• facebook
  • rss
  • Życie na 200 procent

    dodane 01.04.2015 00:00

    Podczas liczącej ponad 40 km trasy podążali za Jezusem, ofiarowując Mu swój trud, ból i zmęczenie.

    Lubię trudne wyzwania, choć wahałem się aż do końca, mimo że co roku pielgrzymuję do Częstochowy. Dlatego wyruszyłem trochę krótszą trasą, ze Sławięcic. Podczas takiej Drogi Krzyżowej człowiek może dać coś z siebie Bogu, więcej niż podczas nabożeństwa w kościele: wysiłek, poświęcenie, a gdy brak już sił, po prostu milczenie i każdy krok. Przy okazji uczy się pokory co do siebie, swoich możliwości – podsumowuje siedemdziesięcioletni Henryk Starko z Kędzierzyna-Koźla.

    Wyruszyli w piątek 27 marca wieczorem, po Mszy św., równolegle z Gogolina i Kędzierzyna-Koźla na Górę św. Anny. Podczas nocnej wędrówki walczyli z zimnymi podmuchami wiatru, deszczem, śliskimi odcinkami, błotem. Czasem błądzili mimo szczegółowego opisu, pod koniec coraz trudniej ruszali po rozważaniu kolejnej stacji, ale większość dotarła do celu. Z Kędzierzyna-Koźla 42-kilometrowa trasa EDK wiodła od kościoła św. Eugeniusza de Mazenoda przez osiedla Azoty i Sławięcice, Ujazd, Zimną Wódkę, Klucze, Czarnocin i Porębę. Maszerowało ponad 80 osób. Najstarsi liczyli 70 lat, najmłodszymi byli dwaj 14-letni ministranci. – Większość doszła później, niż przewidywaliśmy, ale warunki w drodze były niełatwe. Jak na pierwszy raz to dla nas duży sukces. Uczestnicy byli dobrze przygotowani, bardzo odpowiedzialnie podeszli do tego wyzwania – przyznaje Bartosz Tumiłowicz, inicjator kędzierzyńskiej EDK. 54 pielgrzymów, z tego 16 kobiet, ruszyło z Gogolina przez Strzebniów, Kamionek, Kamień Śląski, Siedlec, Poznowice, Kalinowice, Kalinów, Dolną, Czarnocin i Porębę. W tym roku część uczestników szła już po raz drugi. W grupie były osoby z Gogolina i okolic, ale też z Wrocławia, Opola, Prudnika oraz mieszkaniec Kolonii (Niemcy), który specjalnie po to przyjechał z nastoletnim synem. – Idę z duchowej potrzeby, jako ojciec pokazać synowi sens życia – tak motywował swój udział w EDK. Ci, którzy zmęczeni dotarli do stóp św. Anny, podkreślają, że wcale nie chodzi o wyczyn, którym można się chwalić. Jeśli już, to o wyzwanie, które się podjęło i zrealizowało, pokonując poczucie dyskomfortu, nierzadko przekraczając samego siebie. I podkreślają, że warto, bo ta droga przemienia idącego.Więcej na: opole.gosc.pl

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół