• facebook
  • rss
  • Przyklasnąć muzykowaniu

    dodane 14.11.2013 00:00

    Z ks. Grzegorzem Poźniakiem, prezesem Stowarzyszenia Polskich Muzyków Kościelnych i dyrektorem Diecezjalnego Instytutu Muzyki Kościelnej, rozmawia Karina Grytz-Jurkowska.

    Karina Grytz-Jurkowska: Kilka tygodni temu został Ksiądz wybrany na prezesa Stowarzyszenia Polskich Muzyków Kościelnych. Czym się ono zajmuje?

    Ks. Grzegorz Poźniak: SPMK jest organizacją, która powstała w 2001 r. pod wpływem spotkań wykładowców muzyki kościelnej w seminariach duchownych z całej Polski. Zadaniem stowarzyszenia jest promocja i dbałość o muzykę liturgiczną w Kościele w Polsce. W ostatnich latach zajmowaliśmy się kształceniem organistów, regulaminem organistów. Teraz myślimy o nowej instrukcji dotyczącej muzyki liturgicznej, a także o przygotowaniu nowego wydania ogólnopolskiego śpiewnika liturgicznego. Prowadzimy też badania naukowe nad muzyką liturgiczną, wydajemy rocznik, więc zakres działań jest dość szeroki.

    Jan Paweł II, będąc na Śląsku, chwalił rozśpiewanie jego mieszkańców. W jakiej kondycji jest obecnie w naszej diecezji muzyka liturgiczna?

    Kościół jest rzeczywistością w drodze, tak jak człowiek – nigdy nie można powiedzieć, że wszystko jest dobrze i nie ma już nic do poprawienia. Cieszymy się tym, co pozytywne, ale zawsze można coś jeszcze zrobić. Oczywiście są miejsca bardzo dobre i nieco słabsze, ale ogólnie na Opolszczyźnie muzycznie liturgia jest na wysokim poziomie. To zasługa wielu pokoleń księży, pracowników szkoły organistowskiej w Opolu, organistów, którzy mobilizują siebie i innych do kształcenia muzycznego. Pamiętajmy też o wielkich tradycjach muzycznych – orkiestr, chórów, tzw. cecylianizmu na Śląsku – to wszystko przekłada się na ten poziom.

    Obok działalności orkiestr i chórów, działa dziś wiele zespołów wokalnych i instrumentalnych, głównie młodzieżowych. Wykonują one muzykę religijną, tworząc oprawę różnych nabożeństw, nie zawsze zgodną z kanonami liturgii. Czy są wytyczne dotyczące ich miejsca w Kościele?

    Każde muzykowanie jest dobre. Jeśli człowiek, zwłaszcza młody, gra czy śpiewa – w zespole, chórze czy scholi, to takiemu zaangażowaniu należy tylko przyklasnąć. Jeszcze bardziej trzeba się cieszyć, jeśli chce on chwalić muzyką Pana Boga, bo poprzez nią poznaje Stwórcę i religię. Nie można jednak zacierać granic pomiędzy repertuarem muzyki liturgicznej a nieliturgicznej. Bardzo dobrze, jeśli w salkach czy przy kościele różne zespoły grają piosenki religijne. Są cenne przy koncertach, przy katechezie, trudno wyobrazić sobie bez nich pielgrzymkę, spotkania czy inne prezentacje w parafiach. Natomiast nie wolno mylić muzyki liturgicznej z nieliturgiczną. Muzyka liturgiczna to inny rodzaj twórczości, której stawia się pewne wymogi, ramy.

    Podczas niedawnej konferencji na temat przepowiadania i Mszy św. dla dzieci pojawiły się głosy, że mało jest pieśni liturgicznych, które byłyby odpowiednie dla nich. Czy rzeczywiście tak jest i czy w tym kierunku będą podjęte jakieś działania?

    Rzeczywiście, niektóre pieśni w naszych modlitewnikach są piękne, szacowne, ale bywa, że niezrozumiałe, przestarzałe, bo powstały wieki temu. Często słyszę od kolegów kompozytorów, że wielu chętnie podjęłoby się napisania atrakcyjnej melodii, zwykle jednak kończy się to pytaniem „Do jakiego tekstu?” Dla muzyka największym problemem jest tekst – on jest odpowiedzialny za muzykę, nie za słowa. Z drugiej strony równie istotna co repertuar jest estetyka wykonawcza. Jeśli pieśń będzie grana z atrakcyjnym akompaniamentem, żywo, śpiewnie wykonana, to zabrzmi wspaniale. I tu wracamy do kształcenia muzyków kościelnych.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół