• facebook
  • rss
  • Sztafeta talentów

    Karina Grytz-Jurkowska

    |

    Gość Opolski 42/2014

    dodane 16.10.2014 00:00

    Ludzie. Jakie zdanie Jana Pawła II mamy wszyscy w pamięci? „Wymagajcie od siebie, choćby inni od was nie wymagali”. I to staramy się realizować – mówią zgodnie stypendyści.

    Wśród ok. 170 osób z diecezji opolskiej, które korzystały z programu stypendialnego Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”, są gimnazjaliści, licealiści, studenci. Najstarsi, absolwenci, już często założyli rodziny, ale nadal wspierają fundację papieską jako wolontariusze, dzieląc się swoją wiedzą i umiejętnościami. W tym celu powołali nawet stowarzyszenie. – To bardzo nas cieszy, bo trzeba powiedzieć jedno: to nie jest stypendium socjalne. Program ten wspiera tych, którzy są ambitni, chcą coś osiągnąć, wkładają w to wysiłek, mają pasję, ale też prezentują pewną postawę życiową – podkreśla ks. Krzysztof Matysek, koordynator fundacji w diecezji opolskiej.

    W gronie tym więcej jest humanistów, choć są i uczniowie szkoły morskiej, politechnik, akademii technicznych i uniwersytetów. Są budowlańcy, elektrycy, dziennikarze, prawnicy i artyści, świeccy, ale i seminarzyści. Obecnie co roku do grona stypendystów dochodzi ledwo kilka osób, bo aktualni przechodzą do kolejnych szkół, uczelni.

    Ks. Matysek ubolewa jedynie, że dobre wyniki i pracowitość nie zapewniają absolwentom łatwiejszego startu. – Czasem nawet im trudno od razu znaleźć pracę. Ale może to się z czasem zmieni – ma nadzieję.

    125 procent wysiłku

    – Bez stypendium nie pojechałbym na pewno np. do Szanghaju, skąd właśnie wróciłem – mówi Krzysztof Mętel z Jędrzychowa k. Nysy. Zgłoszenie się z wnioskiem o stypendium fundacji papieskiej zaproponowała mu w II klasie gimnazjum katechetka. Chłopak bowiem prócz dobrych ocen miał wielką pasję – malowanie. Angażował się także w bractwo rycerskie.

    Dla młodego człowieka 300 zł na pomoce naukowe i materiały do malowania było nie bez znaczenia. Rozwój talentu wymagał bowiem coraz większych nakładów – sztalugi, pędzle, farby sporo kosztowały, zwłaszcza gdy zdał do liceum plastycznego w Opolu. Równolegle zainteresował się sportem, gdy trener lekkoatletyki zachęcił go do rzucania dyskiem. Perspektywy były bardzo dobre, dostał się do kadry narodowej, jeździł na zgrupowania, wygrywał kolejne zawody.

    – Jeśli się w coś angażuję, staram się robić to na 125 procent. Niestety, kontuzja kolana kazała mi zastanowić się nad dalszą karierą sportową. To był ostatni moment, żeby skoncentrować się na plastyce, którą nieco zaniedbałem – przyznaje obecny student II roku Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu. Jako jedyny z pierwszego roku brał udział w ramach wymiany studenckiej z uczelnią artystyczną z Szanghaju. – Dzięki temu mogłem poznać tamtą, dość egzotyczną dla nas sztukę, kulturę. Podczas organizacji tej wymiany pomagało mi doświadczenie z obozów formacyjnych. Wsparcie finansowe Fundacji pozwala mi na wszechstronne i świadome przygotowanie do pracy w przyszłości, wyjazdy na wystawy, ćwiczenie warsztatu malarskiego – podkreśla Krzysztof Mętel. Wskazuje też na znaczenie duchowe formacji.

    – Podczas pierwszego wyjazdu formacyjnego do Kalwarii Zebrzydowskiej zawiązały się najważniejsze przyjaźnie w moim życiu. Konferencje, wieczorne rozmowy wiele mi dały. Pamiętam, że na początku, gdy wygłosiłem dość ostrą opinię, zaczął ze mną dyskusję jakiś chłopak – myślałem, że to któryś z uczestników. Okazało się, że wolontariusz-wychowawca. Jest jednym z moich najbliższych przyjaciół, w tym roku przyjmie święcenia kapłańskie – uśmiecha się. Do dziś Krzysztof spotyka się z grupą chłopaków z Opolszczyzny, organizując różne wydarzenia.

    – My nie jesteśmy tacy wyjątkowi ani święci. Są wymogi, które spełniliśmy, ale trzeba się starać. To stypendium traktuję jako inwestycję we mnie, którą w przyszłości będę spłacać dobrą postawą społeczną i swoimi kompetencjami. Od tego, kto otrzymał więcej, więcej się też wymaga – podsumowuje.

    Ta formacja daje odwagę

    – W Lublinie na przystanku siedzące obok mnie starsze panie, widząc młodych w żółtych koszulkach, zapytały, kto to. Gdy odpowiedziałam, że to obóz stypendystów Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”, jedna powiedziała do drugiej: „Widzisz, to jest przyszłość naszego narodu”. Miałam łzę w oku, bo poczułam, jak ci ludzie na nas liczą i dumę, że jestem w tym gronie. Nie można sobie odpuszczać, gdy tylu ludzi w nas wierzy i wspiera, choć kompletnie nas nie zna. Koniecznie proszę podziękować naszym darczyńcom, bo oni nieraz sobie odmawiają czegoś, żeby nam pomóc – mówi Kasia Bojkowska, najstarsza stypendystka ze Zdzieszowic. Z pomocy fundacji papieskiej korzysta już ósmy rok, pomogła jej w tym ówczesna dyrektor gimnazjum. Ukończyła liceum plastyczne w Opolu, a teraz studiuje historię sztuki w Warszawie. Początkowo myślała o scenografii, ale zdecydowała się na reżyserię filmową. Miała już okazję być asystentką reżysera, zrealizowała dwa filmy. Szkołę średnią kończyła ze specjalizacją wizualną, więc zdarza jej się realizować jakieś zlecenia reklamowe. Pomaga też w stypendialnym biurze prasowym. Lubi siatkówkę, ale choć miała całkiem dobre osiągnięcia, nie wiązała przyszłości ze sportem.

    – Gdyby nie pomoc fundacji, nie mogłabym sobie pozwolić na to liceum, bo trzeba mieć materiały plastyczne, są wyjazdy na festiwale, plenery. A ja miałam w domu jeszcze dwójkę młodszego rodzeństwa. Ale nie pieniądze były najistotniejsze. Ta formacja dała mi odwagę, by wykorzystać swoją szansę, ale też żeby swoją postawą dawać świadectwo, mieć w sobie taką Bożą radość i otwarcie o niej mówić. No i ma się znajomych w całej Polsce, gotowych do pomocy – opowiada studentka.

    Sama od trzech lat jeździ na zjazdy stypendystów jako wolontariusz, współorganizując je. W ten sposób choć po części chce zwrócić otrzymaną pomoc.

    – Nie mogę się ich już doczekać. To bardzo inspirujące spotykać się z tak różnymi osobami a przy okazji z przyjaciółmi. Często ci młodzi ludzie, będący dopiero w gimnazjum czy liceum, zaskakują dojrzałością, głębią wiary. Tu jesteśmy równi, tworzymy wspólnotę – tłumaczy. I dodaje: – Obecność i wsparcie stypendystów bardzo mi pomogły, gdy przyjechałam z małej miejscowości do Warszawy.

    Spotkania z nimi są dla niej dużą motywacją do dalszej pracy. – Gdy mam gorszy dzień, a słyszę, że ktoś robi tak wiele, myślę sobie: „Wymagaj od siebie, nie odpuszczaj, bo to jest twoje życie”. Chciałabym uchwycić kiedyś na filmie fenomen ludzi, którzy potrafią całkiem zaufać Bogu, ich radość, ale to wymaga wiele wrażliwości i pokory – przyznaje.

    Dzielić się dobrem i talentem

    Róża Pustelniak pochodzi z Moszczanki k. Prudnika. Ma siedmioro rodzeństwa – najstarsza Jagoda ma 29 lat, najmłodsza Miriam – 5, rodzice prowadzą gospodarstwo rolne. To właśnie Jagoda przetarła jej szlak, bo przeczytawszy w „Gościu” o takiej możliwości, została jedną z pierwszych stypendystek. Dziś już ma swoją rodzinę. Róża uczy się w klasie maturalnej prudnickiego ogólniaka i w dyplomowej klasie Szkoły Muzycznej II stopnia w Nysie. Gra na skrzypcach i jak najstarsza siostra uczy się śpiewu. Po maturze chce kształcić się na Akademii Muzycznej, bo skrzypce są jest największą pasją. Lubi wędrówki po górach oraz wyjazdy na kajaki z całą rodziną i znajomym kapłanem.

    Razem ze stypendystami Róża współtworzy zespół, który uświetnia różne wydarzenia fundacji, gra też na ślubach, pogrzebach, w prudnickiej scholi przy parafii. – Najlepsze jest jednak wspólne koncertowanie podczas rodzinnych uroczystości czy kolędowanie, bo niemal każde z nas gra na jakimś instrumencie lub śpiewa – przyznaje licealistka.

    Dzięki stypendium Róży, które odciążyło budżet domowy, i wakacyjnej pracy, którą podjęła, do szkoły muzycznej może chodzić jej młodsza siostra. Trudno jednak pogodzić dojazdy do Nysy i Prudnika, sporo kosztują bilety. – Cieszę się z tego stypendium, nie tylko z pieniędzy, choć to ważne, ale też z wyjazdów. Biorąc w nich udział zwiedziłam wiele pięknych polskich miast, uczelni, poznałam świetnych ludzi. Jako zespół muzyczny stypendystów mieliśmy zajęcia ze znakomitym dyrygentem. Razem z chórem i orkiestrą Echo Sacrosongu udało mi się też zwiedzić niemal całą Europę, byliśmy w Rosji, na Litwie, Białorusi, a teraz w Portugalii, Hiszpanii i Maroku – opowiada z zapałem.

    Ważna dla niej jest okazja do podzielenia się swoimi wątpliwościami, przeżyciami z innymi stypendystami, ludźmi o podobnej postawie życiowej. – Jesteśmy różni, ale łączy nas wiara i podejście do życia. Piękne jest to, że możemy podyskutować poważnie o Bogu, o życiu... – przyznaje Róża. Wiedząc, ilu jest chętnych do stypendium, tym bardziej stara się jak najlepiej wykorzystać otrzymaną pomoc, odwdzięczać się koncertami i pomaganiem młodszym. – Wsparcie, które otrzymujemy, jest przecież po to, by się później dzielić z innymi swoimi umiejętnościami. A dobroczyńców otaczać modlitwą – dodaje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół