• facebook
  • rss
  • Wybrali cichość Nazaretu

    Anna Kwaśnicka

    |

    Gość Opolski 48/2013

    dodane 28.11.2013 00:00

    Rok Rodziny. To opowieść o miłości: miłości do Boga, miłości małżeńskiej, a także miłości rodzicielskiej.

    Agnieszka, gdy dowiedziała się, że jest po raz kolejny w ciąży, odstawiła leki, by nie zaszkodzić życiu, które nosiła pod sercem. Gdy badania wykazały, że urodzi bliźniaki, z których jedno ma wadę genetyczną, przez myśl jej nie przeszło, by – jak to niektórzy lekarze jej podpowiadali – problem usunąć legalnie. Przed rokiem urodziła zdrową Elizę i Dawida, który ma zespół Downa. Siedem miesięcy później zdiagnozowano u niej ostrą białaczkę szpikową. Zmarła tego samego dnia, którego trafiła do szpitala.

    Jesteś mi przeznaczony

    Z Aronem poznali się w drugiej połowie lat 80. w ruchu charyzmatycznym przy parafii św. Apostołów Piotra i Pawła w Opolu.

    – Po raz pierwszy zobaczyłem Agnisię, kiedy przyszła na moje urodziny. Stała w drzwiach z lilią w rękach. Wyglądała jak anioł – opowiada Aron Knosala. To był czas, gdy oboje rozeznawali swoje powołanie. Aron myślał o Towarzystwie Jezusowym. Również Agnieszka była otwarta na myśli o pójściu do klasztoru. – W 1989 roku na pielgrzymce na Jasną Górę prosiłem Jezusa o pomoc w wyborze drogi. Modliłem się, że jeśli miałbym wybrać stan małżeński, to proszę, by przeznaczona mi kobieta podeszła do mnie – wspomina Aron. – Wtedy, w święto Matki Boskiej Częstochowskiej, po Apelu Jasnogórskim podeszła do mnie Agnisia. Drżącym głosem powiedziała mi, że wiele się modliła i rozeznała, że jestem jej przeznaczony. Zamurowało mnie. Aga miała chłopaka, a podeszła do mnie – opowiada Aron. Oboje pojechali do Starej Wsi na rekolekcje do o. Bronisława Mokrzyckiego SJ. Wrócili jako narzeczeni.

    Życie dla ewangelizacji

    Razem założyli grupę ewangelizacyjną „Pantomima”. Występowali w parafiach, na ulicach. Grali przedstawienia w czasie Światowych Dni Młodzieży w Częstochowie. Byli aktywni, spalali się dla głoszenia słowa Bożego. Tego pragnęli. W ich codzienności było wiele znaków Bożej obecności. Choćby wtedy, gdy myśląc o ślubie, zastanawiali się, gdzie będą mieszkać. Nie mieli ani mieszkania, ani domu. Pojechali więc na Jasną Górę, by modlić się o pomoc, a gdy wieczorem wrócili, czekała na nich kartka: „Była pani z Naroka, chce ci wynająć dom na 5 lat”. – To był czas nasycania się Bożą miłością – podsumowuje Aron. Pobrali się na początku 1991 roku. Krótko po ślubie Agnieszka przeżyła traumatyczne wydarzenie. W dniu swoich urodzin, wracając z Półwsi do Naroka, nie zdążyła na autobus, więc łapała stopa. Kierowca, z którym pojechała, nie zatrzymał się w Naroku, ale dodał gazu i zaczął syczeć, że ją zabije. – Kiedy zaczęli dojeżdżać do linii lasu, Agusia zrozumiała, że za chwilę zginie. Zawołała do Boga, żałując, że nigdy nie urodzi dzieci, a marzyła o szóstce. Wtedy przed samochodem nagle pojawiło się światło, a kierowca zmienił swoje zachowanie. Wystraszył się, zaczął przepraszać, w końcu zatrzymał samochód, a Agnieszka uciekła. Miesiąc później inna dziewczyna w tym samym miejscu łapała stopa. Znaleziono ją martwą w lesie za Sławicami. Sądzę, że to był ten sam człowiek – mówi Aron, podkreślając, że jego żona wiedziała, że zostało jej darowane życie.

    Na pierwszym miejscu rodzina

    – Kiedy Agnieszka zaszła w ciążę, w naszym życiu zaczęło brakować czasu, pojawiło się zmęczenie, a także niepokój. Poprosiliśmy wtedy jeszcze błogosławioną s. Faustynę o pomoc i pojechaliśmy do o. Mokrzyckiego na rozmowę. Autostopem, 400 kilometrów. Wysłuchał nas i dał nam krótką receptę: „uciąć to wszystko”. Wszystko, czyli „Pantomimę”, ewangelizację, nasze funkcje we wspólnocie. „Jak to? Przecież podjąłem się tych zobowiązań” – pytałem. Ale o. Mokrzycki powiedział mi, że mocą daną przez Boga Kościołowi i kapłanom rozwiązuje te zobowiązania – wspomina Aron. Tak też zrobili, ucięli swoje zaangażowanie w ruchu. Ich decyzja nie została zrozumiana we wspólnocie. Usłyszeli wiele gorzkich słów, niemniej podjętej decyzji nie zmienili. Całe swoje zaangażowanie skierowali na rodzinę. Na świat przyszła Faustyna, dwa lata później Ania. – Gdy zbliżały się moje 33. urodziny, zastanawialiśmy się, co przyniesie „wiek Chrystusowy”, nasz nowy czas. Krótko po moich urodzinach Agnieszka bardzo ciężko zachorowała – opowiada. – By zająć się rodziną, zwolniłem się z pracy. Gotowałem, robiłem zakupy, zajmowałem się Agnisią i córeczkami, a nocą wykonywałem zlecenia. Tak naprawdę zawalił się nasz świat. Modliłem się, ale nic się nie działo. Nie było znaków, tak jak kiedyś – mówi. Po trzech latach choroba Agnieszki została zdiagnozowana. Otrzymała silne leki, które miały wiele skutków ubocznych. Utraciła swoją piękną, smukłą sylwetkę, jej krucze włosy mocno się przerzedziły. – Nie narzekała. Akceptowała te zmiany. Tak jak wcześniej akceptowała przytyki, że zamiast kariery wybrała bycie kurą domową – podkreśla Aron. Z czasem na świat przyszły Oliwia i Patrycja.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół