• facebook
  • rss
  • Modlitewnik babci

    dodane 16.10.2014 00:00

    Jak święty obrazek z błogosławieństwem bp. Józefa Gawliny trafił na Sybir?

    Biskup, który urodził się w Strzybniku koło Raciborza, na kartach historii nazywany jest „biskupem tułaczem”. W czasie II wojny światowej towarzyszył polskim żołnierzom tam, gdzie przebywali i walczyli. Po zawarciu umowy Sikorski–Majski przedostał się też do ZSRR, gdzie w 1942 r. wizytował oddziały gen. Andersa, m.in. w Uzbekistanie i Kazachstanie.

    Ale okazuje się, że zatroszczył się również o rodaków zesłanych w głąb Syberii. Romana Dolińska z opolskiego oddziału Związku Sybiraków w modlitewniku swojej babci odnalazła czarno-biały obrazek Najświętszej Maryi Panny Miłosiernej czczonej w Ostrej Bramie. Na odwrocie, pod tekstem modlitwy, zamieszczone są słowa: „Z serdecznym błogosławieństwem, † Józef Gawlina, biskup polowy W.P., Londyn, 15 sierpnia 1941 r.”. – Jak to możliwe, że w modlitewniku babci zesłanej na Sybir odnalazłam taki obrazek? Nie mogła go dostać nigdzie indziej jak właśnie na zesłaniu – podkreśla pani Romana i opowiada: – W lutym 1940 r. na Sybir wywieziono nas dziewięcioro: dziadka i babcię, rodziców i pięcioro dzieci. Babcia zabrała ze sobą modlitewnik „Służba Boża”, figurkę NMP z Lourdes, różaniec, szkaplerz i ryngraf z Matką Boską Częstochowską. Modlitewnik jest dla pani Romany pamiątką bezcenną. To z niego jej babcia Helena codziennie się modliła, z nim uczyła czytać swoje wnuki. – Modlitewnik „Służba Boża” wydany w Wilnie w 1884 r., czyli w zaborze rosyjskim, prawdopodobnie należał do mojego pradziadka Jana Poniawskiego, który był organistą w Wołoszczy k. Drohobycza, czyli w zaborze austriackim. Później otrzymała go jego najstarsza córka, a więc moja babcia. W 1922 r., po śmierci męża, babcia wyjechała z dziećmi na Podole. Stamtąd 10 lutego 1940 r. naszą trzypokoleniową rodzinę Rosjanie wywieźli na Sybir – opowiada Romana Dolińska, podkreślając tym samym długą drogę, jaką przebyła książeczka do nabożeństwa. – Babcia miała ją aż do śmierci w 1957 r. – mówi pani Romana. – Znaleziony w modlitewniku obrazek zaskoczył mnie. Żyła wtedy jeszcze moja mama Maria, więc spytałam ją, czy na zesłaniu docierali do nas polscy księża. Powiedziała, że tak i że odprawiali Msze św., w których uczestniczyli tylko dorośli. Przed dziećmi skrywano ten fakt, żeby nie zdradziły go w przedszkolu i szkole. Nie przypuszczam, że do Malinówki w obwodzie Swierdłowskim, gdzie byliśmy od 1941 r., dotarł bp Gawlina, ale obrazek z jego błogosławieństwem do rąk babci się dostał.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół