• facebook
  • rss
  • Połączył nas Kościół

    dodane 05.09.2013 00:00

    Od roku budują szkołę w wiosce Kengang. Dziś jest prawie gotowa, brak w niej tylko ławek, a „Młodzi dla Kamerunu” mają już kolejne wyzwania.

    Pojechali do Afryki, by zawieźć pieniądze na dalszą budowę, ale także, a może przede wszystkim, Dobrą Nowinę o Jezusie. Przekazali też prezenty, ubranka dla dzieci, mleko w proszku, suchą kiełbasę, leki i materiały opatrunkowe. Sandra Niemiec, raciborzanka, oraz ks. Łukasz Rybiński i Michał Piętosa – wolontariusze współpracujący z polskimi palotynkami pracującymi w Kamerunie – podzielili się po powrocie swoimi wrażeniami. – Pojechaliśmy przywieźć tam miłość, a otrzymaliśmy ją w zwielokrotnionej ilości. Spotkaliśmy się z ogromną otwartością ludzi w Kamerunie. Język okazał się nie tak ważny – czasem wystarczył uśmiech, gest, żeby się porozumieć – opowiada Sandra Niemiec. Na ich powitanie mieszkańcy przygotowali tańce, śpiewy, dzieci ich otoczyły, przytuliły się. Wolontariusze przywieźli im podarunki od ich adopcyjnych rodziców, przybory szkolne i polskie słodycze, które robiły furorę. Podczas pobytu w różnych stacjach sióstr palotynek odwiedzili wioskę Kengang, w której wspierają budowę szkoły. Ściany już stoją, jest dach, właśnie trwa tynkowanie, potrzebne są jeszcze ławki.

    – Wszystko robią miejscowi – my dajemy pieniądze, a oni robią, co trzeba. Odwiedziliśmy szpital, chłopcy zajrzeli do więzienia z s. Orencją. Byliśmy też w szkole w miejscowości Bafoussam. Tamtejszy ksiądz prosił, byśmy pomogli też wybudować przy niej toalety, bo obecne są w strasznym stanie. Kiedy skończymy szkołę w Kengang, chcemy wybudować kolejną, w wiosce Ndzindong w górach – opowiada raciborzanka. Tłumaczy, jak ważne jest to, żeby dzieci mogły się uczyć, bo jeśli któreś skończy studia, znajdzie pracę, to może potem utrzymać całą wielodzietną i wielopokoleniową zwykle rodzinę. Często jest tak, że już dzieci pracują, a za szkoły państwowe trzeba płacić. Roczny koszt nauki jednego dziecka to równowartość 150 zł. Dlatego starają się propagować adopcje na odległość. Udało im się być na ślubie, na pogrzebie i na chrztach. Mieli okazję zobaczyć też tamtejszą wspólnotę. – Podczas Mszy św. nie liczy się czas. Niesamowita jest procesja z darami, radosna, gdzie ludzie naprawdę cieszą się tym, co ofiarują – uśmiecha się. Sandra, absolwentka pedagogiki, na co dzień wykonująca pracę biurową, pomaga popołudniami w raciborskiej Anuntiacie. Stąd pomysł, by trochę czasu spędzić z afrykańskimi dziećmi. – Zapał do misji rodził się we mnie od kilku lat, ale nie sądziłam, że się uda. To, że mogłam zobaczyć tych ludzi, poznać ich kulturę, twarze jest wspaniałe. Wracając, już zastanawialiśmy się, jak dalej wspierać naszych braci z Kamerunu i jak to zorganizować. Liczę, że to przyniesie dobre owoce – podsumowuje Sandra.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół