• facebook
  • rss
  • Siedzieć w ławkach ani myślą

    Anna Kwaśnicka

    |

    Gość Opolski 38/2014

    dodane 18.09.2014 00:00

    Liturgiczna Służba Ołtarza. Ministrantki i ministranci z parafii Trójcy Świętej w Bierawie otrzymali od biskupa opolskiego puchar dla najaktywniejszej wspólnoty.

    Otwierają kościół, przygotowują ołtarz do Mszy św., rozdzielają między sobą funkcje liturgiczne, więc gdy proboszcz pojawia się w zakrystii, wszystko jest przygotowane na piątkę z plusem. Liturgia musi być piękna – dobrze o tym wiedzą i o to się starają.

    Nie ma Mszy bez ministrantów

    Bierawska parafia w dekanacie kędzierzyńskim to cztery wioski, a w nich dwa kościoły: Trójcy Świętej w Bierawie i Matki Bożej Wspomożenia Wiernych w Lubieszowie, a także kaplica św. Józefa w Korzonku, gdzie służą również dzieci i młodzież z Grabówki. I choć był taki czas, że chętnych do służby liturgicznej w Korzonku brakowało, to teraz w parafii przy żadnym z trzech ołtarzy nie ma Mszy św. bez ministrantów. – Czynnych ministrantów mamy 61. Jest także 5 kandydatów – wylicza ks. proboszcz Norbert Matuszek, który jest też dekanalnym duszpasterzem LSO. – W naszej parafii od ubiegłego roku do Liturgicznej Służby Ołtarza należą też dziewczęta. Zaczęło się od Korzonka, gdzie ministrantów zabrakło. Zaprosiłem wtedy do służby dzieci ze szkoły podstawowej, również dziewczynki – opowiada ks. Matuszek. – Z czasem w pozostałych dwóch kościołach też zgodziłem się na ministrantki. I mogę powiedzieć, że u nas nie sprawdza się opinia, że pojawienie się dziewcząt w LSO zniechęca do służby chłopaków – podkreśla proboszcz. Najmłodsza ekipa jest w Korzonku. Maluchy, choć wielu z nich siedząc w ławce, stopami nie sięga ziemi, potrafią przynieść dary ofiarne, wykonać odpowiedni skłon, uderzać w gong czy posługiwać przy kadzidle. To, co robią, bardzo im się podoba. Najmłodszy Pawełek, na razie kandydat, też ma swoje zadanie – dzwoni na rozpoczęcie Mszy św. W Korzonku nad jakością służby czuwa proboszcz, w Lubieszowie i Bierawie to starsi ministranci szkolą młodszych. – Wiele dzieci przy ołtarzu służy rodzinnie – podkreśla ks. Norbert Matuszek. Przykładowo gdy ministrantką została Ania Węgrzyn, po tygodniu jej młodszy brat Dawid też chciał. Również gdy ojcowie są nadzwyczajnymi szafarzami Komunii św., dzieci garną się do LSO i do wspólnoty Dzieci Maryi. – Dziewczyny, które są ministrantkami i lektorkami, w większości są też mariankami, dlatego jeśli jest potrzeba pójścia z maryjnym sztandarem na nabożeństwach majowych czy różańcowych, służą w stroju mariańskim – opowiada proboszcz.

    Chciałem wejść do zakrystii

    Puchar, który bierawscy ministranci przywieźli z Diecezjalnej Pielgrzymki LSO na Górę św. Anny, każdego roku trafia w ręce wspólnoty, która w roku szkolnym zdobywa najwięcej punktów w generalnej klasyfikacji. Liczą się dobre wyniki w zawodach sportowych czy konkursach wiedzy, a także udział w pielgrzymkach, diecezjalnych obozach wakacyjnych czy dekanalnych dniach skupienia. Tegoroczni zwycięzcy mają się czym pochwalić. Najstarsi ministranci z bierawskiej parafii po raz drugi wywalczyli 1. miejsce w Diecezjalnych Mistrzostwach Ministrantów w Piłce Siatkowej. Z kolei najmłodsi chłopcy przywieźli puchar za 3. miejsce w Diecezjalnych Mistrzostwach LSO w Piłce Nożnej. – Teraz mamy własne żółto-czarne stroje – opowiada Tobiasz Kowaś, a proboszcz wyjaśnia: – Drużyna zawsze grała w pożyczonych strojach, ale mieli obiecane, że jak się dobrze zaprezentują w turnieju, to kupimy własne. I kupiliśmy. Okazuje się, że możliwość grania w drużynie ministranckiej dla niejednego chłopca jest dużą zachętą, by dołączyć do LSO. A skąd forma? – Dużo gramy w piłkę w szkole i po szkole też chodzimy na boisko – przyznają szóstoklasiści Krzysztof Wałach i Michał Pendzich. Na zawodach nad ich grą czuwa Damian Wierzba, który od 5 klasy gra w klubie. – Do ministrantów dołączyłem znacznie wcześniej – wyjaśnia Damian i opowiada: – Tak naprawdę zawsze chciałem wejść do zakrystii. Do kościoła chodziłem z rodzicami i siedząc w ławce, zastanawiałem się, jakby to było stanąć przy ołtarzu. W LSO zacząłem pogłębiać swoją wiarę, pełniej uczestniczyć we Mszy św., a potem wciągnęła mnie też piłka nożna. Damian należy do najlepszych ministrantów w parafii, którzy za sumienną roczną służbę w nagrodę mogli uczestniczyć w wybranym diecezjalnym obozie LSO. Damian oczywiście wybrał obóz piłkarski w Kluczborku. – To był wspaniały czas. Godziny treningu pod okiem profesjonalnego trenera przeplatały się z czasem na modlitwę – opowiada. – W parafii ministranci cały rok spędzają czas w swoim gronie. Dlatego w wakacje nie organizuję wspólnego wyjazdu, ale w nagrodę najlepszym proponuję obozy diecezjalne. Tam mogą poznać rówieśników z innych parafii, zawrzeć znajomości, wymienić doświadczenia, spotkać innych księży – wyjaśnia ks. Norbert Matuszek i dopowiada, że grupa licznie uczestniczy w pielgrzymce do katedry w Wielki Czwartek i w wakacyjnej pielgrzymce na Górę św. Anny.

    Grunt to szybko reagować

    W bierawskiej parafii przy ołtarzu swoje miejsce mają nie tylko ministranci i lektorzy. Są też psałterzystki. Jedną z nich jest Ania Rutkowska. – Chodziłam do szkoły muzycznej i lubię śpiewać, dlatego zgłosiłam się do księdza proboszcza, mówiąc, że chciałabym zostać psałterzystką – opowiada Ania, która w kwietniu ukończyła specjalny kurs w Diecezjalnym Instytucie Muzyki Kościelnej, a od maja śpiewa psalmy w co drugą niedzielę na Sumie. – To dla mnie wielkie wyróżnienie – mówi. Z kolei Damian Wieczorek ukończył w tym roku diecezjalny kurs dla ceremoniarzy. – Już 10. rok jestem ministrantem. Służba przy ołtarzu daje mi wiele przyjemności. Dlatego gdy ksiądz proboszcz spytał mnie, czy chciałbym wziąć udział w kursie dla ceremoniarzy, nawet się nie zastanawiałem – opowiada Damian. – Na zajęciach poznałem dużo nowych i trudnych rzeczy, było sporo nauki, ale przecież to odpowiedzialna funkcja – opowiada. W Bierawie niedzielna Suma ma bogatą oprawę z kadzidłem, ewangeliarzem, miejscem przewodniczenia. Każdorazowo jest potrzebnych ośmiu ministrantów funkcyjnych. Nie ma z tym problemu. To prawda, że czasem zdarzają się wpadki, ale grunt to sprawnie zareagować. – Dywan w prezbiterium ma niejeden ślad po węglikach, które wypadły z kadzidła – uśmiecha się Łukasz Zaremba. – Zdarzyło się też, że w przyniesionych do ołtarza darach brakowało hostii – dopowiada Marcin Owczarek. Ale większych katastrof w kronikach parafialnych nie odnotowano. Za to jest chlubny zapis, bo z tego grona wyszedł jeden kapłan – ks. Andrzej Przybyła z Grabówki.

    Ministranci z dyplomem

    – Nie wyobrażam sobie, że będąc na Mszy św. w Bierawie, usiadłbym w ławce, a nie stanął przy ołtarzu – mówi Marek Szczygieł. Marek jest lektorem i należy do grupy najstarszych ministrantów, czyli grona studentów oraz pracujących. To oni, choć już na co dzień nieobecni w parafii, podczas większych uroczystości czuwają, żeby wszystko było jak należy. Znają przebieg liturgii, również tak bogatych w obrzędy jak Triduum Paschalne, więc gdy tylko zachodzi taka potrzeba, mogą pokierować młodszymi kolegami i koleżankami. – Czasem wystarczy spojrzenie, kiwnięcie głową – uśmiecha się Marek. Zbiórki prowadzone przez księdza proboszcza są obowiązkowe dla ministrantów ze szkoły podstawowej i gimnazjum, starsi spotykają się raz na kwartał. W ciągu roku ważnym spotkaniem jest też parafialne święto ministrancko-mariańskie. Wtedy kandydaci zostają uroczyście przyjęci do wspólnoty, a najaktywniejsi otrzymują wyróżnienia. – Natomiast ci, którzy ukończyli szkołę średnią lub są studentami, gdy kończą służbę, otrzymują dyplom – opowiada ks. Norbert Matuszek. – Niektórzy rezygnują wcześniej, czasem po prostu przestają przychodzić na zbiórki i na służbę, ale w takich sytuacjach dyplomów nie przyznaję – mówi proboszcz. Tradycją w parafii jest też pożegnanie ministranta, który się żeni. – Kupujemy prezent i spotykamy się przy kawie i słodkościach – opowiadają ministranci. W najbliższym czasie parafię czeka kurs lektorski, który zakończy się ministranckim świętem. Mszy św. będzie przewodniczył bp Rudolf Pierskała, który jako kanclerz kurii wspomagał duszpastersko bierawskiego proboszcza. – Na Mszę św. i spotkanie zaprosimy tych, którzy przez lata służyli przy ołtarzu, a dziś mają już swoje rodziny – zdradza ks. Norbert Matuszek.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół