• facebook
  • rss
  • Uczciwy stół

    dodane 19.02.2015 00:15

    – Często dobre słowo lub wysłuchanie jest równie ważne jak talerz zupy czy kanapka – mówi s. Dorota SSND z Opola.

    Wielki Post skłania do nawrócenia, ale też do zwrócenia się w stronę innych ludzi. Głodnych nakarmić – to jeden z uczynków miłosierdzia. Są instytucje, które się tym zajmują, wspierają je lokalne firmy i szersze programy, ale pomóc może każdy. – Choćby dziś na furcie ktoś zostawił kanapki, wiedząc, że przychodzą do nas biedni. Pomyślał o nich, nie wyrzucił – opowiada s. Dorota.

    Szept o zupę

    – Jeszcze parę lat temu było więcej osób, które prosiły o jedzenie, jak i tych, które chciały zapłacić im za porcję zupy czy pierogów. Teraz i klientów mniej, i naszych bezdomnych ostatnio nie widać. A ludziom, których dotyka niedostatek, coraz trudniej poprosić o talerz zupy – opowiada Małgorzata Kardasz z Baru Górniczego w Kędzierzynie-Koźlu.

    Placówka ta, mieszcząca się w pobliżu dworca, od lat serwuje tanie i dobre dania dla mieszkańców i dojeżdżających do pracy, np. górników. Wspiera też okolicznych bezdomnych i biednych posiłkiem, czasem danie fundują im zamiast pieniędzy przechodnie. Tak się przyjęło jeszcze, gdy ten lokal prowadziła teściowa pani Małgorzaty, mimo że ich hojność bywała wystawiana na próbę przez osoby, które przychodziły po kilka razy dziennie albo dość natarczywie nagabywały klientów. – Zwykle jednak ci, którzy znaleźli się w dramatycznej sytuacji, podchodzili z boku do lady i cicho, z trudnością pytali o pół porcji zupy lub cokolwiek innego. Szefowa nigdy nie odsyłała ich z kwitkiem – przyznaje jedna z pracownic. „Swoich bezdomnych”, którzy stołowali się tam regularnie, znali dobrze. Wiedzieli, kto zje na miejscu, a kto woli na wynos, by podzielić się porcją z kolegami. To nie jedyne takie przyjazne dla biednych miejsce, jednak są one wśród lokali gastronomicznych wyjątkami. Inni, obawiając się ewentualnych kłopotów, komplikacji z rozliczeniami wolą zapomnieć o dobroczynności.

    Nie wyrzucaj, daj...

    Szeroko opisywane przed kilku laty perypetie skarbowe pewnego piekarza skutkują do dziś nieufnością w przekazywaniu żywności. Jednak przepisy od tego czasu zmieniły się na korzyść darczyńców. – Jeśli przedsiębiorca przekaże produkty spożywcze organizacji pożytku publicznego prowadzącej działalność charytatywną (niekoniecznie ze statusem OPP), to wydatku na ich wytworzenie lub zakup nie musi już wyłączać z kosztów uzyskania przychodu. Takie przekazanie jest też zwolnione z podatku VAT – tłumaczy Urszula Romaniuk, zastępca naczelnika Opolskiego Urzędu Skarbowego. Czyli teraz – jeśli piekarz kupi mąkę i część upieczonego chleba przekaże organizacji pożytku publicznego, to nie musi już zmniejszać kosztów podatkowych o wydatek na zużytą mąkę, ani płacić podatku VAT od przekazania chleba. Jeśli ktoś zechce ofiarować na rzecz potrzebujących pieniądze albo coś innego, niż żywność – to może odliczyć taką darowiznę od dochodu (gdy jest osobą fizyczną – do 6 proc. dochodu, gdy jest osobą prawną – do 10 proc. dochodu). Co ważne – skorzystanie z podatkowych udogodnień możliwe jest tylko wtedy, gdy darowizna jest przekazana dla organizacji pożytku publicznego, pieniądze są przekazane przelewem, a przyjęcie rzeczy potwierdzone przez obdarowaną organizację. Oczywiście każdy może zawsze ofiarować coś bezpośrednio biednemu, wtedy jednak nie może skorzystać z podatkowych udogodnień. Większe firmy, markety zwykle współpracują z wyspecjalizowanymi placówkami, tam też przekazują zebrane w różnych akcjach towary. – Nadwyżki żywności z naszych hipermarketów przekazujemy do lokalnych Banków Żywności. To pełnowartościowe pieczywo, warzywa i owoce, których termin przydatności do spożycia zbliża się do końca – i co do których mamy pewność, iż nie zdążymy sprzedaż ich klientom – informuje Michał Sikora z sieci Tesco. W Opolu od lutego 2014 r. do potrzebujących trafiło z tego sklepu 2300 kg żywności.

    Chleb powszedni

    Przekazywaniem żywności, np. z unijnego programu pomocy żywnościowej, ale też przygotowywaniem posiłków dla najuboższych zajmują się od lat organizacje, jak np. Caritas. – Do tego potrzebna jest baza w postaci kuchni i zapasów żywności, bo ważne, żeby biedni, zwłaszcza bezdomni mieli pewność, że dostaną u nas solidny posiłek. My apelujemy do nich o „uczciwy stół”, czyli nienadużywanie tej pomocy. Przez te lata wspierają nas lokalni przedsiębiorcy, dostarczając pieczywo, wędliny, półprodukty, nie czekając na wdzięczność. I jest cała masa tych, którzy z taką pomocą się nie afiszują – dobro lubi dyskrecję – przyznaje Artur Wilpert z Caritas diecezji opolskiej. Wymienia, że w samym Opolu biednych wspiera też nieformalnie Dom Księży Emerytów, siostry z klasztorów przy ul. Szpitalnej i przy Małym Rynku, franciszkanie, parafia w Groszowicach i inni. Często też firmy, nawet „sieciówki” pod koniec dnia roboczego dają im niesprzedane wyroby. O tym, jak cenna jest stała pomoc firm, choćby niewielka wspominają zarządzający domami dla osób bezdomnych. – U nas dziennie potrzebujemy ok. 30 chlebów, nie licząc innych produktów. Większość kupujemy. Jeśli coś otrzymujemy, to przeważnie przed świętami. A bardzo by się przydała taka pomoc, bo magazyn jest – stwierdza Jacek Kolczyński z kędzierzyńskiego „Markotu”. – My, na szczęście, mamy firmy, które regularnie nas wspierają, dostarczają pieczywo, wędliny. To dla nas ogromna pomoc i poczucie bezpieczeństwa, że chleba powszedniego nam nie braknie. Oczywiście ludzie też przynoszą różne rzeczy, np. ze świniobicia – uśmiecha się ks Józef Krawiec ze strzeleckiej „Barki”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół