• facebook
  • rss
  • W mateczniku

    Engelbert Miś

    |

    Gość Opolski 40/2013

    dodane 03.10.2013 00:00

    Dla uczczenia 142. rocznicy polskiej emigracji do ojczyzny kawy, 30 rodaków odwiedziło miejsca, skąd wyruszyli ich przodkowie.

    Zaczęło się od uroczystego udziału w Sumie odpustowej ku czci patrona, św. Michała Archanioła w Starych Siołkowicach. Parafia otrzymała w darze dwie miniatury A Nossa Senhora Aparecida – Matki Bożej patronki Brazylii. Po Mszy św. niezwykle ciepło powitał rodaków wójt gminy Popielów Dionizy Duszyński. Grupie turystów pielgrzymów przewodniczył 71-letni Anisio Oleksy, prezes Federacao Polonica do Brasil-POLBRAS. Herbem POLBRASU jest polski siewca (stylizacja kurytybskiego pomnika) na tle orła w koronie. Pan Anisio jest kuzynem znanego polskiego polityka z Podkarpacia. Także inni członkowie delegacji, jak Emilia Angelotti, Paulo Puquevis czy Luiza Klosowski, niewiele mają wspólnego z korzeniami siołkowicko-popielowskich Kokotów, Purkotów, Kupków, Gburów, Pampuchów, Kachlów – emigrantów z owej „gorączki brazylijskiej” z lat 1869–1871. Jednak wszyscy goście chcieli koniecznie przybyć do źródła jednej z największych w dziejach polskiej emigracji.

    Z ascety twardziel

    Proboszcz siołkowicki odnotował w księdze parafialnej pod datą 19 stycznia 1844 roku tylko jedno imię i jedno nazwisko: „Sebastian, syn Szymona Wosia i jego żony Jadwigi Kampa, urodzony o godzinie 4 rano”. Kiedy przybrał drugie imię Edmund i drugie nazwisko Saporski, trudno ustalić. Od jego pierwszych kroków w stanie Parana (rok 1867) mamy do czynienia nie z Sebastianem Wosiem lecz z Edmundem Saporskim. Ożenił się wieku 44 lat z Metyską, która w dżungli uratowała mu życie. Terezinha, jak Cyganka, nie chciała chodzić w butach, ale zawsze musiała mieć na szyi korale. Historycy zgodnie nazywają Edmunda Sebastiana Wosia Saporskiego ojcem emigracji polskiej w Brazylii. Pisze o nim kronikarz, że „jego płomienny duch był wszędzie, gdzie tylko pojawił się wychodźca polski, szedł w ślad za nim i przed nim”. Miał kilka zawodów: jako dyplomowany mierniczy wymierzał ziemię, regulował rzeki, wytyczał drogi, budował koleje żelazne, mosty, linie telegraficzne, uczył dzieci abecadła w szkołach, pisywał książki, redagował gazety, przewodniczył różnym organizacjom polonijnym, posłował do parlamentu stanowego, następnie do parlamentu federalnego. To Saporski miał napisać sta- tut pomagający cesarzowi Don Pedro II znieść w 1888 r. w Brazylii niewolnictwo. A wcześniej, w 1875 roku, doprowadził do założenia dystryktu „Nova Polonia” – w okresie gdy Polski nie było na mapie Europy. Wprost nie do wiary, skąd w tym chudziuteńkim, ascetycznym mężczyźnie tyle było siły, poświęcenia i umiłowania drugiego człowieka.

    Braterstwo

    Przed dotarciem do celu wyprawy polscy emigranci pożenieni w drugim, trzecim i czwartym pokoleniu z Brazylijkami, Białorusinkami, Ukraińkami, Angielkami, a nawet Japonkami odwiedzili Warszawę, Żelazową Wolę, Częstochowę, Kraków, Wieliczkę, Wadowice, Oświęcim, Opole. Nigdzie nie przyjmowano ich śląskimi kluskami z modrą kapustą i roladą. Wreszcie dotarli do Starych Siołkowic, matecznika śląskiej emigracji do Brazylii. W świetlicy była wystawa, wymiana gadżetów z mieszkańcami i serdeczne uściski gości z miejscowymi. Przed domem, gdzie urodził się „ojciec emigracji”, kolejny poczęstunek. Słodkościami gości powitała Cecylia, żona Jerzego Wosia; Saporski był jego prapraprawujkiem. Jolanta Błaszkiewicz, dyrektorka szkoły podstawowej w Starych Siołkowicach, przypomniała, iż po powodzi w 1997 roku dzięki pomocy ze strony Polonii brazylijskiej szkoła przetrwała najcięższy czas. Miłe chwile w sali spotkań przy plebanii zakończyła zaśpiewana wspólnie z mieszkańcami i przy akompaniamencie zespołu Siołkowiczanki „Barka”.

    Czy pamięć żyje?

    Chciałem Was zapytać tak „po śląsku”, „po pierońsku”, „kochani Krajanie”, czy żyje tam jeszcze wśród Was pamięć o tym, że to mija akurat 90 lat, jak ze Siołkowic wyjechała w r. 1869 pierwsza gromada 16-tu rodzin, w rok później taka sama grupa w 16 familij, aby pojechać do onej dalekiej „Brzezylii” na pozew Sebastianka Wosia, 25-letniego podówczas młodzika synka Szymona, tego samego, co to śpiwoł takie piękne pieśnicki na odpustach. Fragment listu Pawła Nikodema z Campo Largo, stan Parana, skierowanego w 1960 r. do Urzędu Gminnego w Siołkowicach

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół