• facebook
  • rss
  • Shukran – dziękuję!

    Andrzej Kerner

    |

    Gość Opolski 30/2015

    dodane 23.07.2015 00:00

    Na razie mieszkają w Głogówku, wkrótce będą żyć w Dzierżysławicach.

    Pierwsza w naszej diecezji rodzina chrześcijańska, która uciekła z Syrii przed wojną i prześladowaniami, zamieszkała tymczasowo w internacie SOSW w Głogówku. Niedługo będą mieli stałe lokum – dom udostępniony za darmo przez Czesława Filarowskiego z pobliskich Dzierżysławic. Obecnie dom jest remontowany i przygotowywany na przyjęcie Syryjczyków przez grupę wolontariuszy, którzy skrzyknęli się na pomoc chrześcijanom pod nazwą „Głogówek – Bezpieczna Przystań”. – Kiedy dowiedzieliśmy się, że dochodzi do rzezi chrześcijan w Syrii, nie mogliśmy zostać obojętni. Sprawa dotyczy życia i śmierci naszych braci w wierze, więc postanowiliśmy coś zrobić. Wszystko dokonywane jest siłami i środkami społecznymi, władza nie dokłada tu ani złotówki z kieszeni podatników– informuje Dominik, jeden z wolontariuszy akcji pomocy Syryjczykom. Pracują popołudniami, po pracy, po praktykach zawodowych, aż do głębokiej nocy.

    To dlatego po półgodzinie rozmowy z dziennikarką „Polityki” i dziennikarzem „Gościa” 43-letni Shadi, ojciec rodziny z Damaszku, mówi: – Ale najważniejsze, co chcę powiedzieć, to „shukran”, dziękuję, dziękuję wszystkim dobrym ludziom, którzy nas tu przyjęli i opiekują się nami – mówi. Przyleciał do Polski w pierwszej grupie chrześcijan sprowadzanych przez Fundację Estera. Wraz z nim żona Maryam oraz troje dzieci: córka i dwóch synów. – Kiedy dowiedzieliśmy się w kościele, że jest taka możliwość, zdecydowaliśmy, że wyjeżdżamy do Polski. W Syrii było już zbyt niebezpiecznie, nie dało się żyć. Bomby przelatywały nad naszą chrześcijańską dzielnicą – mówi Shadi, który miał w Damaszku swój mały zakład i dochody powyżej średniej. W Polsce wszystko im się podoba, jedyną trudnością jest język. Pan Shadi mówi po angielsku, ale reszta rodziny nie. Martwi się o pozostałą w Syrii rodzinę, ale jednak najważniejsze jest to, że żona i dzieci są bezpieczni. Jedyna obawa: czy uda mu się rozkręcić własny biznes. Jest dobrej myśli i jeszcze raz na odchodnym serdecznie dziękuje. Jego żona uśmiecha się nieśmiało.

    PS Dziękuję panu Ziadowi Hammoudeh za tłumaczenie rozmowy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół