Nowy numer 16/2018 Archiwum

Ojcze syryjski

Wiara. Czy to ważne w jakim języku Pan Jezus mówił „Ojcze nasz”?

Kiedy jechałem do Kamienia Śląskiego, by spotkać się z ks. Mateuszem Potocznym, który jest obecnie pracownikiem naukowym tamtejszego Instytutu Badań Nauczania Papieskiego, wiedziałem, że efektem spotkania będzie między innymi wielki zawrót głowy. Ksiądz Potoczny od 2007 r. studiował na Papieskim Instytucie Orientalnym w Rzymie i tam obronił doktorat na temat liturgii bizantyjskiej, a potem odbył roczny staż naukowy w Ekumenicznym Instytucie Badawczym św. Efrema w Kottayam w Indiach, gdzie uczył się języka zachodniosyryjskiego i studiował liturgię Syromalankarskiego Kościoła katolickiego. Skąd ten zawrót głowy? Od zawsze gubiłem się w podziałach i nazwach Kościołów Wschodnich: chaldejczycy, asyryjczycy, maronici, syro-maronici, chrześcijanie syromalankarscy, syromalabarscy, syriacy, ormianie etc…. A jednak obawa przed kompromitacją nie była tak wielka jak ciekawość spotkania z jedynym w naszej diecezji człowiekiem, który zna język syriacki, dialekt języka aramejskiego. Tym językiem mówił Jezus.

Abun. Nasz Ojciec

Kiedyś syriacki był językiem niezwykle rozpowszechnionym w całej Azji: od Bliskiego Wschodu po Chiny i Afganistan. – Wierni Kościołów syryjskich z dumą mówią: my się posługujemy językiem naszego Pana Jezusa Chrystusa. Chociaż pewnie ten aramejski za Jego czasów był nieco inny. Ale na pewno jest to język najbliższy temu, którym mówił Pan Jezus – zaznacza ks. Mateusz Potoczny. Prof. Sebastian Brock, najwybitniejszy znawca języka syriackiego, podaje, że odmianą zachodniosyryjską mówi się na co dzień obecnie tylko w trzech wioskach w górach Antylibanu (w chrześcijańskiej Maaluli oraz w dwóch wioskach muzułmańskich), a wschodniosyryjską mówią niewielkie grupy w północnym Iraku, w południowo-wschodniej Turcji, w północno-zachodnim Iranie i w Azerbejdżanie. – Mówi się nim także w klasztorach syryjskich, ale na takiej samej zasadzie jak w Watykanie rozmawia się po łacinie w Sekretariacie Stanu. Istnieje także dość żywy nurt wskrzeszenia języka aramejskiego w diasporze syryjskiej w Stanach Zjednoczonych i w Skandynawii. Są już nawet telewizje nadające po aramejsku, wydawnictwa w tym języku – ks. Potoczny pokazuje mi wydanie „Małego Księcia” w języku syriackim, pisane oryginalnym alfabetem i w transkrypcji alfabetem łacińskim. Bo alfabet syriacki ma także trzy swoje odmiany (czyżby jakiś mały zawrót głowy? ): estrangelo – zaokrąglony, kaligraficznie najpiękniejszy, serto – najprostszy, zbliżony nieco do zapisu arabskiego oraz wschodniosyryjski zwany też chaldejskim. Czy językowi Jezusa grozi wymarcie? Nie ma o to raczej większych obaw, bo syriacki jest językiem liturgicznym Kościółów, które należą do tradycji syryjskiej. To najstarsza tradycja liturgiczna, niezwykle twórcza i bogata. Do dziś przechowała się w niej np. najstarsza anafora eucharystyczna świętych Addaja i Mariego z II wieku (ciekawe – niezawierająca słów konsekracji chleba i wina, a będąca rodzajem błogosławieństwa). – Tym językiem posługują się zarówno Kościoły ortodoksyjne, jak i pozostające w łączności z Rzymem. Używany jest w liturgiach Asyryjskiego Kościoła Wschodu, Kościoła Chaldejskiego oraz Kościołów syromalabarskiego, syroortodoksyjnego, syro-maronickiego, Kościołów syromalankarskich – wylicza ks. Mateusz Potoczny. Łącznie wszystkie te Kościoły liczą ok. 20 milionów wiernych. To oni powtarzają dosłownie za Jezusem: Abun d’ bashmayo – Ojcze nasz, któryś jest w niebie.

Lahmo. Chleb powszedni

Hablan lahmo d’sunqonan yowmono – chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj. – Lahmo, czyli chleb w wyrażeniu semickim ma głębsze znaczenie niż u nas kromka chleba. Lahmo to wszystko, czym żyjemy, wszystko, czego potrzebujemy do życia. Św. Jakub z Sarug, jeden z największych świętych Wschodu, zwraca uwagę, że skoro prosimy o lahmo, to nie powinniśmy już więcej mnożyć słów ani błagań, bo prosimy tym słowem o wszystko, co nam niezbędne do życia – mówi ks. Potoczny i zwraca uwagę na fakt, że w życiu duchowym i pobożności chrześcijan tradycji syryjskich największą rolę odgrywa liturgia i liczne posty. – Tam post to jest post. Już w Rzymie zaskakiwali mnie koledzy maronici, kiedy zapraszali na obiad w ich postne dni i sami pili tylko wodę. Dla nich było to oczywiste. A to nie był ani piątek, ani środa, tylko jeden z wielu dni postnych, jakich surowo przestrzegają maronici – opowiada ksiądz. Maronici mają ok. 160 dni postu w roku. A to i tak niewiele w porównaniu z Kościołem koptyjskim, który dni postnych wyznacza w roku minimum 250. – Hinduscy chrześcijanie w postach się lubują. Tym bardziej że jest to społeczeństwo w dużej mierze wegetariańskie. Posty przestrzegane są bardzo rygorystycznie. Już po dwóch tygodniach pobytu tam miałem dość – uśmiecha się ks. Potoczny. Post u chrześcijan Orientu obowiązuje od wschodu do zachodu słońca. – Po zmroku mogą zjeść, ale to nie znaczy, że można się objadać, bo Pan Bóg nie widzi. Nie ma wielkich uczt nocą – podkreśla ksiądz. Uroczyste liturgie potrafią trwać wiele godzin, w Wielki Piątek nawet siedem. – Akcja liturgiczna trwa, a społeczność wiernych się zmienia – tłumaczy ks. Mateusz. Kiedy procesja wychodzi z kościoła, by do niego później powrócić, małe dzieci śpią na podłodze. Świeccy uczestniczą także w liturgii godzin – brewiarzu. Już od 5.30 rano przychodzą do kościołów na modlitwę poranną, także w dzień powszedni. – Księża syromalankarscy śmiali się ze mnie, kiedy sam odprawiałem brewiarz. Jak można liturgię sprawować bez ludzi? – opowiada ks. Potoczny.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma