• facebook
  • rss
  • Los między okładkami

    dodane 25.07.2013 00:00

    W tym niezwykłym zakładzie przeszłość styka się z nowoczesnością.

    W dużym pomieszczeniu na stołach piętrzą się książki i gazety, jedne zniszczone, bez okładek, inne w świeżych oprawach. Obok masywnych, leciwych maszyn stoją komputery i wydajne drukarki. Jest ciągły ruch – jedna z osób przycina kawałek skóry ogromną gilotyną, inna macza pędzel malarski w misce z klejem i rozsmarowuje go na okładce, a senior układa czcionki w tytuł.

    Pamiętnik z ludzkiej skóry

    Tradycje introligatorskie w rodzinie zapoczątkował dziadek Bronisław. Pochodził ze Wschodu, ale jako kilkunastoletni chłopak trafił do Gdańska, gdzie się wyuczył tego zawodu. Gdy wybuchła wojna, został wzięty do wojska, a wkrótce do niewoli i obozu. – W obozie w Buchenwaldzie introligatorstwo najprawdopodobniej uratowało mu życie, bo oprawiał Niemcom książki, co oczywiście było pracą w lepszych warunkach – opowiada Dariusz Grzeszczuk, jego wnuk.

    Sam dziadka nie znał, bo zginął on w wypadku pięć lat przed narodzeniem wnuka. Do dziś najcenniejszymi pamiątkami po nim i dowodami tego, co przeżył, są pamiętniki, które powstały w obozie – oprawione jeden w pasiak, a drugi w ludzką skórę – najdostępniejszy wówczas materiał. Są w nim też wpisy współwięźniów. Pewnie trafią kiedyś do muzeum, na razie przechowywane są pieczołowicie w rodzinnych archiwach. Po wojnie Bronisław Grzeszczuk odnalazł bliskich, którzy w ramach akcji repatriacyjnej trafili do Opola. Tu założył rodzinę, krótko pracował w zakładach graficznych, a wkrótce, w 1955 roku, otworzył własny interes. Od małego asystował mu syn. Tylko dlatego, kiedy w 1966 roku zginął, 18-letni wówczas Ryszard zdołał poprowadzić rodzinne przedsiębiorstwo. Za dwa lata będzie miało ono 60 lat. Właścicielem jest Dariusz Grzeszczuk, wcześniej prowadził firmę wspólnie z ojcem. Nadal zresztą pana Ryszarda, już emeryta, często można znaleźć w zakładzie. – Co ja bym robił w domu, tu było całe moje życie. Chociaż czcionki ułożę, wytłoczę – mówi pan Ryszard. Przez lata jeździli z synem, podobnie jak wcześniej z ojcem, do różnych miast, skupowali z zamykających się zakładów maszyny, narzędzia, matryce i zdobienia. Jednym ze skarbów jest przywieziony ze Strzelec Opolskich zestaw czcionek mosiężnych z tzw. niemieckim gotykiem. Niestety dużo cennych elementów poniszczono w czasie wojny, bo były z metalu. Dariusz Grzeszczuk także już jako siedmiolatek przychodził do pracowni i oprawiał swoje pierwsze pamiętniki, które do dzisiaj ma. Dziś, nie licząc dziecięcego „terminowania”, ma już 27 lat pracy w zawodzie. A introligatorstwem, zawodem dziś już bardzo rzadkim, interesuje się młodszy z jego synów.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół