• facebook
  • rss
  • Tak ważna jest rodzina!

    Anna Kwaśnicka

    |

    Gość Opolski 35/2014

    dodane 28.08.2014 00:00

    Jasna Góra. Szli przez tydzień, by spojrzeć w oczy Czarnej Madonny i powierzyć jej swoje serca.

    W Metropolitalnym Roku Rodziny uczestnicy Pieszej Pielgrzymki Opolskiej na Jasną Górę modlili się przede wszystkim, by rodziny były Bogiem silne. Jedni dziękowali za miłość i małżeństwo, jak Justyna i Dawid Rozwalkowie z grupy kędzierzyńskiej, nowożeńcy, którzy w strojach ślubnych weszli na Jasną Górę. – Oświadczyłem się Justynie w ubiegłym roku na Górze św. Anny, właśnie w czasie pielgrzymki – opowiada Dawid. – Chciałem, by tłem dla tej wyjątkowej chwili było wyjątkowe miejsce, a wiem, że dla Justyny pielgrzymka jest ważna – wyjaśnia. To ona zachęciła przyszłego męża do pielgrzymowania. – To czas rekolekcji w drodze, czas wycieszenia i szansa na poznanie fantastycznych osób, które wierzą w Boga i nie ukrywają się z tym – mówi Justyna Harnasz-Rozwalka.

    Małżonkowie za rok wybierają się ponownie na pielgrzymkowy szlak. Inni pątnicy dziękowali za wiele szczęśliwych lat małżeństwa i modlili się za swoje dzieci i wnuki. Pani Teresa z grupy kietrzańskiej pielgrzymowała już po raz 16. – Najpierw do Matki Bożej prowadziłam swoje dzieci, a teraz wnuki. Wnuk Kamil był ze mną 9 razy, teraz Adaś jest po raz 7. – mówi. – Zabieram ich w drogę, bo chcę, by umocniła się ich wiara, by w momencie, kiedy pojawi się kryzys, wiedzieli, u Kogo szukać pomocy – wyjaśnia – Idąc, „modlimy się” nogami. Wprawdzie w tym roku po raz pierwszy miałam kryzys w czasie pielgrzymki, bo odezwała się rwa kulszowa i zrobiły mi się zakwasy, ale gdy weszłam przed jasnogórski szczyt, to łzy szczęścia popłynęły mi ze wzruszenia – opowiada pani Teresa. – W tym roku miałam nie iść – mówi Martyna Wieczorek z grupy niemodlińskiej. – Ale miałam ogromne pragnienie i zrobiłam wszystko, by po raz 9. wyruszyć na pielgrzymkowy szlak. Kiedy na Jasnej Górze patrzy się w oblicze Matki Bożej, to cały trud staje się zupełnie nieważny. Wtedy zawsze płaczę – dopowiada. Martyna śpiewa w scholi i przyznaje, że nawet nie wyobraża sobie, że mogłaby nie robić tego w czasie pielgrzymki. Muzyczni najlepiej wiedzą, kiedy grupie idzie się ciężko i wtedy szybko reagują. – Najlepiej śpiewać wesołe piosenki, które dodają sił. Chyba zdecydowanie najtrudniej jest na ostatnich odcinkach przed noclegami. Wtedy musimy wykrzesać z siebie jak najwięcej sił, by pomóc ludziom zmobilizować się do stawiania kolejnych kroków – tłumaczy Martyna. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół