• facebook
  • rss
  • Spalona budka i zniszczony wał

    ks. Tomasz Horak

    dodane 16.11.2013 09:33

    Sam apostoł nakazuje, by cieszyć się z cieszącymi i płakać z płaczącymi. Nie zaś dolewać oliwy do ognia, który rozniecono, by niszczyć.

    Była budka (przed ambasadą), była tęcza – wcale nie po deszczu. Spłonęły. Do tego wszystkiego megabajty komentarzy. Różnej opcji, treści, poziomu, wagi, mądrości (bywa że i głupoty). Jakby właśnie tym Polska żyła. Tymczasem miliony Polaków rozsianych na trzystu tysiącach kilometrów kwadratowych kraju żyje twardymi realiami swojego dnia. Dnia szarego i mglistego nie tylko w listopadzie. Kilka obrazków:

    Wieczne dziury przy naszym zjeździe z wojewódzkiej drogi. Łatane już trzykroć tego roku – one są wieczne, po co łatali? Jadący za plecami kierowca nie spodziewa się, że skręcający wyhamuje tak nagle i mocno; a on kół boi się pourywać. Albo wszechobecne błoto. Nie na miarę „hajłeju” do Irkucka, ale jednak. Na błoto nie narzekamy, ono głównie dlatego, że kolejny rok cała okolica rozkopana, bo kanalizację i wodociągi nam budują. Za unijne, czyli za nasze. Tym błotem żyjemy i tym użeraniem się z kopaczami, którzy większego doświadczenia nie mają, bo przecież takich rzeczy na taką skalę w Polsce się nie kopało i nie zasypywało. W rekordowym miejscu, kilkaset metrów od mojego kościoła, w tym samym punkcie poszukiwacze złota kopali 12 (słownie: dwanaście) razy. „Taka technologia, proszę księdza!”. I ja mam się przejmować jakąś tęczą. A do lekarza „pierwszego kontaktu” jadę ponad 20 kilometrów. Mógłbym bliżej, ale szybciej do niego, niż odsiadywać w kolejce. Starsi i na autobus zdani, zdani są i na tę kolejkę. A u nas większość to starsi. Po zakończeniu roku szkolnego, tak jest od lat, do końca wakacji na miejscu zostaje kilkoro dziewiętnastolatków. Reszta już w lipcu zarabia funty w Anglii czy euro w Holandii. Rok temu to została w kraju tylko jedna Natalka. Reszta już nigdy nie wróci. Ona też nie, ale przynajmniej jest w Polsce. I czym mamy się przejmować? Spaloną budką?

    Nie, my tu nie narzekamy. Nauczyliśmy się z tym całym majdanem żyć, urządzać wszystko tak, żeby się kręciło. Potrafimy być radośni i pomocni sobie nawzajem. Małymi skubnięciami korzystając z różnych programów i mikroprojektów, odbieramy Unii nasze pieniądze. Proboszczowie z burmistrzami sztamę trzymają, nawet ustawa śmieciowa nam nie straszna. Fajnie jest. I nie przeniósłbym się do jakiejś prowincjonalnej Warszawy ani nawet do stołecznego Krakowa.

    Czasem – i to od lat – trochę dziwię się swoim felietonom – kiedyś w «Gościu», teraz komentarzom na «Wierze.pl». Takie mi się nieraz przyziemne wydają. Równocześnie mierzi mnie ta perspektywa szeroka i wysoka widoczna w wielu tekstach i obecna w wielu mediach. Ale dopiero w tym tygodniu, po tych megabajtach komentowania (w wymiarze międzynarodowym nawet) błahostek i rozdmuchiwania ich do rozmiarów tajfunu... Otóż pod wpływem tego wszystkiego, w czasie spaceru z psem po przeciwpowodziowym wale zniszczonym ostatnim remontem (właśnie tak było – i to jest problem) doszedłem do wniosku, że niewielu nam felietonistów w Polsce zostało, którzy patrząc na swoje otoczenie, potrafią sprawy wielkie i powszechne zobaczyć. Mam w głowie listę takich swoich ulubionych autorów. Trzymajcie się, Przyjaciele Felietoniści! Jesteśmy po to, by odwracać uwagę od spraw, które kreuje się na problemy, a wydobywać na światło dzienne radości i bolączki, których z perspektywy Gmachów i Urzędów nie widać.

    A poza tym – czy nie to przystoi chrześcijanom? Wszak sam apostoł nakazuje, by cieszyć się z cieszącymi i płakać z płaczącymi. Nie zaś dolewać oliwy do ognia, który rozniecono by niszczyć. Budkę i spokój.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • ksHubertWalczyk
      16.11.2013 20:01
      Urodziłem się Warszawie, od 12 lat jestem księdzem i tyleż samo posługuję jako wikariusz w różnych warszawskich parafiach.. Księdza określenie Warszawy jako prowincjonalnej jest delikatnie mówiąc obraźliwe dla warszawiaków "z dziada pradziada", którzy walczyli za to miasto, którzy teraz starają się by było ono piękne. Warszawa bywa prowincjonalna, ale nie przez warszawiaków, tylko przez tych, którzy do niej zjeżdżają z prowincji, także z Krakowa, który stołeczny już dawno nie jest..
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół