• facebook
  • rss
  • Płaczemy razem z nimi

    Andrzej Kerner

    |

    Gość Opolski 16/2015

    dodane 16.04.2015 00:00

    Domowe Hospicjum dla Dzieci w Opolu. Po to jesteśmy, by dzieci mogły życie przeżyć godnie do końca. I żeby być z nimi w chwili śmierci – mówi Sylwia Sikorska-Stach.

    Wdziesiątym roku działalności Domowe Hospicjum dla Dzieci w Opolu cieszy się nową, już własną, gruntownie wyremontowaną siedzibą przy ul. Armii Krajowej 11–13A. Fundacja prowadząca hospicjum zyskała sobie wielu przyjaciół, którzy wspierają jej działalność, nie pożałowali też wysiłku i pieniędzy przy urządzaniu nowego lokalu. I choć Sylwia Sikorska-Stach, zastępca kierownika Domowego Hospicjum dla Dzieci, która kierowała wszystkimi pracami, przyznaje, że omal nie przypłaciła przenosin siedziby i remontów zawałem, to jednak nasza rozmowa kieruje się nie na mury, estetyczne wnętrza, meble czy pokoje rehabilitacji. Rozmawiamy o dzieciach, które umierają, o ich rodzicach i rodzeństwie, o babciach i ciociach. W ciągu niemal 10 lat zespół lekarzy i pielęgniarek hospicjum towarzyszył 126 nieuleczalnie chorym dzieciom. 56 z nich już odeszło.

    Pozwolić odejść

    – Czasami jesteśmy świadkami takich obrazów, że… – Sylwia Sikorska-Stach ciężko wzdycha. – Ale i tak rodzice zawsze nam dziękują, mimo że na początku się bali. Bo nie wiedzieli, jak będzie. Na koniec są szczęśliwi, że śmierć i pożegnanie odbyło się w domu – mówi i przekonuje, że jeśli dziecko choruje na raka, a przerzuty są rozległe, dziecko powinno wrócić ze szpitala do domu. – W którymś momencie trzeba odpuścić, pozwolić dziecku odejść. Wziąć je do domu, by tam, otoczone miłością najbliższych, we własnym pokoju, mogło w pełnej godności przeżyć ten ostatni czas: bez kłucia, bez niepotrzebnego pobierania krwi – mówi. – Psychologia opisuje też takie zjawisko, że dopóki rodzic „nie puści”, to dziecko nie może odejść – dodaje Katarzyna Henzler-Urbaniak, psycholog hospicjum.

    Wtedy się tylko jest

    Opolskie hospicjum dla dzieci zajmuje się właśnie opieką paliatywną nad dzieckiem w domu. Jest ona zupełnie darmowa i obejmuje wszystkie dzieci z terenu województwa opolskiego. Hospicjum dostarcza leki i sprzęt, personel jest dostępny dla rodziny w każdej chwili, dniem i nocą przez 7 dni w tygodniu. W sytuacjach nagłych – nie licząc zaplanowanych z rodziną wizyt – pielęgniarka lub lekarz niezwłocznie dojeżdżają do domu chorego dziecka. – Kiedy jest bardzo źle, wtedy nas wzywają. My po to jesteśmy. Żeby im towarzyszyć. Nie jedziemy, żeby ratować. Wtedy się tylko jest. Choć czasami nie znamy dobrze tych ludzi, to płaczemy z nimi. Jest nam tak samo ciężko jak im – opowiada Sylwia Sikorska-Stach. Dobrze pamięta dzieci, którym towarzyszyła w śmierci. Jedna była szczególna. 18-letni chłopak umierał pogodzony z tym, co ma nadejść. Przygotował list pożegnalny: co ma być na nagrobku, co ma być śpiewane, kiedy będzie odchodził. – Kiedy umierał, była przy nim jego dziewczyna. Wszystko zostało uszanowane – wspomina. Od 10 miesięcy w ramach Fundacji działa także hospicjum peri- natalne (patrz rozmowa obok).

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół