• facebook
  • rss
  • Z dzieciątkiem pod sercem

    ana

    dodane 08.08.2014 11:03

    Magdalena Jarocka-Bystrzycka na pielgrzymkę wybiera się po raz osiemnasty. Na pątniczy szlak wyruszy z mężem i trójką dzieci: Frankiem i Wojtusiem, oraz maleństwem noszonym pod sercem.

    – Wszystkie moje dzieci były ze mną na pielgrzymce, kiedy byłam w stanie błogosławionym. Jeśli nie będzie żadnych przeciwwskazań zdrowotnych, tak będzie również w tym roku – mówi Magdalena Jarocka-Bystrzycka z 1 żółtej.

    – To dla nas całkiem naturalne, że dzieci idą z nami na pielgrzymkę. Zabieramy je w góry, nad morze i w różne inne miejsca, dlaczego więc nie mielibyśmy ich zabrać na pielgrzymkę. Przecież to część naszego codziennego życia – wyjaśnia pani Magdalena.

    Franek ma 3 lata, Wojtuś rok i 7 miesięcy. Starszy chłopiec na pielgrzymkę pójdzie po raz piąty (po raz pierwszy pielgrzymował pod sercem mamy). Już ćwiczy maszerowanie, pielgrzymkowe piosenki, a nawet gwizdanie. Naśladuje tatę, który jest porządkowym w 1 żółtej. Z kolei Wojtuś na pielgrzymce będzie po raz trzeci.

    Jak się okazuje w drodze dzieci radzą sobie fantastycznie. – Lepiej niż my – dodaje uśmiechnięta mama, podkreślając, że jej synkowie doskonale odnajdują się wśród ludzi.

    – Pielgrzymi dużo nam pomagają. Nawet nie muszę prosić, by ktoś poprowadził nam wózek, bo ludzie sami podchodzą oferując pomoc. Wiadomo, że kiedy grupa ma postój, to z mężem nie mogę sobie na ten postój pozwolić. To dlatego, że dzieci większość czasu jadą w wózku, a w przerwie muszą sobie pobiegać. I my biegamy razem z nimi – opowiada pani Magdalena. Również z noclegami nie mają problemów. – Ludzie są niesamowicie otwarci, kiedy widzą dzieci. Nie robią żadnych problemów, nawet pościel próbują dla nich układać czy szykować łóżka – wspomina.

    Z synkiem Frankiem w ostatni dzień ubiegłorocznej pielgrzymki   Z synkiem Frankiem w ostatni dzień ubiegłorocznej pielgrzymki Anna Kwaśnicka /Foto Gość Jak zadbać o bezpieczeństwo dzieci w drodze? – Na pewno trzeba wiedzieć, w którym miejscu kolumny pielgrzymkowej iść. Tak, by nie iść zupełnie z przodu ani zupełnie z tyłu. Co więcej dzieci powinny być po wewnętrznej stronie kolumny – tłumaczy Magdalena Jarocka-Bystrzycka. Podkreśla też, że Franek, który już część trasy idzie na własnych nóżkach, obowiązkowo nosi kamizelkę odblaskową.

    – W drodze trzeba cały czas myśleć za dzieci. One nie zawsze się upomną o to, że chcą pić, że jest im za ciepło czy za zimno – dopowiada.

    Dla Magdaleny i Tomasza Bystrzyckich pielgrzymka jest czasem rodzinnych rekolekcji. – W ciągu roku nie mamy wiele czasu na wspólny odpoczynek i odnajdywanie swego małżeństwa przed Panem Bogiem. Pielgrzymka nam to daje. Jest to czas umocnienia, kiedy próbujemy na nasze małżeństwo spojrzeć Bożym spojrzeniem. Idąc na pielgrzymkę, wiem, że mój mąż będzie mnie kochał tak mocno, jak tego pragnęliśmy na początku naszej drogi. Doświadczam świeżej miłości z jego strony i taką miłość mu okazuję. Jakby Pan Bóg oczyszczał nas z tego wszystkiego, co jest już nałożone na oczy: rozmaite żale, pretensje, a nawet zmęczenie swoimi niedoskonałościami. Daje nam czyste spojrzenie – podkreśla Magdalena Jarocka-Bystrzycka.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .
    Pobieranie...
    przewiń w dół