• facebook
  • rss
  • Każdy jest jakiś

    dodane 14.05.2015 00:00

    Że Bóg jest dowcipny, każdy się przekona, bo stworzył żyrafę i o. Leona – stwierdził o sobie o. Knabit.

    Benedyktyn z Tyńca z charakterystycznym sobie humorem i dystansem do siebie, lekkim tonem, w anegdotkach, mówił słuchaczom o Wojtyle, co to „nie sprofesorzał”, o miłosierdziu Bożym i złu, z którego On może wyprowadzić dobro. Mówiąc o zaufaniu Jezusowi w każdym położeniu, zwłaszcza w trudnych chwilach, wskazywał na siebie. – Pismo Święte jest tu bezwzględne, mówi: „W każdym położeniu dziękujcie Panu Bogu”. Jeśli więc mówię: „Jezu, ufam Tobie”, to z gęby szmaty nie robię – nie widzę, nie rozumiem, ale ufam, cokolwiek zrobisz – dziękuję. Widać, po coś to jest. (…) Kiedy chorowałem na płuca, nie mogłem normalnie pracować, nie wiedziałem po co to. A dzięki temu spotkałem wyjątkowego człowieka, ks. Karola Wojtyłę – dodał.

    Liczby obrazują ich relacje mimo odległości: 185 listów z podpisem papieża, 60 z podpisem abp. Wojtyły, 4 wizyty w Watykanie. Plus bezcenne wspomnienia z lat wcześniejszych – wspólnych młodzieńczych wędrówek, pożyczanej przyszłemu papieżowi sutanny. W podobny, niezwykle delikatny sposób przekonywał słuchaczy o Bożym miłosierdziu i zostawianiu Jezusowi tego, co nam się „po ludzku” nie udaje. – Jemu też po ziemsku nie wyszło, wielu do dziś nie wierzy w zmartwychwstanie... Opowiadał o papieżu w ramach promocji książki pt. „Spotkania z wujkiem Karolem” – o tym, że wielka miłość Jana Pawła II do każdego człowieka i walka o ratowanie życia wynikają z patrzenia na nie nie przez pryzmat doczesności, ale życia, które się nie kończy, i wzorowania się na Chrystusie. – Nikt nie jest byle jaki, każdy jest jakiś – powiedziała mi w dyskusji, częstując czekoladą, pewna pięciolatka. Pomyślałem: „Małe dziecko, a już wie” – mówił o otrzymanej lekcji benedyktyn. Wspomniał też o prymasie Stefanie Wyszyńskim, jego podobnych kłopotach zdrowotnych i późniejszym więzieniu w Prudniku, a także o swoich kontaktach z Opolem.

    Na wieczorze nie brakło wzruszających momentów, gdy znalazł osoby, którym przed laty udzielał ślubu, albo przechowujące jego obrazki prymicyjne. Zapytany przez prowadzącego spotkanie ks. prof. Marka Lisa o benedyktyńską stabilitas loci, czyli stałość miejsca, przyznał, że w ubiegłym roku spędził 200 dni poza klasztorem. Nawiązując jednak do swojej obecności w mediach, publikacjach, a ostatnio i na Twi- tterze, podsumował: „Kapłan powinien wychodzić do ludzi”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół