• facebook
  • rss
  • Jezus zaczaił się na mnie

    Andrzej Kerner

    |

    Gość Opolski 47/2013

    dodane 21.11.2013 00:00

    – Po prostu teraz całym sercem staram się Go reprezentować – mówił Bboy Chu Chu w Opolu do kilkudziesięciu hiphopowców.

    Spodziewałem się, że niewiele będę rozumiał z wieczornego spotkania podczas imprezy „Back 2 da Breaks”, którą po raz trzeci organizował opolski Młodzieżowy Dom Kultury. To ogólnopolska impreza dla miłośników breakdance, rapu etc. Cała ich terminologia (DJ, Bboy, freestyle, emce – żeby wymienić tylko terminy zasadnicze) brzmi dla mnie dość obco i trochę trudno się w niej połapać człowiekowi, który raczej nigdy nie będzie się kręcił wokół własnej osi, stojąc na głowie np. na chodniku w centrum Opola, Kędzierzyna-Koźla czy nawet, powiedzmy, na Bronxie w Nowym Jorku (skąd kultura rapu i hip-hopu bierze początek zrodzony z gniewu i buntu czarnych Amerykanów). Czekało mnie bardzo miłe zaskoczenie. Uczestnicy panelu dyskusyjnego na temat pasji w życiu mówili po ludzku, bardzo prawdziwym, szczerym językiem ludzi, którzy przeżyli w swoim życiu chwile naprawdę ciężkie.

    Myślę np. o raperze Arkadio, który opowiadał i śpiewał (freestyle’ował też!) o swoim przełomie duchowym i o 5 krokach, jak przeżyć życie z pasją. A jest to człowiek, który jako nastolatek brał narkotyki, potem je sprzedawał. Teraz na prawym nadgarstku nosi różaniec i mówi młodym ludziom o wierze w Boga i słowie Bożym. Myślę też o bboyu (czyli tancerzu breakdance) Chu Chu, który w Opolu po raz pierwszy opowiedział o dramatycznych przeżyciach rodzinnych, które doprowadziły go – młodocianego członka osiedlowego gangu – do nawrócenia. – Jestem z rodziny alkoholickiej, mój tato przez całe życie pił, znęcał się nade mną, no i miałem niezły hardcore. Dzisiaj już mu wybaczyłem i ogólnie kocham go na maksa, ale miałem życie megaprzechlapane – mówił Chu Chu (Paweł Kątny). Opowiadał, jak po raz pierwszy wykonał publicznie breakdance w salce katechetycznej w czasie dyskoteki. – Tym akcentem chcę zaznaczyć, że Jezus zaczaił się na mnie już w 2003 roku. Właśnie pod krzyżem – mówił. Cisza jak makiem zasiał panowała, kiedy opowiadał o tym, jak jego tato zamordował dziadka (całość świadectwa na www.opole.gosc.pl) i jak w pokoju, w którym to się stało, zobaczył na niebie odwrócony pentagram (symbol Szatana) z szubienicą. – Wtedy powiedziałem: „wyrzekam się, Jezus jest moim Panem, wyrzekam się złego ducha”. Teraz taniec jest moją pasją, Jezus mi to dawno pokazał, ale pasja jest środkiem do celu. Po prostu teraz całym sercem staram się Go reprezentować – zakończył Chu Chu, a jego opowieść kilkudziesięciu młodych ludzi przyjęło burzliwym aplauzem.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół