• facebook
  • rss
  • Talentów nie zmarnował

    Anna Kwaśnicka

    |

    Gość Opolski 44/2014

    dodane 30.10.2014 00:00

    Był wielkim społecznikiem. Na kartach historii zapisał się przede wszystkim jako twórca nowoczesnego zakładu dla psychicznie chorych.

    Koniec ziemskiego życia bp. Józefa Marcina Nathana był uwłaczający ludzkiej godności. Niemal 80-letni, mocno schorowany, wypędzony z ukochanych Branic do Czechosłowacji, odsunięty od dzieła, któremu oddał życie, został przygarnięty przez córki Miłości Bożej z Opawy. To w ich klasztorze zmarł 30 stycznia 1947 roku. Został pochowany w grobowcu Czeszki, która wyjechała za granicę. Po ponad 67 latach, staraniem m.in. parafii Świętej Rodziny, Samodzielnego Wojewódzkiego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych oraz Stowarzyszenia „Caritas Chrysti” jego prochy powrócą do Branic. W sobotę 8 listopada zostaną złożone w sarkofagu w kościele Świętej Rodziny.

    Ponad pół wieku w Branicach

    Ksiądz Nathan został posłany do Branic w 1892 r., rok po święceniach. Miał wtedy niespełna 25 lat. Został wikarym w parafii Wniebowzięcia NMP, gdzie proboszczem był ks. Ludwik Werner. W tej wiosce, oddalonej około 20 km od Głubczyc, ks. Nathan bardzo szybko odkrył zadania, jakie postawił przed nim Bóg. Tu radykalnie realizował miłość bliźniego jako wikariusz, później jako proboszcz, jako kietrzański wikariusz generalny, a wreszcie jako biskup pomocniczy dla niemieckiej części archidiecezji ołomunieckiej. Wybudował kilka kościołów, m.in. we wszystkich wioskach należących do branickiej parafii: Wysokiej, Boboluszkach i Michałkowicach. Chciał w ten sposób umożliwić wiernym uczestniczenie we Mszach św., co w okresie jesienno-zimowym stawało się mocno utrudnione ze względu na długą drogę przez pola. Wybudował dom rekolekcyjny, w którym odbywały się rekolekcje dla świeckich i duchownych. Prowadzili je najlepsi rekolekcjoniści. Duszpasterstwo budował na osobistych relacjach z parafianami. Bardzo cenił sobie odwiedziny w domach, nie tylko w ramach kolędy. Wiernych odwiedzał przez cały rok, rozmawiał z nimi, poznawał ich problemy. To prawdopodobnie właśnie podczas takich odwiedzin zaczął dostrzegać ludzi chorych psychicznie, którzy trzymani byli w nieludzkich warunkach, w pomieszczeniach gospodarczych, wśród zwierząt.

    Zbudował „Miasteczko miłosierdzia”

    To, co uderza już przy pierwszym zetknięciu z życiem i posługą bp. Józefa Nathana, to fakt, że jako jeden z niewielu ludzi tamtej epoki dostrzegł i zaakceptował on, że w całkowicie zmarginalizowanych przez społeczeństwo ludziach psychicznie chorych Jezus czeka na jego miłość. Dlatego to, co miał, oddał tym, których społeczeństwo nazywało wariatami, a których wstydzili się nawet najbliżsi członkowie rodziny. Wykorzystując zdolności duszpasterskie, menedżerskie czy polityczne, a przede wszystkim wielkie serce, na przestrzeni lat wybudował w Branicach samowystarczalny kompleks opiekuńczo-psychiatryczny, nazywany wówczas „Zakładami Nathana”, a dziś przede wszystkim „Miasteczkiem miłosierdzia”. Tu chorzy psychicznie nie byli traktowani jak ludzie gorszej kategorii. Dla nich bp Nathan sięgał po nowoczesne i nowatorskie rozwiązania, zarówno w zakresie terapii, m.in. terapia poprzez pracę, jak i w obszarze warunków życia. Chorzy na oddziałach mieli toalety, umywalki, centralne ogrzewanie. U początku XX wieku to był rarytas. Zakłady miały m.in. własną elektrownię, młyn, piekarnię czy gospodarstwo rolno-hodowlane. Miały też swój kościół – przepiękną świątynię Świętej Rodziny, wzorowaną na rzymskich bazylikach. Koniecznie trzeba podkreślić, że bp Nathan ogromne wsparcie miał w siostrach ze Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej, które sprowadził do Branic i które stanowiły trzon personelu kierowniczego i pielęgniarskiego.

    Tak świat płaci

    Branice po zakończeniu II wojny światowej i wytyczeniu nowych granic przeszły z państwa niemieckiego do polskiego. Bp Józef Nathan zrzekł się jurysdykcji na tym terenie i chciał pozostać w Branicach jako dyrektor szpitala. Ale w grudniu 1946 roku został wysiedlony przez władze do Czechosłowacji. Gdy dotarł do Opawy miał powiedzieć: „Tak świat płaci”. Zmarł miesiąc później. W pogrzebie, który w Opawie odbył się 4 lutego 1947 roku, uczestniczyło 130 księży, wiele sióstr zakonnych i tłumy wiernych. Biskup pomocniczy diecezji ołomunieckiej Stanisław Zela mówił: „Stwórca wszechświata obdarzył zmarłego biskupa wielkimi talentami. A on ich nie zmarnował”. Program uroczystości podajemy na s. VIII

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół