• facebook
  • rss
  • Deska ratunku

    Andrzej Kerner

    |

    Gość Opolski 07/2014

    dodane 13.02.2014 00:00

    Rok Rodziny. Tak mnie zmieniła Sesja Kana, że znajomi pytali, czy nie przeżyłem jakiejś traumy – mówi Darek Żołdak.

    Wcale nam się nie chciało jechać na sesję Kana. Było gorąco, lato, myśleliśmy, że trzeba będzie słuchać jakichś durnych konferencji. No i jeszcze na przywitanie wyszła nam wyniszczona chorobą kobieta z trzema stokrotkami w ręku, w tym jedną złamaną, i mówi: „Witamy was serdecznie!”. No, koszmar, pomyśleliśmy, ale może jakoś wytrzymamy. Jednak już pierwszy wieczór, autentyczność świadectw ludzi mocno mnie poruszyły. Sesja sprawiła, że poczułam się niezwykle odnowiona w małżeństwie – mówi Lidia Żołdak z Nysy. Razem z mężem Darkiem od 13 lat jest we wspólnocie Chemin Neuf. To chyba najmniejsza wspólnota w diecezji opolskiej. Znalazła się w diecezjalnym folderze przygotowanym na Rok Rodziny rozdawanym podczas odwiedzin kolędowych jako polecany ruch formacyjny dla małżonków.

    Drogą jest Jezus

    Wspólnota Chemin Neuf proponuje małżonkom połączenie duchowości ignacjańskiej i charyzmatu Odnowy w Duchu Świętym. Brzmi mocno, trzeba przyznać. Źródła wspólnoty sięgają ekumenicznej grupy modlitewnej, która powstała w roku 1973 w Lyonie przy Chemin Neuf (Nowa Droga). I taka francuska nazwa już została. Tym bardziej że ma podwójne znaczenie: przypomina fakt, że chrześcijaństwo w pierwszych wiekach bywało określane jako „droga”. – Ale to Jezus jest drogą, nie wspólnota. Do Chemin Neuf, po wcześniejszych doświadczeniach z inną wspólnotą, podchodziłem z niesamowitym dystansem. Przekonał mnie fakt, że Chemin Neuf formuje ludzi dla Kościoła, nie dla siebie. Nie tworzy własnej drogi, nie związuje ze sobą. To ją odróżnia od sekty. Tu się proponuje, nie narzuca. W żadnej innej wspólnocie nie czułem się tak wolny. I paradoksalnie ta świadomość, że jestem wolny, pomaga mi wybierać. Co rok czy dwa obligatoryjnie podejmowana jest decyzja, czy idziemy dalej z tą wspólnotą, czy nie. Więc w Chemin Neuf z założenia nie ma efektu, że odchodzący człowiek jest odtrącany przez wspólnotę – podkreśla Darek Żołdak, który wraz z żoną Lidią oraz dwoma małżeństwami: Jolantą i Krzysztofem Strzelcami z Raciborza oraz Małgorzatą i Robertem Marxami z Łężec tworzą opolską Fraternię Kana.

    Dzielenie się, nie psychoterapia

    Comiesięczne spotkania fraterni, czyli grupy małżeństw, które przeżyły letnie rekolekcje – sesję Kana – składają się z modlitwy i dzielenia się własnymi doświadczeniami. – Chodzi o dobrowolne mówienie o sobie. Mówi się tylko tyle, ile się chce. Nikt nie jest przymuszany. To, co mówimy, jest objęte tajemnicą, nie może wyjść poza nasz krąg – podkreśla Darek Żołdak. – To nie jest jakaś psychoterapia, podczas której rozwiązujemy indywidualne problemy. Nie ma wyciągania na siłę zwierzeń z ludzi. Chcemy przyjmować to, co słyszymy, jako dar od drugiej osoby i jednocześnie zastanawiamy się: co ja mam do powiedzenia, żeby mogło być darem dla innych – mówi Lidia Żołdak.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół