• facebook
  • rss
  • Srebrna siła

    Karina Grytz-Jurkowska

    |

    Gość Opolski 03/2015

    dodane 15.01.2015 00:00

    Seniorzy ożywili to miasto – ta opinia Franciszka Fejdycha, burmistrza Prudnika, jest ich najlepszą wizytówką.

    U nas większość jest bardzo aktywna społecznie. Ludzie, którzy się chcą spotykać, wychodzić z domu, realizować marzenia. Więc organizujemy różne rzeczy – kursy językowe, komputerowe, jogę, basen, wyjazdy turystyczne do kina, teatru, operetki, do SPA, akcje takie jak „pudełko życia”, karty seniora, spotkania integracyjne.

    Staramy się też rozwiązywać problemy, współpracować z przedszkolami i szkołami, np. czytając dzieciom bajki, opowiadając o historii, tradycjach – wymienia Regina Sieradzka, prezes Stowarzyszenia Przyjaciół LO w Prudniku i Uniwersytetu Złotego Wieku „Pokolenia”.

    Jest głos, jest wpływ

    W dwudziestotysięcznym Prudniku seniorzy stanowią ok. 30 procent mieszkańców. Duża część młodych pracuje w innych miastach lub za granicą kraju, stąd na ulicach zauważalni są głównie emeryci. Aktywność skupiających ich organizacji sprawia, że postrzegane są jako ważny głos w dyskusji na różne tematy. Kilka lat temu przy magistracie powstała nawet Rada Seniorów. – Nikt nam nie podwyższy znacząco emerytury. Ale możemy postarać się, by były tu miejsca przyjazne dla seniora, gdzie można wejść, wypić kawę, odpocząć, by ulice były pozbawione barier architektonicznych – argumentuje Regina Sieradzka. Podkreśla, że będąc taką „srebrną siłą napędową” miasta, są partnerem dla władz i innych organizacji. Nie pytają, co ktoś mógłby dla nich zrobić, tylko idą z gotowym pomysłem, licząc na współpracę przy danym przedsięwzięciu. To ich pomysłem było, by Prudnik został członkiem Cittaslow, międzynarodowej sieci miast, które pracują nad poprawą jakości życia ich społeczności, i uzyskało status miasta „Slow City”. – Wiadomo, Wrocławia czy Opola nie dogonimy dynamiką gospodarczą, ale możemy zadbać o to, by żyło nam się tu lepiej, wygodniej. Chcemy pozostawić po sobie pozytywny ślad, a przy tym dać przykład młodzieży – zaznacza Wiesława Ilnicka.

    Babunia na 102!

    – Ale żeby nie było, że my przy tych wszystkich zajęciach zapominamy o najważniejszym... – woła Danuta Jankowska. – Bo dla większości z nas naszą największą dumą są wnuki. Ja mam czworo, trzy dziewczyny i chłopca. I zaczynają opowiadać: – Chodzę z wnukiem na wycieczki, zabieram na marsz seniora. Mam plakietkę „supersenior”, a on szarfę z napisem: „Ja też będę kiedyś seniorem”. Angażujemy się też w szkolnym samorządzie – to chyba mamy już we krwi, tak pokoleniowo. Jestem dumna z niego – uśmiecha się Krystyna Załuska. – Fajnie mieć taką babcię, bo dużo rzeczy robimy razem. Koledzy mi jej zazdroszczą, bo jeździmy np. na rajdy, wycieczki, ona też biega, pływa, chodzi z kijkami i kibicuje mi na zawodach sportowych. A dziadka mogę o wszystko zapytać – przyznaje jej wnuk Radek Witkowski. – Ja mam trzy wnuczki i wnuka. Lubię z nimi być, choć mam też sporo innych zajęć. Ostatnio z wnuczkami zrobiłyśmy sobie bal maskowy, świetnie się bawiłyśmy, potańczyłyśmy. I tylko od wnuka czasem słyszę: „I widzisz babciu, same baby mam dookoła – ty, siostra, kuzynki, żadnego chłopaka” – śmieje się Danuta Jankowska. – Ja prócz swoich wnucząt mam jeszcze „przyszywaną” wnuczkę. Przed świętami zawsze robimy różne ozdoby, pieczemy pierniczki. Chciałam już z tego zrezygnować, ale widząc jak na to czekają, zmieniłam zdanie. Przy okazji opowiadam im, jak to było kiedyś – o kolejkach, kartkach, przekraczaniu granicy. I wiecie, dzieci naprawdę słuchają z zainteresowaniem, pytają, dziwią się. Tak samo ciekawi są historii z życia swoich rodziców, opowieści o dziadkach i pradziadkach... – dodaje Wiktoria Ilnicka. Potwierdzają to zgodnie inni, dodając z niepokojem, że trzeba zdążyć, póki wnuki są tym zainteresowane, bo później często bardziej wciąga je komputer, gry czy telewizja.

    Czas i doświadczenie

    – Kiedy człowiek jest młody, pracuje, nie rozgląda się wokół, nie zauważa wielu rzeczy. Gdy skończyłam pracę zawodową, kupiłam psa. Chodząc z nim na spacer, ciągle innymi drogami, często stawałam jak wryta, zaskoczona pięknem jakiegoś miejsca czy budynku, który mijałam przez lata. Zaczęłam zauważać też rzeczy, które przeszkadzają, które należałoby zmienić, poprawić – zaczyna Regina Sieradzka. Z takich uwag zrodził się pomysł mapowania – zapisywania miejsc, gdzie seniorzy widzą problem. W porozumieniu z władzami miasta starają się powoli je uwzględniać, przekazywać odpowiednim służbom. – Bo często nikt tego nie zgłasza, a urzędnicy nie zdają sobie sprawy, że coś jest nie tak – mówią. Przy wsparciu sponsorów i władz seniorzy próbują wyeksponować też piękne zakątki. Tak w parku pojawił się pomnik Diany, a przy okazji pomysł na imprezę plenerową, podczas której przebrali się w stroje sprzed wieków. Przy tej okazji chwalą współpracę z młodymi pasjonatami historii lokalnej. – Zdajemy sobie sprawę, że nie do każdego seniora dotrzemy, ale często niezadowolenie czy opinia, że nic się w okolicy nie dzieje, jest spowodowana tym, że ktoś się nawet nie zainteresował, bo zamyka się w domu. A gdyby chciał skorzystać ze wszystkich propozycji, to nie da rady. Warto się otworzyć – podsumowuje Regina Sieradzka.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół