• facebook
  • rss
  • Tylko na słowo honoru

    dodane 25.09.2014 00:00

    Po raz ostatni w dziejach ludzkości jeńców traktowano wtedy humanitarnie.

    Ta wojna przyniosła na Śląsku daleko idący rozpad grup społecznych. Na wsiach struktury społeczne jakoś funkcjonowały, rolnicy mogli się wyżywić. Tragicznie wyglądało to w mieście – został przerwany przekaz tradycji. Rosła popularność idei lewicowych, szerzyły się dzikie strajki, rozpoczął się antysemityzm. To wszystko było skutkiem przegranej przez Niemcy wojny – mówił dr Bernard Linek, wskazując na ogromną zapaść gospodarczą Śląska Opolskiego, którego rozwój ekonomiczny opierał się wtedy na cementowniach. – Powrót do produkcji sprzed I wojny nastąpił po roku 1933. Można się domyśleć, czemu to służyło i jaki był efekt – puentował dr Linek podczas sesji „Historia i pamięć.

    Jeńcy wojenni na Śląsku Opolskim w czasie I wojny światowej” zorganizowanej przez Centralne Muzeum Jeńców Wojennych w Łambinowicach–Opolu. W naszym regionie właśnie CMJW przez szereg inicjatyw i wydarzeń najmocniej przypominało o stuleciu Wielkiej Wojny. To poniekąd naturalne (choć i tak warte podkreślenia), bo w skład CMJW wchodzi stary cmentarz jeniecki w Sowinie, na którym pochowano w czasie I wojny ok. 7 tysięcy jeńców obozu w Lamsdorf (Łambinowice) – przede wszystkim rosyjskich, serbskich, rumuńskich. – To obiekt wyjątkowy, i to nie tylko w naszym regionie – mówiła dr Violetta Rezler-Wasielewska, dyrektor CMJW, zachęcając do odwiedzin starego cmentarza. Lamsdorf w czasie I wojny było jednym z największych obozów jenieckich w Europie. Pierwszym tam pochowanym jeńcem jest Polak Kazimierz Kaczmarczyk, żołnierz armii rosyjskiej. – W czasie I wojny jeszcze każdy żołnierz miał prawo do godnego pochówku – mówił dr Piotr Stanek, który podkreślał, że Wielka Wojna była ostatnim konfliktem zbrojnym w czasie którego jeńców traktowano humanitarnie. Każde wyznanie miało prawo do posługi własnego duchownego, korespondencja była w miarę swobodna, jeńcy otrzymywali paczki. Na przykład w oflagu w Nysie jeńcy mogli trzy razy w tygodniu wyjść poza teren obozu tylko na podstawie danego oficerskiego słowa honoru.

    Znanym jeńcem w Nysie był ranny pod Verdun kpt. Charles de Gaulle, ale być może najbardziej zasłynął kapitan armii brytyjskiej Smith, który zażądał przeniesienia do innego obozu, ponieważ w Nysie nie miał warunków do gry w piłkę nożną.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół