• facebook
  • rss
  • Nie ścinajcie dziewann

    Andrzej Kerner

    |

    Gość Opolski 12/2015

    dodane 19.03.2015 00:00

    – Nie chcieliśmy tworzyć białej czy czarnej legendy dawnych żołnierzy, tylko utrwalić doświadczenie historyczne pokolenia naszych dziadków i spróbować je zrozumieć – podkreśla Marcin Jarząbek.

    To nie jest wystawa o Wehrmachcie, ale o dziadkach z Wehrmachtu – podkreślał Rafał Bartek, dyrektor Domu Współpracy Polsko-Niemieckiej, współorganizator wystawy, która prezentowana jest od 10 marca w Muzeum Śląska Opolskiego. – Jest ona zbudowana ze wspomnień. Rozmawialiśmy z ludźmi ze Śląska, Pomorza oraz Warmii i Mazur – mówił Marcin Jarząbek, jeden z autorów wystawy, pierwszej tego typu prezentowanej w Polsce.

    – O tej historii trzeba opowiadać i należy ją przypominać, aby stała się ona częścią naszej zbiorowej pamięci historycznej – twierdzi prof. Ryszard Kaczmarek z Instytutu Historii UŚ, jeden z konsultantów naukowych wystawy. Opolska ekspozycja, zbudowana z opowieści 48 byłych żołnierzy, chce uzmysłowić prawdę o tym, że kilkaset tysięcy byłych żołnierzy armii niemieckiej było obywatelami powojennej Polski. Ścisła liczba jest trudna do ustalenia, niektóre szacunki mówią nawet o 650 tysiącach. Ta prawda była przemilczana w PRL, a w wolnej Polsce również nie została jeszcze uświadomiona i okazała się kamieniem obrazy podczas kampanii prezydenckiej 2005 roku. Jedni z tych wielu tysięcy na terenach okupowanych Polski zostali wcieleni przymusowo na podstawie minimalnej kwalifikacji volkslisty, jako że autochtonów „można ich przywrócić narodowi niemieckiemu”. Inni z obowiązku, bo byli obywatelami III Rzeszy przed wybuchem wojny (rejencje opolska i olsztyńska). Część do Wehrmachtu wstąpiła na ochotnika.

    Lewoskrzydłowy na froncie

    Jak skomplikowane są to losy i historie, świadczy wymownie zdjęcie promujące wystawę: Gerard Wodarz w mundurze Wehrmachtu. Lewoskrzydłowy „Ruchu Chorzów”, przedwojenny reprezentant Polski, najpierw walczący w wojsku polskim, w 1942 r. wcielony do Wehrmachtu. Kiedy dostał się do niewoli brytyjskiej, zaciągnął się do polskich sił powietrznych w Wielkiej Brytanii. Plansze poglądowe, nagrania wideo, dokumenty i zdjęcia zgromadzone w trzech salach wystawowych MŚO chcą opowiedzieć przeżycia wojenne „chłopców z tamtych lat”. – Nie było naszym celem tworzenie białej czy czarnej legendy dawnych żołnierzy. Chcieliśmy utrwalić doświadczenie historyczne pokolenia naszych dziadków i spróbować je zrozumieć – podkreśla Marcin Jarząbek. Ogromna frekwencja podczas wernisażu wystawy zdaje się świadczyć o tym, że chęć poznania i zrozumienia podziela wielu, także młodych, mieszkańców Śląska. – Dziewanna wyrasta zawsze na sponiewieranej ziemi. Na hałdach rośnie. I ona też rośnie naszym ojcom. Nie ścinajcie dziewann, przytulajcie ich! Bo latem duchy naszych poległych ojców wchodzą w kwiaty dziewann, to są żywe pomniki naszych ojców i naszych dziadków! – wołał z nieukrywanym przejęciem Alojzy Lysko z Bojszów podczas opolskiego wernisażu. Lysko, który osobiście uczestniczył w ekshumacji grobu poległego na froncie wschodnim ojca, upominał się w ten sposób o pomniki i symboliczne groby z imionami poległych w czasie II wojny światowej mieszkańców Śląska – żołnierzy Wehrmachtu.

    Dziadek na Krymie

    Jerzy Burzyk, który trafił do niewoli radzieckiej i pracował w kopalniach Donbasu, wspominał głód niewolnika. – Dopiero po długim czasie dowiedziałem się, że ojciec był w Wehrmachcie. Było to traktowane jak ujma na honorze. Z tej wojny, z tej niewoli i tego głodu został u ojca i u nas w domu wielki kult dla chleba. Najmniejszy jego skrawek jest zjadany, na każdym bochenku robi się krzyż i całuje go – wspominał Marek Burzyk. – W dzieciństwie wstrząsnęła mną opowieść dziadka o tym, jak Niemcy ewakuowali się z Krymu. Dziadek, Wilhelm Kołodziej, walczył w okolicach Sewastopola. Podczas ewakuacji na Morzu Czarnym ich okręt zaczął tonąć. Kolega dziadka posiwiał w jednej chwili, natomiast dziadek nie chciał tonąć i wyciągnął już pistolet, by się zastrzelić. Wtedy na szczęście pojawił się rumuński kuter, który ich uratował. Potem w przebraniu dziadek z kolegami przedzierał się przez całe Bałkany, by odnaleźć niemiecką jednostkę. Pod koniec wojny trafił do niewoli amerykańskiej – opowiedziała nam Karina Burda-Kasperczyk z Pyskowic. Wspominała też, że rodzice kategorycznie zabraniali jej opowiadać w szkole o wojennych losach dziadka. Niewiele o losach swojego ojca zdążyła dowiedzieć się Brygida Stolz. Wiele nauczyło ją jednak wychowanie w rodzinie, w której ojciec był żołnierzem Wehrmachtu, a mama Polką spod Wielunia. – Dzięki temu nauczyłam się otwartości, tolerancji i zrozumienia, że najważniejsze jest to, jakim jesteś człowiekiem, a nie jakie jest twoje poczucie narodowe – mówi Brygida Stolz. „Dziadek z Wehrmachtu. Doświadczenie zapisane w pamięci”. Organizatorzy: Dom Współpracy Polsko- -Niemieckiej i Stowarzyszenie Geniusz Loci. Wystawę w Muzeum Śląska Opolskiego można oglądać do 17 maja.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół