja, ok. 20 dzieci rocznie trafia do adopcji, część wraca do rodzin naturalnych albo idzie do spokrewnionych rodzin zastępczych. Podopieczni są podzieleni na grupy wiekowe, mają ładne pokoje urządzone przy wsparciu zimniczan. – Ośrodek jest zadbany, widać, że siostry i opiekunki starają się o te dzieciaki, okazują im wiele miłości, ale najlepszy dom dziecka nie zastąpi rodziny. Jak byliśmy tam pierwszy raz, te dzieci dosłownie się do nas przykleiły i trudno je było oderwać, nie chciały nas wypuścić – przyznaje Kornelia Rohn. Największym problemem dla sióstr są obecnie zmiany przepisów dotyczących działania domów dziecka. Z finansami jest łatwiej, bo pomagają zwykli ludzie, starosta, sponsorzy, a nawet osadzeni z zakładu karnego. – Żyjemy oszczędnie, nic się nie marnuje, dobre ubranka przechodzą z jednego dziecka na inne, zabawki są wspólne – wymienia s. Franciszka. Do Zimnic przyjechały najstarsze dzieci. Z siostrą Luizą włożyły dużo wysiłku w przygotowanie jasełek. Rezolutne maluchy po przedstawieniu dyskutowały z proboszczem, a potem popędziły z koszyczkiem do drzwi. – Ale ja mam duży brzuszek – zapowiedział na wieść o obiedzie przygotowanym przez parafianki jeden ze szkrabów. – To wielka radość dla dzieci, że mogą pokazać się takiej widowni. Dostajemy od was dużo pomocy, zarówno materialnej, jak i modlitewnej. Dziękujemy za otwartość i serce w tym wszystkim, czym się dzielicie. Mam nadzieję, że ta współpraca będzie się rozwijać – podsumowuje zakonnica.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół