• facebook
  • rss
  • Jeszcze się tlą resztki honoru

    Karina Grytz-Jurkowska

    |

    Gość Opolski 09/2015

    dodane 26.02.2015 00:00

    Historia. Pamięć o nich miała być zatarta. Przez lata traktowani jako bandyci i zaplute karły reakcji dopiero niedawno doczekali się rehabilitacji.


    Żołnierze wyklęci podjęli walkę z komunistami jeszcze w czasie II wojny światowej i kontynuowali ją po jej zakończeniu. Było ich ok. 200 tys. w 1945 r., w różnych formacjach. Ukrywali się w lasach, rozprawiali się z największymi katami, odbijali z więzień żołnierzy podziemia. – Część tych ludzi, szczególnie ta wywodząca się z NSZ-u, jeszcze podczas niemieckiej okupacji walczyła z oddziałami sowieckiej oraz komunistycznej partyzantki, więc zdawała sobie sprawę z tego, że od wschodu nadchodzą nie wyzwoliciele, ale kolejni okupanci.

    Dlatego nie mając złudzeń, przeszli oni niejako z „marszu” do antykomunistycznej konspiracji – opowiada Arkadiusz Karbowiak, pasjonat historii z Opola. – Nieco inaczej było z żołnierzami Armii Krajowej, której dowództwo nakazywało traktować wrogą Armię Czerwoną jako „sojuszników naszych sojuszników”. Szybko się okazywało, że akowcy stawali przed wyborem internowania w obozach na terenie ZSRR albo wcielenia do armii Berlinga. Większość z nich, chcąc dochować wierności złożonej w konspiracji przysiędze, zaczęła się ukrywać, stając się swoistą zwierzyną łowną ściganą przez NKWD i UB.
Jako że do 1945 r. Opolszczyzna była w granicach III Rzeszy, polskie podziemie nie rozwinęło tu szerszej działalności. Sytuacja zmieniła się, gdy na te tereny napłynęli przesiedleńcy z Kresów Wschodnich, w tym też osoby zaangażowane w walkę o niepodległość. Trafiali tu też konspiratorzy z innych regionów kraju, np. z Wielkopolski, centralnej Polski czy Rzeszowszczyzny. 
– Przybyli z Tarnopolszczyzny na Śląsk kresowiacy zaczęli odtwarzać struktury konspiracyjne, tworząc Eksterytorialny Tarnopolski Okręg WiN. Kierował nim kpt. Bronisław Żeglin „Ordon”, a w opolskim kpt. Marian Niżankowski „Junosza”. Poza tym istniał opolski rejon WiN podporządkowany okręgowi Śląsko-Dąbrowskiemu WiN. Szefował mu kpt. Józef Melanowski „Wszembor”. Wspomniane struktury WiN skupiały się na prowadzeniu konspiracyjnej działalności polityczno-propagandowej. Generalnie na terenie Opolszczyzny siły podziemia nie prowadziły działalności zbrojnej. Jedynie w północnej części województwa walkę zbrojną inicjowali partyzanci nieafiliowanej grupy ppor. Franciszka Olszówki „Otta” – tłumaczy Karbowiak. Te struktury pod koniec 1946 r. zostały rozbite.
Jednym z najbardziej znanych i dramatycznych wydarzeń było wymordowanie na terenie Opolszczyzny przez komunistyczną bezpiekę ok. 160 podkomendnych kpt. Henryka Flamego „Bartka”.


    Obława i podstęp


    Grupa ta działała głównie na Podbeskidziu, a jej likwidacja została starannie zaplanowana przez funkcjonariuszy UB. W struktury partyzantów przeniknął agent bezpieki, dawny żołnierz AK Henryk Wendrowski „Lawina”. Tak też nazwano całą operację. Przekazał on „Bartkowi” fikcyjny rozkaz dowództwa o przerzuceniu sił na Zachód, przez Opolszczyznę na Dolny Śląsk. Mimo wątpliwości Henryk Flame nakazał wykonać rozkaz. Organizacją transportu w kilku grupach miał się zająć „kpt. Lawina”.
Trzy grupy z oddziału „Bartka” dotarły do punktów przerzutowych na Opolszczyźnie. Jednak po nakarmieniu i spiciu alkoholem ze środkami odurzającymi do środka zabudowań, w których się znajdowali, wrzucono kilka granatów lub w przypadku innej grupy wysadzono zaminowany obiekt. Jedyny ocalały Andrzej Bujok wrócił do „Bartka”, dzięki czemu ostatni transport nie wyruszył.
Do zbrodni doszło w 1946 r., a jej ślady zostały dokładnie zatarte przez UB.
Specjalny zespół IPN, kierowany przez dr. hab. Krzysztofa Szwagrzyka, pełnomocnika prezesa IPN ds. poszukiwań miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego, prowadził ekshumacje ofiar UB, m.in. na Opolszczyźnie, przez kilka lat szukając ofiar z oddziału „Bartka” bądź innych grup Narodowych Sił Zbrojnych. Śledczy, szukając po latach szczątków, opierali się głównie na przekazach mieszkańców. Niektórzy widzieli wówczas ciężarówki, jakimi przywieziono partyzantów, służby NKWD i UB, słyszeli wybuch. Uzyskanie informacji o lokalizacji było jednak trudne. Zeznania złożył tylko jeden z członków UB, który twierdził, że był tylko obserwatorem tych wydarzeń.
Na podstawie opisów wytypowano kilka prawdopodobnych lokalizacji. Jedną z nich jest polana między Barutem a Dąbrówką w gminie Jemielnica, kolejne w okolicach Łambinowic: w pobliżu wsi Wierzbie, przy ruinach dworku Hunów-Dworzysko, pomiędzy Szadulczycami a Grabiną i Bielicami, w lesie niedaleko Malerzowic i w kierunku Starego Grodkowa.


    Bez ciał nie ma winy


    W pobliżu Barutu naukowcy odnaleźli fragmenty połamanych ludzkich kości, łuski nabojów do pistoletów produkcji radzieckiej oraz fragmenty wojskowych butów. Mogą być one kośćmi żołnierzy z oddziału Henryka Flamego, bo ich uszkodzenia pasują do teorii z wybuchem, znaleziono też zapalniki min przeciwczołgowych i ryngraf, jaki miał jeden z partyzantów „Bartka”.
W okolicach Łambinowic poszukiwania były trudniejsze.
– Dworek Hunów pasował do opisu, ale poszukiwania przez kilka lat nie dały większego efektu. Dopiero po pewnym czasie miejscowi wskazali, gdzie szukać – przyznaje Katarzyna Byra z łambinowickiego urzędu gminy.
– Gdy rozpytywałem okolicznych mieszkańców, prawie nikt nie chciał rozmawiać. Dla własnego bezpieczeństwa woleli trzymać się z daleka. Jedynie w Malerzowicach jeden z mężczyzn widział te zdarzenia jako dziecko. Ja sam byłem w Hunowie pod koniec lat 80. i w jednym dole znalazłem kości, fragmenty ubrań. Kilka lat później już nic tam nie było – dodaje Piotr Witek z Łambinowic, miłośnik historii lokalnej. Jego ojciec także wspominał, że zwłaszcza w 1946 r.
milicjanci chodzili po okolicznych lasach z bronią, a od czasu do czasu było słychać strzały.
Osoby odpowiedzialne za
zbrodnię – zleceniodawcy, jak i ci, którzy przeprowadzili akcję – nie zostały ukarane. Winni zdążyli umrzeć, nim odnaleziono dowody i ich osądzono. Henryk Flame zginął w 1947 r., zastrzelony w Zabrzegu przez milicjanta.


    Gorsi niż gestapo


    Nie były to jedyne ofiary – represje, przesłuchania i tortury dotykały także tych, którzy ujawnili się w ramach amnestii w 1945 i 1947 r., jak i tych, których złapano i postawiono przed sądem. Oskarżano ich o szpiegostwo i bandytyzm. Niektórych zgłoszenie się nie uchroniło od śmierci albo utraty zdrowia po brutalnych przesłuchaniach.
Na cmentarzu na Półwsi w Opolu jeszcze do niedawna były groby dwóch przywódców, Edwarda Cieśli i Hieronima Bednarskiego, pochodzących z Rzeszowszczyzny, którzy zostali skazani na karę śmierci i straceni w 1952 i 1953 roku. W 2006 r. dokonano ekshumacji, a ich szczątki przeniesiono.
W tym roku, właśnie 1 marca, dzięki wieloletnim staraniom Bogusława Rogowskiego, syna jednego z żołnierzy wyklętych, poświęcona zostanie tablica upamiętniająca ich w Kędzierzynie-Koźlu. Zawieszona będzie na budynku obecnej bursy, gdyż do połowy lat 50. ub, wieku mieściła się tu siedziba Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa. Członkowie WiN-u i inni opozycjoniści byli tu bici i torturowani, pierwsza fala aresztowań trwała do listopada 1948 roku, druga – rok później w Gościęcinie. W pokazowych procesach 26 osób skazano na karę długiego więzienia, pozbawienia praw obywatelskich i konfiskatę majątku.
Uroczystości rozpoczną się o 11.30 w kościele św. Zygmunta i św. Jadwigi Śląskiej, a dalsza ich część odbędzie się po przemarszu pod budynkiem bursy.


    Przywrócona pamięć


    „Nie zamknie ust cmentarny dół, niepamięć ran też nie zabliźni, bo dzięki nim jeszcze się tlą resztki honoru mej ojczyzny...” – to cytat z opolskiego pomnika upamiętniającego żołnierzy zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, Narodowych Sił Zbrojnych, Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, Konspiracyjnego Wojska Polskiego, Ruchu Oporu Armii Krajowej i innych formacji zbrojnego podziemia niepodległościowego, walczących z komunistyczną władzą w latach 1944–1956 o wolną Polskę. Imię Żołnierzy Wyklętych od 2013 roku nosi wiadukt przy ul. Struga, jest też ulica mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”.
To właśnie Opole było jednym z inicjatorów działań mających na celu przywrócenie żołnierzom niezłomnym ich miejsca w pamięci Polaków. Mocno zaangażował się w to ówczesny wiceprezydent miasta Arkadiusz Karbowiak z młodymi konserwatystami z Opola.
W 2006 r. w centrum Opola przy pl. Wolności poświęcono tym bohaterom pomnik. Odtąd w tym miejscu podczas uroczystości patriotycznej składane są kwiaty i znicze, zaś 1 marca 2009 roku pierwszy raz odbyły się obchody Dnia Pamięci Żołnierzy Podziemia Antykomunistycznego. – Datę zaproponował śp. prof. Janusz Kurtyka. Upamiętniała dzień, w którym zamordowanych zostało 7 członków IV Zarządu WiN. W trakcie spotkania z prezesem IPN ustaliśmy, że pierwsze uroczystości odbędą się Opolu, i tak się stało. Następnie przy poparciu środowisk kombatanckich wystąpiliśmy początkowo do posłów, a potem do prezydenta RP z wnioskiem o ustanowienie święta państwowego, poświęconego żołnierzom antykomunistycznego podziemia – podsumowuje A. Karbowiak.
Projekt tej ustawy z inicjatywy prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego 1 marca 2010 roku trafił do Sejmu, w następnym roku został przegłosowany i podpisany przez prezydenta Bronisława Komorowskiego. 1 marca 2011 roku był już w całej Polsce obchodzony jako Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”.
W tym roku w Opolu, prócz oficjalnych obchodów z tej okazji, zorganizowano konferencję naukową, projekcje filmów, po raz pierwszy test wiedzy o żołnierzach niezłomnych, grę terenową „Tropem Wilka” oraz inscenizację historyczną. Posadzone też będzie „drzewo pamięci”.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół