Nowy numer 16/2018 Archiwum

Hej kolęda, kolęda!

Odwiedziny duszpasterskie. „Pokój temu domowi” – mówi kapłan, wchodząc do kolejnego domu. „I wszystkim jego mieszkańcom” – dopowiadają ministranci. Chwila modlitwy, krótka rozmowa i trzeba iść dalej, bo inni czekają. Jednak nie zawsze bywa tak spokojnie.

Jadąc przez wioski o tej porze roku można dokonać ciekawej obserwacji. Niby nic – otwarta furtka zachęca do wejścia, a przy niej lub na ganku kręci się niecierpliwie lub też spogląda w tym samym kierunku odświętnie ubrana męska postać. Jeśli jednak taki widok jest niemal przed każdym domem, to pewny znak, że trwa właśnie kolęda. Wkrótce z któregoś mieszkania wymaszerują dziarsko ministranci, a w ślad za nimi podąży ksiądz. – Z dzieciństwa pamiętam, że przygotowania do kolędy trwały od rana: trzeba było zamieść podwórko lub odśnieżyć ścieżkę, wytrzeć korytarz, ustawić domowy ołtarz na stole: biały obrus, krzyż, świece.

Po wczesnej stracie ojca mnie przypadła rola, by oczekiwać proboszcza u furtki i wprowadzić w dom, bo to było zadanie gospodarza – opisuje ks. Jan Szywalski. Odwiedziny księdza to wydarzenie dla rodziny i domu, na który ze słowami „Boży pokój niech zstąpi na ten dom!” spływa błogosławieństwo. To okazja do modlitwy, rozmowy, podzielenia się zmartwieniami, radościami, przemyśleniami. Czasem jednak na tym spotkaniu rozgrywają się horrory i scenki komiczne.

Kolędowe dramaty

– Kiedyś w Radoszowach, u jednego gospodarza, przyszedłem na kolędę, klęknąłem i już chciałem rozpocząć modlitwę, a tu nagle pan domu przewrócił się. Myślałem, że potknął się o dywan, ale widzę, że się nie podnosi, że coś mu się stało. Gdy sąsiad dzwonił po pogotowie zacząłem robić sztuczne oddychanie. Po powrocie zmienił mnie, ja pobiegłem po oleje św. Przed przyjazdem karetki udzieliłem namaszczenia chorych. Przybyły lekarz stwierdził zgon. Do dziś, jak jestem w tej parafii, przypominam sobie tę kolędę – opowiada o najbardziej wstrząsającym wspomnieniu ks. Franciszek Brzenska. Nie tak smutne w zakończeniu, acz także dramatyczne zdarzenie przeżył ks. Józef Gacka. – Byłem u starszej pani. Po modlitwie rozmawiamy. Nagle patrzę, a stojąca między mną a drzwiami choinka zapaliła się cała od świeczek. Cofnąłem się, ale za plecami miałem piec. Płomień z drzewka szedł na mnie. Ugasiliśmy pożar, ale omal się nie upiekłem, gospodyni też poparzona. W innym mieszkaniu wchodzę, a tu czarny sufit, okna otwarte – sztuczna choinka zapaliła się tuż przed moim przybyciem – opowiada dziś już z uśmiechem.

W PRL-u

Do anegdotek przeszło wiele opowieści z odwiedzin duszpasterskich w czasach komunistycznych i stanu wojennego. – W Koźlu, idąc na kolędę do bloku, gdzie było ok. 30 rodzin, wziąłem plik kartotek. 25 minut później skończyliśmy, zaproszono nas tylko do 2 mieszkań. Potem przyjąłem system zaproszeń na kolędę, gdzie chętni się wpisywali. Zdarzało się jednak, że szliśmy do niezapisanych osób, bo otworzyli drzwi i nas zaprosili – wspomina ks. Alfons Schubert. Były też i przykre sytuacje, gdy rozzłoszczony mieszkaniec krzyczał na ministrantów, że hałasują na korytarzu. – To było w Opolu. Dzień wcześniej ministranci dowiadywali się, kto przyjmie kolędę. Na jednej z ulic, Katowickiej, zamieszkanej głównie przez wojskowych, były to pojedyncze osoby. W jednym z zaznaczonych mieszkań zdziwienie, ale zaproszono nas do środka, pomodliliśmy się. Później okazało się, że oni nie zamawiali kolędy, a gospodarz jest oficerem wojska polskiego. Gdy wyszliśmy, ich sąsiedzi z naprzeciwka zawołali „Do nas mieliście przyjść” – ministranci pomylili numery mieszkań. Ci sąsiedzi byli w szoku, że ten wojskowy, niesprzyjający katolikom, przyjął kolędę – opowiada ks. Gacka. Pozytywne zaskoczenie przeżył też ks. Tomasz Horak. – Tuż po stanie wojennym, w Nysie, byłem na kolędzie w bloku zamieszkałym przez samych wojskowych – 11 pięter, 3 klatki, prawie 100 mieszkań, ale kolędę przyjmowali nieliczni, więc zwykle szło szybko i pomagałem jeszcze koledze na innej ulicy. Zawsze wjeżdżaliśmy windą na górę i schodząc pukało się do mieszkań. A tu tego roku jedno, drugie, trzecie mieszkanie – wszędzie przyjmują kolędę. Po dwudziestu mieszkaniach pytam, co się stało, że wszyscy nas zapraszają? A gospodyni na to: „A ksiądz nie zauważył?”. „Czego?” – pytam. „A że same kobiety są, nie licząc mężczyzn z orkiestry? Pozostali pojechali wczoraj na poligon”. Takie były czasy, ludzie się bali – dodaje ks. Horak.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • Gdynia Pogórze Górne
    20.12.2014 19:12
    Znak nowych czasów, taka sytuacja. Kolęda zapowiedziana słowem i w Internecie od 16.00. Członkowie rodziny spieszą się z pracy, szczęśliwie ktoś z nas może być w domu i czuwa obecny od 15.30. Wszyscy w radosnym oczekiwaniu, woda święcona, krzyż na stole, biały obrus odświętny, to wszystko raz do roku, zaraz czeka nas wizyta kapłańska, nasza rodzina, nasz dom przepełni modlitwa, śpiew nabożny w radości, ucałujemy stopy poświęconego wizerunku ukrzyżowanego Pana, dostaniemy błogosławieństwo na następny rok. Tak potrzebne. Bo życie nasze trudne, każdy pracuje, nawet ponad siły, aby być, aby w potrzebie móc dać przetrwanie innym, których kochamy, za których czujemy się odpowiedzialni. Aby nigdy nie stać się ciężarem dla tych których kochamy. Cały wieczór nabożne skupienie, oczekiwanie. To pewnie już niedługo, bo już tyle czekamy. Przecież w innych domach w sąsiedztwie w ubiegłym roku ksiądz zakończył wizytę duszpasterską aż o 22.00. Dopiero 21.00, ale może by się kogoś w najbliższym otoczeniu spytać. No i wiadomość - aż trudno uwierzyć, ksiądz w naszym domu był po 15.00. Już nawet w następnym bloku już dawno się skończyła kolęda, ksiądz był około 20.00. Nie ma za kim gonić po klatkach schodowych, już jest po.
    No trudno, jutro trzeba znów iść do pracy, do nauki, to jedno jest pewne. Wsparcie musimy dać sami sobie wzajemnie, bez tego skropienia naszego domu wodą święconą, bez nowego świętego obrazka, bez dobrego duszpasterskiego słowa. Pomodlić się sami w swym gronie, niech ojciec rodziny nas skropi tą święconą wodą, obrazek całkiem piękny wszak mamy z zeszłego roku.
    doceń 0

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma