• facebook
  • rss
  • Słucham, co  św. Marcin robi

    Andrzej Kerner

    |

    Gość Opolski 13/2015

    dodane 26.03.2015 00:15

    Tradycja. – Jestem piąty i ostatni młynarz w tym młynie – mówi Bernard Widera z Tuł.

    Roku Panskiego 1800 nawiedzieł Pann Bóg tuteisy Grund Gradem ze nie ostało nic tylko Niebo a Ziemia. Dnia 9tego Lipiec – takimi słowami rozpoczął pisać własną historię XIX wieku Bernard Widera, młynarz z Tuł. Kronika rodu Widerów i wsi kończy się na roku 1871, wojnie francusko-pruskiej: nas Naiaśniesy Kroll wygroł i odebrał Francuzowy wielki Kray Landu. Kronika napisana kaligraficznym pismem, w zapisie będąca jakby fonetycznym zapisem mowy młynarza, odegrała kluczową rolę w historii rodziny Widerów w wieku następnym. Ale o tym później, teraz jesteśmy w połowie wieku XIX. Czytamy: „Roku Panskiego 1852 wybudował Bernhard Widera Monicał, naktórą Drzewo musiał bardzo Drogo Kupieć na Turawszkę Forstewie. Meister był Anton Matyschik ze Stobrawy. Fundator Bernard Widera”. Ten młyn wodny, zbudowany na Budkowiczance, stoi do dziś i wciąż działa, jest zdolny przemielić zboże na mąkę. Jednak nie jest już młynem gospodarczym, ale zabytkowym.

    Młynarz Widera

    – Uruchamiam go raz w miesiącu. Jeden dzień pracy młyna to jeden rok więcej jego życia. Trzeba, żeby to wszystko się przewietrzyło, a robaki wyniosły – opowiada Bernard Widera, obecny młynarz w tulskim młynie. Ale historia Widerów, młynarzy na tych terenach, sięga głębiej. – Widerowie przyszli tutaj około 400 lat temu, sprowadzeni przez władców czeskich jako budowniczowie młynów. Tylko na tej rzece było 8 młynów: Chudoba, Szumirad, Lasowice Wielkie, Trzebiszyn, Tuły, Budkowice, Wojszyn i Zagwiździe. Wiele z nich mieli Widerowie – mówi młynarz z Tuł. Bernard Widera jest piątym młynarzem w Tułach po Bernardzie budowniczym, który zmarł w 1878 roku. Po nim byli – Robert Anton (+1915), Johannes (+1945), Robert Wilhelm (+1997) i obecny gospodarz Bernard. Wszyscy: Widera. – Jak spotykam ludzi o tym nazwisku i pytam, czy kiedyś mieli młyn, najpierw są zaskoczeni, a potem często mówią: tak, mieliśmy! – opowiada młynarz z Tuł. Kiedy zaczęto stawiać coraz większe wymagania związane z żywnościowymi normami unijnymi, Widera zaprzestał gospodarczej działalności. – Trzeba by było wymienić wszystkie podłogi, okna. To by już nie był ten młyn, taki zabytek. Z tych powodów padły wszystkie stare młyny – mówi Bernard Widera. On jednak nie potrafił pogodzić się z tym, że skończyłaby się piękna rodzinna historia. – Wtedy oglądałem wielkie młyny na południu województwa. Widziałem, jak się niszczyły. Bo nie były używane. I jak widziałem te stojące, puste młyny, powiedziałem sobie: nie mogę do tego dopuścić. Dopóki będę żył, muszę to trzymać. Może ktoś kiedyś zmądrzeje i takie zabytki będą cenić... – mówi.

    Mielę tak, jak dawniej było

    Pan Bernard stoi na mostku nad młyńskim jazem. Od Budkowiczanki ciągnie mroźne powietrze. Młynarz, kręcąc korbą, podnosi zaporę. Szumiąca woda szybko wypełnia podziemie maszynowni, w której stoi turbina Francisa, poruszająca machinę młyna. Za moment za ścianą turbina także zaczyna szumieć, już kręci się wkoło. Młyn rusza. To jeden z kilku jeszcze działających wodnych młynów w Polsce. Ma trzy kondygnacje. Na parterze wsypuje się do niego ziarno, które wciągane jest na śrutowniki na pierwszym piętrze. Śrutowniki są trzy, a najstarszy jest tzw. francuz, w którym kamienie młyńskie zrobione są z cementu z domieszką kwarcu. Ten jest już nieczynny. Pracują dwa późniejsze, nowocześniejsze, innej konstrukcji, niemieckie. Ze śrutowników zmielone ziarno idzie w kubeczkach na taśmach na drugie piętro, pod dach młyna, do odsiewaczy składających się z kilkudziesięciu sit. Te sita są tak drobne, że w każdym milimetrze mieści się dziesięć niteczek oddzielających mąkę od otrębów. A potem zmielone ziarno jeszcze raz przebywa tę drogę: z powrotem w dół i znowu do góry. – Ja jestem starej daty; mielę tak, jak dawniej było. Teraz zboże miele się w ogromnych młynach pracujących 24 godziny na dobę. Te walce, które tam mielą, cały czas trą, muszą się grzać. I przez to zagrzewanie mąka jest inna. A moja metoda polega na tym, że ja się nie spieszę. Tak mocno mogę walce docisnąć, żeby się nie zagrzały. Walce muszą być letnie. Dlatego w tym młynie można zmielić tylko półtorej tony mąki na dobę. Żeby jej nie zepsuć przez przegrzewanie – tłumaczy Bernard Widera.

    Tam musi stukać tak

    Różnica jest też w mące. – Mąka z tego młyna nie jest tak biała, bo ma wszystkie minerały i witaminy, które są pod łuską ziarna. Mógłbym ziarno nawilżyć, skórka odejdzie i mąka jest bielutka. Ale nie na tym rzecz polega – podkreśla tulski młynarz. Czy w pracy młyna i młynarza jest coś pięknego? – Jak wejdę do młyna, to słucham. Tam musi stukać tak, tam pukać inaczej. Jak paski są za luźne, to częstotliwość stukania będzie za mała. Wszystko słyszę i wiem, np. że trzeba pas nasmarować. Jak młyn hula, tak sobie siedzisz i słuchasz: tu idzie dobrze, tam wszystko gra. Zawsze słucham, co św. Marcin robi. Bo to jest patron młynarzy. Czy nie krzyczy na mnie? Albo czy nie zrobi czegoś i mi się gdzieś jakiś pas zerwie? Trzeba zdrowaśkę do Marcina odmówić, żeby pomagał. Ale jak sam nie będziesz robił tego, co trzeba, to ci ani Ponbóczek nie pomoże – mówi Bernard Widera.

    Jak księga kazań uratowała rodzinę

    Niewiele brakowało, a Widerowie musieliby opuścić Tuły i młyn po II wojnie światowej. Ocaliła ich przechowywana jako rodzinny skarb księga wydana na Jasnej Górze w 1754 r. – kazania paulinów na każdy dzień roku. To na jej ostatnich 11 kartach Bernard Widera zapisał kronikę rodziny i wsi. – W 1945 r., kiedy wysiedlali stąd ludzi, była weryfikacja narodowościowa, np. sprawdzali, czy ktoś się umie modlić po polsku. Wezwali ojca, to wziął tę książkę i od razu pieszo poszedł do starostwa w Oleśnie, 20 kilometrów. Jak książkę zobaczyli, to powiedzieli, że możemy zostać – opowiada Bernard Widera. – Dlatego tu jesteśmy. Gdyby nie ta książka, to by nas tu prawdopodobnie nie było. Gospodarstwo miało 22 hektary, był młyn, to były cenne rzeczy – dopowiada Agnieszka Widera, żona Bernarda. – Ojciec robił. Ja robiłem po nim. Chciałbym młyn w jak najlepszym stanie pozostawić. Dopóki będę żył, to nie dopuszczę, żeby to się zmarnowało. Co zostanie z renty, to inwestuję, poprawiam, remontuję. Żeby potomni o mnie pamiętali. Jestem piąty i ostatni młynarz w tym młynie. Bo już nikt go nie będzie prowadził – nie ma złudzeń Bernard Widera, młynarz z Tuł.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół