• facebook
  • rss
  • Drażliwe kryterium i świecznik

    Ks. Tomasz Horak

    dodane 09.03.2013 09:50

    Przeglądałem stare zapisy w telefonie. Znalazłem i taki sprzed prawie roku: „Najważniejsze kryterium to nie mieć problemów i mieć się dobrze”.

    Pamiętam tę rozmowę i jej tło. Takie nieformalne, międzynarodowe spotkanie księży. Bo byli koledzy z Polski, byli z terenu Czech. Rozmowa na takie tam różne parafialne i kościelne tematy. Trochę radości, że coś się udało – czasem w sprawach duszpasterskich. Czasem w pozyskiwaniu funduszy. To znów o kłopotach. Też różnych. I w katechezie, i w malejącej frekwencji na Mszach, i z różnymi sprawami administracyjnymi, także finansowymi. To znów sprawy pogrzebów – pochować czy nie pochować, lub chrztu – dopuścić chrzestnego czy nie. Inne problemy po naszej stronie, inne po czeskiej. W obszarze duszpasterskim, a także ewangelizacyjnym, po czeskiej stronie problemy urastają do rangi ogromnych. Chrześcijanie, czy ogólniej: wierzący, są w mniejszości, a frekwencja na Mszach nie spada, bo już mniej nie będzie. Nachylił się do mnie jeden z czeskich kolegów i szepnął: „Najważniejsze kryterium to nie mieć problemów i mieć się dobrze”. Mruknąłem tylko: Skutečně. To je nejvažněši otázka.

    W czym rzecz? W tym, że wiele spraw naszego duszpasterstwa, by nie rzec Kościoła w Polsce, blednie przy analogicznych sprawach oglądanych i przeżywanych w czeskich parafiach. Tam ewangelizacja znaczy ewangelizacja. Uczestnik Mszy – jak już przyszedł, to jest naprawdę uczestnikiem. Jak ktoś o chrzest prosi – to jest rzeczywista decyzja. Zaś obojętność wobec wiary jest jak chłód góry lodowej. Wrogość potrafi być widowiskowa. A uposażenie niewielkie. Nam, księżom w Polsce, żyje się dobrze, a nawet wygodnie. O chrzest proszą dla dzieci właściwie wszyscy i zamiast prowadzić ich do Jezusa i Ewangelii, zaczynamy od stawiania warunków. Obojętność wobec wiary najczęściej jest otulona bardziej czy mniej zakłamanym uśmiechem, co zwykle bierzemy za dobrą monetę. Bez zapowiadanego 0,5 procenta mamy z czego żyć, a parafie funkcjonować. Dlatego gdzieś tam „z tyłu głowy” siedzi ostrzeżenie, by nie stwarzać sobie problemów. Nieraz nawet wtedy, gdy trzeba by „nalegać w porę czy nie w porę” (to nakaz apostoła Pawła, nikt go do dziś nie odwołał). Myślę, że dobrze nas rozszyfrował ów czeski proboszcz.

    Nas? Tak, nas. Siebie nie wyłączam. Gdy jednak patrzę wokół siebie, widzę wielu współbraci, dla których zasada świętego spokoju nie istnieje, lub jest drugoplanowa. To jest nadzieja na przyszłość. Niestety, jest trochę takich, którzy zbytnio cenią sobie regułę, by nie mieć problemów i mieć się dobrze. To martwi. Na przełożonych Kościoła spojrzenie mam ograniczone – ja, wiejski proboszcz. Znając wszelako życie domniemywam, że i tam niejedno mogłoby się zmienić. W końcu to do ludzi odpowiedzialnych za Kościół pisał w imieniu Jezusa autor Apokalipsy: „nawróć się, i pierwsze czyny podejmij! Jeśli zaś nie – przyjdę do ciebie i ruszę świecznik twój z jego miejsca”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół