• facebook
  • rss
  • Skarb na rubieżach

    dodane 12.12.2013 00:00

    Położona wśród pól i lasów parafia, nad którą górują skrzydła licznych wiatraków, kryje wiele tajemnic.

    Wspólnotę skupioną przy kościele pw. św. Marcina z Tours oraz filialnym św. Rocha tworzą mieszkańcy Lipników, Białowieży, Chocieborza i Janowej. Liczy ona ok. 880 osób. To parafia położona na zachodniej granicy diecezji opolskiej.

    Okruchy historii

    Obecny, późnobarokowy kościół, zbudowany w połowie XVIII w., konsekrowano w 1775 r. Na zabytkowej ambonie widnieje ta data, choć pierwsze źródła w rocznikach wskazują na 1305 r. Filialny, neogotycki obchodził w tym roku stulecie istnienia. Mało kto wie, że z Lipników pochodzą Alfons Blaeschke, proboszcz katedry wrocławskiej, wikariusz generalny i apostolski notariusz protokolarny, a także Robert Sabel, śląsko-niemiecki pisarz. Po II wojnie światowej większość rdzennych mieszkańców parafii wyjechała na Zachód. Pozostało zaledwie kilka rodzin. W ten sposób wiele ciekawostek o tych wioskach zostało zapomnianych. Dzięki opowiadaniom byłych mieszkańców i ich potomków udało się odkryć nieco tajemnic.

    – Oni co kilka lat przyjeżdżają tu autokarem, odwiedzają rodzinne strony i pielgrzymują po okolicznych sanktuariach. Są związani z parafią, piszą listy, przysyłają zdjęcia, a będąc w Lipnikach, opowiadają różne historie, opisują, gdzie dawniej był sklep itd. – opowiada proboszcz ks. Waldemar Stolc. Na szczęście w parafii zachowały się dawne księgi. Czekają jednak na pasjonata historii, który odczyta stare rękopisy pisane w języku niemieckim i odkryje dawne dzieje.

    Przeniesiona wioska

    Na miejsce wysiedlonych mieszkańców przybyli ludzie z okolic Tarnopola. Chociebórz zamieszkują dawni mieszkańcy Korbielowa, a Janową ludzie z okolic Mielca. Obecnie największym problemem jest to, że ludzi ubywa. Całe rodziny, zwłaszcza młodzi, wyjeżdżają na przykład do Anglii. Gdy przyjeżdżają na kilka dni, przychodzą do kościoła, ale na co dzień ich nie ma. Mało jest też dzieci, które uczą się w niewielkiej szkole stowarzyszeniowej. – Najbardziej żal mi tych najstarszych osób, pobożnych, związanych z kościołem, którzy codziennie byli na Mszy św., gdy odprowadzam je na cmentarz. Pociechą jest, że ostatnio przybywa osób z miast – Wrocławia, Poznania, którzy kupili tu domy – dodaje ks. Waldemar. Podkreśla, że ci parafianie, którzy zostali, są bardzo ofiarni, a rada parafialna aktywna. Dzięki temu można było wykonać w tym roku remont dachu kościoła. Ostatnio była remontowana elewacja na zewnątrz, wykonane zostało odwodnienie i izolacja murów. Ludzie wspierają też różne zbiórki, np. na Syrię czy ofiary tajfunu na Filipinach. Proboszcz chwali zwłaszcza mieszkańców Janowej, którzy sami bardzo dbają o swój kościółek. Czują się za niego odpowiedzialni i są świetnie zorganizowani. Często tylko zgłaszają, co trzeba robić i robią wiele swoimi siłami, koszą trawę, obcinają żywopłot, naprawiają, co trzeba. I co najważniejsze, na Msze św. przychodzą licznie.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół