• facebook
  • rss
  • Rodzinny odpust Chrystusa Króla

    dodane 20.11.2014 00:00

    – W trudnych momentach prosiliśmy o pomoc i zawsze sprawy się rozwiązywały – wspomina Łucja Kroll.

    Przy domu Krollów w Rozkochowie kapliczka stoi od niepamiętnych czasów. – Wcześniejsza była poświęcona św. Janowi od Krzyża, był w niej obraz tego świętego – opowiada Wolfgang Kroll, mieszkający w rodzinnym domu, który odziedziczył po ojcu Henryku.

    To właśnie Henryk w roku 1965 na fundamencie poprzedniej kapliczki wybudował nową, według własnego, oryginalnego projektu. Zadziwia jej niestandardowa – jak na przydomową kapliczkę – wielkość oraz stylizowana na antyk architektura, z podwójnymi kolumienkami i architrawem zwieńczonym prostym krzyżem. Henryk Kroll był nie tylko gospodarzem, ale i samoukiem malarzem, muzykiem i miłośnikiem historii. – Nawet krowom nadawał imiona muz: Euterpe, Klio – wspomina z uśmiechem Łucja Kroll, wdowa po Henryku.

    Jednak nie antyczne kształty kaplicy są najważniejsze. – Mąż na wojnie ślubował, że jeżeli Pan Bóg mu pozwoli wrócić do domu, to postawi krzyż przydrożny – mówi. Henryk wrócił z wojny po amputacji nogi, po dwóch latach służby na froncie wschodnim. I postawił ślubowany krzyż, odkupił dla parafii także dzwon z Rozkochowa zabrany do Walec. – Ale to mu nie wystarczało. Mówił, że powrót z wojny to takie błogosławieństwo, że krzyż to za mało. Postanowił zbudować kaplicę Chrystusa Króla – wspomina pani Łucja.

    Postawienie takiej kaplicy w latach 60. XX wieku nie było całkiem łatwą sprawą. Kiedy była już gotowa, przyjechały dwie komisje, w tym wojskowa, i nakazywały rozebranie „nielegalnej” budowli. Henryk Kroll nie dał się zastraszyć, robił komisjom zdjęcia przy kapliczce, dokumentował groźby. W końcu podczas wizyty „wojskowej” wobec nieugiętej postawy Krolla ktoś z obserwatorów orzekł, że kaplica mu się podoba, i poniechano dalszych nacisków.

    W rodzinnej pamięci mocno utrwalił się znaczący fakt, że poświęcenia kaplicy dokonał ks. Alfons Nossol, późniejszy biskup opolski, który w latach 60. przyjeżdżał do Rozkochowa, by zastępować proboszcza. – W ten sposób mamy też swój rodzinny odpust. W wielu trudnych momentach życia rodziny prosiliśmy Chrystusa Króla o pomoc i zawsze jakoś sprawy się rozwiązywały – mówi Łucja Kroll.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół