• facebook
  • rss
  • Od plastiku do wolności

    dodane 02.07.2015 00:00

    – Kiedy człowiek dojdzie do ściany, może iść już tylko w jedną stronę – mówili muzycy z „The Plastic People of the Universe”.

    Na projekcji filmu dokumentalnego Jany Chytlilovej w Opolu o początkach czeskiego zespołu undergroundowego w latach 60. ubiegłego wieku mówili sami jego członkowie – o kłopotach z władzami, więzieniu, represjach, podpaleniach domów, sposobach radzenia sobie z zakazami, wreszcie o kontaktach z Václavem Havlem i innymi publicystami oraz powstaniu Karty 77.

    – My byliśmy chłopakami, którzy kochali rocka i chcieli tylko grać tę muzykę – podkreślał Jiří Kabeš. I z innymi tłumaczył, jak władze chciały ich przekupić propozycją profesjonalnych nagrań, a potem zmusić, żeby zmienili nazwę i śpiewali po czesku oraz żeby obcięli włosy. – Ale Hlavs powiedział, że nie możemy iść na żaden kompromis. (...) Kiedy na jednym z koncertów milicja nas rozpędziła i pobiła ludzi, zobaczyliśmy, co znaczy reżim. (…) Po wyjściu z więzienia staliśmy się bardziej radykalni – dodał.

    Potem sporo opowiadali goście: Petruška Šustrová, czeska opozycjonistka i rzeczniczka Karty 77, Petr Šimíček ze Stowarzyszenia PANT oraz Josef Rauvolf, publicysta i tłumacz.

    – Oni byli głupi, ci z władz. Gdyby pozwolili artystom robić to, co chcą, nie byłoby tego buntu. To nie był mój świat, moja muzyka. Ale zrozumiałam, że ich wolność jest moją wolnością. Ja byłam już wtedy obywatelem drugiej kategorii, po więzieniu. I widziałam, że ktoś za to, co pisze czy śpiewa, choćby pastor ewangelicki śpiewający spirituals, teksty z kazania, w których nie ma nic złego, może pójść do więzienia, czy Jiří Kabeš, który tylko grał na skrzypcach. Zobaczyłam, że to rzecz nas wszystkich, że choć wszyscy byliśmy zmęczeni tym reżimem, to jeśli się nie odezwiemy, będziemy zasługiwać na to, co mamy – mówiła Petruška Šustrová.

    I z Josefem Rauvolfem wskazywała: – To był impuls, by zjednoczyło się wiele środowisk, stąd Karta 77. Ta atmosfera podczas obrony zespołu sprawiła, że ludzie poczuli się razem. Komuna lat 50. starała się atomizować, żeby jeden drugim się nie interesował, a tu nagle okazało się, że człowiek nie jest sam, że jest solidarność. Tak chciało się żyć. Dziś, choć mamy wolność, znów postępuje ta atomizacja.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół