• facebook
  • rss
  • Wyklekotana pomyślność

    Karina Grytz-Jurkowska

    |

    Gość Opolski 14/2013

    dodane 04.04.2013 00:00

    Przyroda. Tajemnice bocianiego życia odkrywają ich sąsiedzi i badacze.

    Dzieci na ich widok wołają, by przyniósł im rodzeństwo, dorośli też się uśmiechają. Przełom marca i kwietnia to czas, kiedy bociany wracają do Polski, choć spóźnialscy docierają tu i w połowie maja. Lubiane przez rolników i turystów będą znów cieszyć ludzi do końca lata.

    Wyczekiwane jak wiosna

    Pierwsze na Opolszczyźnie widziano już w okolicach 20 marca. Pytając o nie kilka dni później, słyszę jednak: – Bociany? Nie, do nas jeszcze nie przyleciały, ale to dobrze, bo nie miałyby co jeść. W ubiegłym roku dotarły 30 marca, więc teraz już będą lada dzień. Czekamy na nie, niech wreszcie przyniosą wiosnę – mówi Elżbieta Sączawa z Landzmierza. Bocianie gniazdo obserwuje codziennie, bo ma je tuż przy swoim sklepie, na słupie energetycznym. Zawsze notuje w kalendarzu, kiedy przylatują, odlatują, ile mają młodych i od kiedy. To informacje bardzo cenne dla badaczy. – My też czekamy na nasze boćki. Wypatrujemy ich, bo choć robią nieporządek pod gniazdem, to jednak cieszą oko. Gniazdo mają na słupie tuż przed bramą, więc świetnie je widać.

    Często, jak ludzie przejeżdżają, zwłaszcza z zagranicy, to zatrzymują się, patrzą, pytają o nie, robią zdjęcia. Dobrze, że są u nas, bo wnoszą więcej życia swoją obecnością – opowiada Anna Krel z Popielowa. Antoni Kulig bociany ma po sąsiedzku już od 20 lat. Najpierw gniazdowały na topoli, a kiedy ta się przewróciła, to na słupie energetycznym. Jakiś czas temu fachowcy założyli na drugim słupie specjalną platformę i przełożyli tam bocianie lokum. – Patrzymy, czy już się pojawiły. Zwykle najpierw przylatuje samiec, a kilka dni później samica. Wydaje się, że to ciągle te same. Prawie każdego roku są też inne bociany, intruzi, i toczą między sobą walki. Wtedy bywa ostro, czasem nawet strącają się z gniazda. A potem wychowują młode – rok temu nie było żadnego, ale zwykle mają nawet 3–4. Tylko jak widzą, że nie uda im się ich wykarmić, to potrafią któreś zrzucić. To, że już są maluchy, łatwo poznać, bo charakterystycznie piszczą. A jak dorosłe przylatują z jakimś przysmakiem, to jest taki klekot, że się serce raduje – uśmiecha się Antoni Kulig z Popielowa.

    Boćków i dzieci coraz mniej

    W województwie opolskim mamy bocianów niewiele, ich zagęszczenie jest ponad 2,5 raza mniejsze niż przeciętne w kraju. Sporo, bo pięć czynnych gniazd jest w Popielowie i w Zdziechowicach, w powiecie oleskim. Cztery są w Kościerzycach koło Brzegu, a po trzy w Cisku, Chomiąży, Szybowicach, Grodzisku, Lubnowie, Kostowie i Uszycach. Zwykle jednak przypada jedno gniazdo na 2–3 wioski. – Od czterech lat robimy z bratem inwentaryzację bocianów na Opolszczyźnie. Niestety, dane nie są pocieszające – ubywa ich drastycznie. Od 2004 roku jest o 30 procent mniej tych ptaków – opowiada Joachim Siekiera, miłośnik bocianów, który co roku obrączkuje też młode. – Główną przyczyną są zmiany w strukturze rolniczej – jest coraz mniej łąk, pól ziemniaków, zwiększa się natomiast areał rzepaku, kukurydzy i zbóż. To nie są dobre warunki do życia bocianów. W wysokich uprawach trudno wypatrzeć zdobycz, poza tym to są zwykle monokultury, gdzie bioróżnorodność jest niewielka. A jeszcze niedawno populacja bocianów rosła – od lat 30. do roku 1985 r. na Opolszczyźnie nawet dziesięciokrotnie, dzięki dużej liczebności norników. Gryzoń ten stał się podstawowym pokarmem bocianów. Duże biało-czarne ptaki cieszą się niesłabnącą sympatią wśród ludzi. Ci mieszkający w pobliżu gniazda opowiadają zwykle dużo, ciekawie i chętnie o ptasich sąsiadach, dbają, by boćki były bezpieczne, czasem ratują z opresji, gdy młode wypadnie z gniazda. Ostrzegają jednak, że lepiej pod gniazdem nie stawać i nie parkować tam samochodu, bo doczyszczenie go zajmie trochę czasu.

    Stołówka i M1

    Bociany żyją ok. 35 lat. Czym się żywią? Żaby stanowią zaledwie 10 procent diety czerwonodziobych ptaków. Częściej są to pasikoniki, krety i inne gryzonie, czasem żmije lub jaszczurki. Nie gardzą też innymi owadami, dżdżownicami, chrząszczami, drobnymi rybami, a nawet pisklętami ptaków. A co, jeśli po przylocie zastają śnieg i zamarzniętą ziemię? – Nie trzeba się tym martwić. Jeśli to zdrowe osobniki, to sobie poradzą – uspokaja Joachim Siekiera. – Z badań z wykorzystaniem GPS-a wynika, że bocian potrafi przylecieć, przez tydzień nie ruszyć się z gniazda i przez ten czas w ogóle nie je. Zimna się też nie boją, a jeśli zimowa aura potrwałaby dłużej, odlecą tylko tak daleko, by znaleźć pożywienie. Co do lokum okazuje się, że opolskie klekoty wolą mieszkania na słupach. Dlatego energetycy zakładają im specjalne platformy. Muszą być stabilne, bo kilkuletnie, co roku poprawiane gniazdo może ważyć ponad tonę. Stąd może służyć też za mieszkanie dla wróbli i innych drobnych ptaków. – Jakieś 50 lat temu miały gniazdo u sąsiadów, na drzewie, ale gospodarzom trochę przeszkadzało, że bociany brudziły. Potem przeniosły się do nas i mają tu gniazdo na maszcie. Parę tygodni temu była tu ekipa, która im je poprawiła, zobaczymy, czy przyjmą ten „remont”. Przeważnie odchowują dwójkę młodych, parę lat temu nic nie wychowały, a w ubiegłym roku zrzuciły dwa jaja. Myśleliśmy, że już nic nie będą miały, a okazało się, że jeszcze wyprowadziły dwa boćki – mówi Anna Krel.

    Tropem bociana

    Dzięki realizowanemu w wielu krajach obrączkowaniu młodych ptaków i pasjonatom odczytującym te znaczniki, zwyczaje bocianów poznawane są coraz lepiej. Trasy bocianich przelotów pozwala śledzić też system GPS. – Ludzie często mi mówią: „nasze bociany zawsze wracają do tego gniazda”. Tymczasem dzięki obrączkom wychodzą zaskakujące rzeczy. Np. że młode nigdy nie wracają do rodzinnego gniazda. Początkowo osiedlają się w pobliżu, ale w innym lokum, przy tym bliżej pierwotnego gniazda, do 25 km od miejsca urodzenia osiedlają się samce, samice lokują się dalej – tłumaczy Joachim Siekiera. Jako przykład podaje wieś Kramołów w pobliżu Krapkowic. Rok temu zasiedliła gniazdo para zaobrączkowanych bocianów. Okazało się, że samiec pochodzi z Górnego Śląska, natomiast samiczka aż z Chorwacji. Zdarza się, że do Afryki każdy z członków rodziny leci osobno, co więcej, przez całą zimę mogą być niemal w tym samym miejscu i nie spotkać się. Perypetie są też po powrocie, bo wydaje nam się, że na gnieździe siedzi ta sama para co zwykle, a tymczasem to całkiem inne boćki. – Ciekawa jest też kwestia tras. Populacja wschodnia, do której należą też nasze boćki, leci na wschód, przeprawia się przez cieśninę Bosfor, potem kieruje się do Turcji i do Afryki. Zwykle docierają do Sudanu, Czadu i Afryki Południowej. Cała ta wschodnia grupa bocianów przelatuje przez Śląsk, więc możemy je śledzić. Zachodnia populacja podąża przez cieśninę Gibraltar i stamtąd trafia do Afryki. Obie te grupy praktycznie się nie łączą. To wszystko wiemy dzięki odczytowi obrączek i sygnałom z GPS-a – opowiada badacz. Tymczasem pozostaje czekać na przylot skrzydlatych przyjaciół, by cieszyć się ich klekotem do sierpnia.

    Obrączka wiele powie

    W obserwacji bocianów pomocne jest zakładanie im obrączek. Od kilku lat robią to w naszym województwie bracia Joachim i Artur Siekierowie. Ponieważ nie są w stanie monitorować każdego gniazda, cieszą się z każdej informacji o bocianach. Można zgłaszać im różne zdarzenia – termin przylotu, bocianią bitwę o gniazdo bądź budowę nowego, liczbę młodych, znalezienie martwego bądź rannego bociana z obrączką. Interesujące dla badaczy jest też wskazanie miejsc, gdzie w sierpniu zbierają się bociany. Mogą wtedy przez lunetę sprawdzić, czy ptak ma obrączkę i jaki jest na niej numer, a tym samym, skąd jest albo którędy leci. Sygnały takie można wysyłać e-mailem na adres: obserwacje@ptaki-silesiana.pl. Na podstawie zebranych informacji powstaje strona internetowa z dokładną lokalizacją każdego gniazda i jego historią.

    Bociania statystyka

    Raz na 10 lat naukowcy liczą bociany, ostatnio było to w 2004 roku. Na Opolszczyźnie naliczono wtedy 825 gniazd, z czego 564 zajmowały pary lęgowe, kolejne 80 odwiedzały jeden lub dwa ptaki bądź samotne bociany, a 181 było niezajętych. Tu nie ma dużych skupisk bocianów. Nie licząc obszarów leśnych, gniazda są rozmieszczone raczej równomiernie. Więcej jest ich tylko w pobliżu dolin rzek, tam, gdzie mają dużo łąk i niewielkich pól. Piotr Profus z Instytutu Ochrony Przyrody PAN podaje, że z 577 par, które stwierdzono, najwięcej, bo po 80 zasiedlało powiaty nyski i oleski. Najmniej było ich w krapkowickim, strzeleckim i głubczyckim. Rekordzistą była gmina Gorzów Śląski (22), zaś w przeliczeniu na powierzchnię przodują gminy Cisek, Rudniki, Gorzów Śl. i Głogówek. Tam, gdzie zagęszczenie gniazd boćków jest najmniejsze, wychowują one jednak najwięcej młodych. Z dala od siedzib ludzkich, w lasach zamieszkuje natomiast rzadszy krewniak bociana białego – bocian czarny.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół