• facebook
  • rss
  • Płacz kobiety na schodach kościoła

    Andrzej Kerner

    |

    Gość Opolski 13/2014

    dodane 27.03.2014 00:00

    Kościół jest w Świbiu k. Toszka, kobieta przyjechała z Teksasu. A jej prapradziadek….

    Takich scen widzieliśmy wiele, nie tylko w Świbiu. Ta kobieta z Teksasu dotykała księgi parafialnej z roku 1833, gdzie zapisany był chrzest jej prapradziadka. Ona płakała nad tą księgą – mówił podczas wernisażu wystawy „Śląscy Teksańczycy wczoraj i dziś” Gerard Kurzaj, prezes Towarzystwa Przyjaciół Sławięcic. – Potem usiadła na schodach i prawie łkała, jej syn, adwokat, musiał ją uspokajać. Zacząłem się zastanawiać: co ta kobieta mówi przez ten płacz? Że ktoś może tak kochać miejsce, gdzie urodzili się jego przodkowie? Te korzenie, te kości przodków złożone w ziemi są tak ważne! Powiedzieliśmy sobie, że nie możemy tej kobiety płaczącej na schodach kościoła w Świbiu zostawić samej sobie, niech sobie odejdzie w historię. Musieliśmy o tym opowiedzieć – podkreślał G. Kurzaj. Entuzjaści z TPS przez dwa lata pracowali nad wystawą, którą zorganizowali wspólnie z Muzeum Diecezjalnym w Opolu oraz The Father Leopold Moczygemba Foundation.

    Warto było! Wszyscy chętni do obejrzenia wystawy nie mieścili się w sali wystawowej. Z uwagą i frajdą oglądały ją nawet maluchy – pewną rolę odegrały w tym z pewnością drewniany koń, autentyczne siodło i lasso z Teksasu. Ale rzecz jasna – nie dla zabawy tę wystawę i towarzyszącą jej równie znakomitą stronę internetową (www.slask-texas.org) zrobiono. – Myślę, że wystawa opisująca fenomen Ślązaków w Teksasie mówi nam o sile naszej śląskiej kultury – mówił abp Wiktor Skworc, metropolita górnośląski, podczas otwarcia wystawy, którą zaszczyciło wielu wybitnych gości z całego Śląska. – Przez prawie już 200 lat przetrwała wśród śląskich Teksańczyków mowa i kultura, która się ogniskuje wokół wartości, wokół rodziny, Kościoła i wiary. Tak wielka jest siła naszej tradycji i umiłowanie ojcowizny, które my także nosimy. Fenomen Ślązaków w Teksasie uczy także nas, duchownych, że jeśli ludzie migrują, to księża też powinni z nimi być – zauważył abp Skworc.

    – Pamiętam spotkanie Ślązaków w Falls City. Z całej Ameryki, nawet tylko na kilka godzin, przylecieli samolotami, przyjechali samochodami. Jak dla nich było ważne, żeby być razem! – wspominał swoją wizytę w Teksasie bp Rudolf Pierskała. Emerytowany biskup gliwicki Jan Wieczorek, który dwa razy był w Teksasie, wspominał miejscowość Yorktown, gdzie na cmentarzu pochowanych było wielu Wieczorków. – Pani Warzecha z domu Wieczorek wręczyła mi opracowanie dotyczące tego, gdzie w Ameryce rozprzestrzenili się Wieczorkowie. Prawie 150 stron – opowiadał biskup. Dziś populację potomków emigrantów ze Śląska, którzy za zachętą o. Leopolda Moczygemby wyruszali za ocean od 1854 r., ocenia się na 200 tysięcy osób. Najstarsze pokolenie mówi przepiękną gwarą śląską. – Pamiętom, iże babcia i rodzice mi mówili, my jesteśmy polscy, nasi pradziadkowie prziśli z Polski. Niewiela było pedzano o Śląsku, ale jo wiedziała, iże kansik je taki plac – Śląsk – mówiła z nagrania wideo do uczestników wernisażu Loretta Niestroy z Panny Marii – pierwszej polskiej osady założonej w Ameryce. Nie byłoby jednak tej wystawy, a przede wszystkim nie byłoby tak mocno rozwiniętej świadomości o teksańskim fenomenie, gdyby nie ks. prałat Franciszek Kurzaj. I gdyby nie abp Alfons Nossol, który w latach 80. XX wieku wysłał go do Panny Marii. To ks. Kurzaj rozpoczął pielgrzymki śląskich Teksańczyków do ziemi ojców i przewodzi im do dziś. Wystawę można zwiedzać w Muzeum Diecezjalnym do 11 maja.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół