• facebook
  • rss
  • Lekcja rozmowy

    Andrzej Kerner

    |

    Gość Opolski 46/2013

    dodane 14.11.2013 00:00

    Dobrze jest spotkać ludzi, którzy mówią spokojnie, jasnym językiem, o ważnych sprawach.

    Na drugie spotkanie tegorocznej, już 11. edycji Opolskiej Jesieni Literackiej przyszło bardzo wiele młodych osób. Trzeba było dostawiać krzesła do największej sali miejskiej biblioteki w Opolu, a i tak wielu uczestniczyło w spotkaniu z Ewą Lipską i Ryszardem Krynickim stojąc. Moje zaskoczenie liczbą młodych ludzi wzięło się z powierzchownego prawdopodobnie sądu, że są to jednak poeci ważni przede wszystkim dla pokolenia wcześniejszego, poeci buntu, „niepodlegli nicości” lat 70. i 80. Czy poezja ma w ogóle jeszcze jakiekolwiek znaczenie? Tego pytania nikt na sali nie zadał, bo brzmiałoby nie tyle niegrzecznie, co absurdalnie. Przez dwie godziny trwała wspaniała rozmowa prowadzona z wielką erudycją przez prof. Piotra Śliwińskiego z UAM.

    – Słucham z uwagą, bo takich rzeczy można się o sobie dowiedzieć tylko od historyka literatury – odpowiedziała Ewa Lipska na interpretację jej twórczości przez pana profesora, który niczym nie zrażony natychmiast oferował publiczności swoje usługi w dziedzinie samorozumienia. Lecz nie tylko momenty humoru rozświetlały ten poetycki wieczór. Kiedy prof. Śliwiński zapytał o miłość, która rodzi się nawet w obozach koncentracyjnych, Ewa Lipska, zaprzyjaźniona z Krynickim (to się nieczęsto zdarza między artystami – komentował P. Śliwiński), znów z ciepłą ironią zakończyła swoją kwestię: „Jeszcze nigdy nie słyszałam, co pan Krynicki sądzi o miłości?”. Na to pan Krynicki, innym razem czule zwany przez Lipską „Rysiem”, odrzekł: „Wydaje mi się, że gdzie jak gdzie, ale właśnie w obozie miłość jest szczególnie potrzebna. I są świadectwa, te są może najbardziej poruszające, miłości w obozie koncentracyjnym typu hitlerowskiego czy w obozie typu sowieckiego”. Trzeba tu powiedzieć, że Ryszard Krynicki przyszedł na świat 70 lat temu w obozie jenieckim w Sankt Valentin (Austria). „Widać szary tobołek na skraju chodnika:/ zwinięty w kłębek kloszard (albo uciekinier/ z jakiegoś ogarniętego wojną domową kraju)/ nadal leży na kracie, okutany w koce,/ śpiwór z odzysku i prawo do życia” czytał poeta swój wiersz „Rue de Poitiers”, dodając, że „wiersz jest odsłanianiem swojej najboleśniejszej rany”. Ewa Lipska mówiła: „Każdy myślący, wrażliwy człowiek jest poetą, nawet jeżeli nie pisze wierszy. To jest dystans, sceptycyzm, coś takiego. Może być ktoś głęboko wierzący, a pełen wątpliwości”. Oszczędne w słowa wiersze Lipskiej i Krynickiego oraz ich rozmowa – piękna, pokorna, mądra – która mogłaby być lekcją, jak należy ze sobą rozmawiać, stworzyły klimat poetyckiego opolskiego wieczoru 6 listopada.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół