• facebook
  • rss
  • Lustro duszy

    dodane 01.01.2015 00:00

    Życie konsekrowane. – Pisanie ikony formuje wnętrze człowieka, jest drogą rozeznawania duchowego i uczy wrażliwości na słowo Boże – podkreślają józefitki – s. Wirginea i s. Mateusza.

    Ikona niesie w sobie tajemnicę spotkania z Bogiem, który dla każdego z nas ma przygotowaną inną drogę. Tylko On wie, jak mamy wyglądać wewnętrznie, a pisanie ikony pozwala nam to odkrywać – tłumaczy s. Mateusza, mistrzyni nowicjatu.

    Ikonograf idzie drogą Jezusa

    W Zgromadzeniu Sióstr św. Józefa nowicjat przygotowujący do pierwszych ślubów zakonnych trwa 2 lata i odbywa się w klasztorze w Kluczborku. Pierwszy rok jest klauzurowy, a drugi apostolski i wtedy siostry nowicjuszki wyjeżdżają na praktykę, by z bliska poznawać charyzmat zgromadzenia i w nim uczestniczyć, posługując w dziełach prowadzonych przez siostry.

    – Nowicjat to szkoła, która ma wprowadzić w głębsze życie duchowe oraz w życie charyzmatem zgromadzenia – opowiada s. Mateusza. – Jest to czas wypełniony modlitwą, pracą, rozmaitymi zajęciami i wykładami, które dają różne umiejętności i kształtują intelektualnie. Jednym z ważnych środków formacyjnych na tym etapie jest pisanie ikon. Spotkanie z ikoną formuje wnętrze, jest drogą Jezusa, która oddziałuje na całego człowieka, łączy się z medytacją, adoracją i kontemplacją. Pozwala poznać, czym są czystość, ubóstwo i posłuszeństwo, a więc rady ewangeliczne, według których decydujemy się żyć – tłumaczy.

    – Nie prowadzimy szkoły pisania ikon. Nasze spotkania z ikoną mają na celu rozwój ducha, mobilizują nas do bardziej radykalnego życia – podkreśla s. Wirginea, która około 15 lat temu organizowała pracownię ikonopisarską w kluczborskim domu sióstr józefitek. – Pragnienie napisania ikony po raz pierwszy usłyszałam w sercu, gdy byłam socjuszką tutaj w nowicjacie – opowiada s. Wirginea. – Wiele czytałam o ikonach, zapoznawałam się z nimi. Pierwsze malowałam farbami olejnymi, bo nie miałam odpowiednich materiałów. Później przełożeni pozwolili mi zrobić kurs, na którym zapoznałam się z kanonicznym sposobem pisania ikon – mówi. Po dziś dzień to właśnie ona, choć już na stałe nie mieszka w Kluczborku i w zgromadzeniu odpowiada za formację permanentną, służy też siostrom nowicjuszkom swoimi umiejętnościami, wprowadzając je w świat pisania ikon.

    Moda vs. powołanie

    – Ikona jest namalowanym słowem Bożym, namalowanym dogmatem wiary. Dlatego tak jak słowo Boże formuje człowieka, tak formuje go również ikona – tłumaczy s. Wirginea. Jak to możliwe? Przede wszystkim musimy przestać patrzeć na ikonę jak na dzieło sztuki, jak na obraz, który powstaje na zamówienie, dla zarobku czy z chęci podążania za modą. – Prawdziwa ikona powstaje w sercu człowieka rozmodlonego, który usłyszał wezwanie Boga do takiej formy życia – podkreśla s. Wirginea i opowiada o warunkach wstępnych, tzw. pierwszym kanonie ikonograficznym, który dotyczy osoby ikonopisarza i jego motywacji. – Sensem ikony jest ukazanie świętości Jezusa Chrystusa, a dzieje się tak tylko wtedy, gdy ikonograf świadomie chce wyznać wiarę Kościoła Chrystusowego.

    Dlatego, żeby móc przystąpić do pracy, trzeba spełnić ważne warunki ascetyczne. To bardzo pokorne praktyki, sprawdzone przez wieki przez Kościół: modlitwa, post i jałmużna. Dzięki tym tradycyjnym, zwyczajnym praktykom wchodzimy w świat pokory i naśladujemy Jezusa, Jego drogę – wyjaśnia s. Wirginea.

    Postu, który obiera ikonopisarz, nie wymyśla on sobie sam. Odkrywa go na medytacji, prosząc Ducha Świętego, by ukazał mu, jaki post jest w tym momencie ważny dla jego rozwoju duchowego. – Później ten post trzeba w sobie przerobić na jałmużnę. Bo nie chodzi tu o grosz, który dla świętego spokoju bez zastanowienia rzucimy potrzebującemu, ale o realne dobro, które powstanie z obranego przez nas postu – dopowiada s. Wirginea.

    Kiedy ikona nie wychodzi...

    – Jeśli w modlitwie czy poście nie będę do końca uczciwa, to automatycznie nie pójdzie mi też pisanie ikony. Dlatego trzeba dobrze przyglądać się wszelkim trudnościom w pisaniu ikony. Rozeznawać, co jeszcze potrzebuję w sobie przepracować. Ikona jest jak lustro. Czasem mogę nie zdawać sobie sprawy ze swoich ułomności w sferze duchowej, ale ikona mi pokaże, w którym miejscu sobie pofolgowałam, że zapomniałam pościć, że przestałam żyć ze świadomością, że nade mną jest Bóg – tłumaczy s. Mateusza, a s. Wirginea dopowiada, że w rozpoznawaniu tych trudności pomaga kierownictwo duchowe. – Podobnie jest z lectio divina, kiedy ktoś towarzyszy nam w obiektywnym czytaniu Pisma Świętego. Również potrzeba takiego towarzyszenia w pisaniu ikony. Jedną z ikon pisałam blisko 3 lata. Okazało się, że post, który sobie obrałam, był potrzebny dla mojego życia wewnętrznego – przyznaje s. Wirginea.

    Opowiada też historię siostry nowicjuszki, która nie potrafiła dokończyć ikony, mimo że była przekonana, że dobrze realizuje warunki ascetyczne. – Badałyśmy, co jest nie tak. Na jednej z medytacji siostra odkryła, że nie wkładała serca, że żyła tylko zewnętrznie, powierzchownie. Gdy zmieniła swoje nastawienie, ukończyła ikonę w trzy dni – opowiada s. Wirginea. I dodaje: – Gdyby nie ikona, ta siostra mogłaby przejść kawał życia. Wydawałoby się jej, że wszystko jest w porządku, a jednak czegoś by brakowało. Kiedy zaczęła wkładać całe swoje zaangażowanie w życie zakonne, niemal z dnia na dzień stała się osobą bardzo żywą, świeżą. Po prostu wreszcie zaczęła żyć w pełni.

    Sięgając doskonałości

    W klasztorze sióstr józefitek ikony są pisane techniką bizantyjską. – Wykorzystujemy deski lipowe, na które klejem króliczym naklejamy naturalne płótno – wyjaśnia s. Wirginea. Podkreśla, że wszystkie materiały są naturalne, jak najbliższe Stwórcy. Co więcej, każdy z elementów ma swój wymiar symboliczny. I tak deska symbolizuje zarówno drzewo rajskie, jak i Chrystusowy krzyż, a 12 warstw lewkasu, czyli zaprawy kredowo-klejowej, którą pokrywa się płótno, symbolizuje 12 pokoleń Izraela i 12 apostołów. – Każdej czynności towarzyszy specjalna modlitwa. Gdy szlifujemy deskę modlimy się do Maryi, by wyszlifowała nas na łagodnych. Gdy w oszlifowanej desce rylcem żłobimy rysunek, prosimy Boga, by w naszym sercu wyrył swoje prawo. Z kolei nakładając złoto, które nie jest kolorem, ale blaskiem samego Chrystusa, modlimy się o Bożą chwałę – opowiada s. Mateusza.

    – Po wykonaniu złoceń przechodzimy do nakładania tonów podstawowych. To ciemne kolory, którymi pokrywamy powierzchnie twarzy, rąk, szat i elementów architektury. W ikonie z zasady idzie się od ciemności do światła, wydobywa się światło z ciemności, aby ukazać świętość Boga, świat przemieniony, oczyszczony, odnowiony w Chrystusie Zmartwychwstałym – tłumaczy s. Wirginea. Na zakończenie powstają aureole, ramki i podpis przedstawionego Świętego. – Po tym wszystkim ikona zostaje poświęcona, najlepiej żeby to było w czasie Eucharystii. Wtedy to, co niedoskonałe, bo wykonane ręką ludzką, staje się doskonałe poprzez zanurzenie w Ofierze Chrystusa – wyjaśniają siostry józefitki.

    Nie porzucaj jej

    Ikona, która była przemodlona, która poprzez medytację i posty przerobiła wiele trudnych spraw w sercu ikonopisarza, dotyka również tych, którzy przed nią stają. Dlatego w ikonie nie chodzi o piękno zewnętrzne. Ono też jest ważne, ale ważniejsze jest to, że ikona potrafi oddziaływać na wnętrze człowieka, doprowadzić go do spotkania z Bogiem.

    – Często ikony w sklepie tego nie mają, bo być może powstały dla zarobku. Tymczasem każda ikona to inna droga. Stając do pisania ikony, każdy z nas jest inny, ma inne wnętrze, jest też w innym momencie życia. To znaczy, że inaczej rozpoznaje Chrystusa i Chrystus inaczej go prowadzi – zauważa s. Mateusza. Mówi, że zabierając się za pisanie ikony, człowiek rozpoczyna niezwykłą przygodę, jest zapraszany do wkroczenia w wielką tajemnicę spotkania z samym Jezusem lub ze świętymi, którzy są odbiciem blasku Jezusa. – Pamiętajmy jednak, że kiedy usłyszymy w sercu zaproszenie do pisania ikony i zaczniemy prace, to nie możemy ich porzucić. Kiedyś stanęłam przed ikoną porzuconą przez osobę piszącą i wręcz poczułam w sobie jej płacz. Ta ikona chciała objawić się światu. Dlatego postanowiłam ją dokończyć. Nie znałam intencji, w jakiej była pisana, nie znałam postu, który został podjęty, ale świadomie przyjęłam to wszystko i ikona w bardzo krótkim czasie powstała – opowiada siostra i dodaje, że ikonami bawić się nie można. One są drogą, którą przechodzi się z Jezusem.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół