• facebook
  • rss
  • Królewskie korony

    Karina Grytz-Jurkowska

    |

    Gość Opolski 29/2013

    dodane 18.07.2013 00:00

    – Dawniej nie były one tak efektowne. Po prostu ludzie z wdzięczności za dary ziemi zanosili przed ołtarz to, co zebrali, a potem było święto – żniwniok – mówi Elżbieta Wijas-Grocholska, etnograf.

    Obecnie przygotowanie dożynkowej korony zajmuje miesiąc, a zrobienie misternych, ziarenkowych – nawet 6 tygodni. – Jak nas uczył nieżyjący już Jerzy Lipka z Gogolina, etnograf ziemi opolskiej, korona musi mieć właściwą proporcję, piękną podstawę, określoną liczbę ramion i krzyż u góry. Obowiązkowo w żniwnym wieńcu muszą się znaleźć wszystkie cztery rodzaje zbóż. Nie powinno być na niej sztucznych elementów, co najwyżej wstążki. Nie daje się asparagusu, bukszpanu, liści ostrokrzewu ani staticy. Unika się też ozdób w kolorach pogrzebowych – fioletu, czerni – wymienia Edyta Bryłka z Ucieszkowa. Rok temu dzieło pań z tej miejscowości było najpiękniejsze w konkursie wojewódzkim i czwarte na dożynkach prezydenckich w Spale.

    Przy koronie kłosowej najpierw związuje się drucikiem po 10 kłosów i takimi wiązankami owija szkielet. W ziarnkowej najpierw moczy się ziarna i nanizuje na cieniutkie druciki lub nitkę, by z tak przygotowanych elementów budować koronę. Kwiaty i inne ozdoby robi się z ziaren fasoli, grochu, soczewicy i słonecznika, a także z listków, osłon kolb i ziaren kukurydzy. Stosuje się ziarna maku i całe makówki, orzechy, pestki, owoce dzikiej róży, jarzębiny itp, czasem kaszę lub popcorn, pięknie wyglądają też suche kwiaty kocanki. Do niektórych elementów rozprasowuje się źdźbła słomy i kukurydziane osłonki kolby, które są później precyzyjnie przyklejane do konstrukcji. – U nas najpierw sołtys jeździ na pola, ogląda, czy zboże już się bieli. Jeśli tak, jedzie tam z ludźmi. Jedni ścinają je sierpami, inni wiążą zebrane w małe garści kłosy, a potem rozwieszają w przewiewnym miejscu. Panowie wykonują nam szkielet, a my spotykamy się codziennie wieczorami w kilkanaście osób i robimy koronę – opowiada Edyta Bryłka, która przygotowuje projekt wieńca. Na tych spotkaniach jest wesoło, bo przy robocie sypią się żarty. Któraś coś upiecze, przyniesie kawę albo bombonierkę. Zwykle jest ta sama ekipa od lat, tylko dochodzą coraz młodsi. – Co roku robimy nową koronę, bo skoro Pan Bóg dał roślinom urosnąć, to trzeba podziękować. Tradycja mówi, że po dożynkach korona powinna być wystawiona ptakom, ale tego nie robimy, bo zwykle ktoś chce ją pożyczyć – dopowiada Edyta Bryłka.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół