• facebook
  • rss
  • Uśmiechajmy się do życia

    Anna Kwaśnicka

    |

    Gość Opolski 06/2014

    dodane 06.02.2014 00:00

    Wielką radością i zaszczytem było pracować z Teresą, czerpać z jej wiedzy, pogody ducha, humoru i miłości do świata.

    Tak często słyszymy z opowieści czy doświadczamy na własnej skórze, jak w wielu sytuacjach społecznych króluje egoizm. W pracy ludzie ze sobą rywalizują, na ulicy wzajemnie się nie widzą. A Teresa szła przez życie na przekór temu wszystkiemu. Swoją życzliwością, otwartością i chęcią do rozmowy sprawiała, że w jej towarzystwie każdy czuł się ważny. Doświadczałam tego od pierwszej rozmowy kwalifikacyjnej w „Gościu Opolskim” po ostatnią naszą rozmowę telefoniczną. Z wielką otwartością podchodziła do osób, z którymi kontaktowała się, przygotowując teksty. A gdy spotykała się z sytuacją, w której ktoś potrzebował pomocy, nie tylko sama go wspierała, ale wydrukowanymi słowami potrafiła pobudzić niejedno serce do działania. Wiem od jej córki Kingi, że również lecząc się w szpitalu, była wsparciem dla innych pacjentów, niosła im uśmiech, pocieszenie, dobre słowo, choć sama też cierpiała. Kochała ludzi.

    Swoich najbliższych, w których miała oparcie do ostatnich chwil. Ale także tych, których spotykała przez całe swoje życie, w tak wielu różnych sytuacjach. W pociągu zawsze znalazła towarzystwo do rozmowy, chętnie zagadywała i sprawiała, że obcy ludzie przed nią się otwierali. Po prostu chciała i potrafiła słuchać, a to, niestety, coraz rzadsza umiejętność. Dzieliła się i tym, co sprawiało jej najwięcej radości, dlatego codziennym rytuałem w naszej redakcji była opowieść o jej wnuczku Maksiu. Za każdym razem była to inna historia, ale wszystkie je łączyła wielka miłość do rezolutnego chłopca i duma z tego, jakim wspaniałym jest dzieckiem. Również świat przyrody nie miał dla niej tajemnic. Rozpoznawała ptaki po ich śpiewie, zachwycał ją jeleń biegnący w oddali, uwielbiała spacery nad Odrą i po leśnych ścieżkach. Przeżyła nawet spotkanie z dzikami, o którym nieraz opowiadała, za każdym razem z coraz większym uśmiechem, który zastępował początkowe przerażenie. Dla mnie, stawiającej pierwsze kroki w pracy dziennikarskiej, zawsze miała mnóstwo fachowym rad, ale też wiele serdecznych komplementów. To był zaszczyt pracować z Teresą, od niej się uczyć, czerpać z jej wiedzy, pogody ducha, humoru i miłości do świata. Uczyła mnie nie tylko, jak być dobrym dziennikarzem, ale też tego, jak nie zatracić się w pracy, zapominając tym samym o życiu. Jej pierwsze pytanie po weekendzie nie dotyczyło artykułów, ale tego, czy spędziłam ten czas z najbliższymi, przyjaciółmi, czy odpoczęłam. Początkowo nie rozumiałam sensu tych pytań, z czasem je doceniłam i po dziś dzień w duszy je sobie zadaję, uśmiechając się do Teresy – mojej nauczycielki życia.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół