• facebook
  • rss
  • Co zostało z dawnej wsi?

    Andrzej Kerner

    |

    Gość Opolski 35/2015

    dodane 27.08.2015 00:15

    Z Małgorzatą Goc, kierownikiem działu etnograficznego Muzeum Śląska Opolskiego, o pierwszokomunijnych zdjęciach, sensie obrzędów i dziękowaniu Panu Bogu rozmawia Andrzej Kerner.

    Andrzej Kerner: Dawna opolska wieś została już tylko na fotografii?

    MałgorzatA Goc: Tak. I została też w skansenie, który najpierw był naszym oddziałem, a obecnie jako samodzielna placówka muzealna gromadzi dokumentację na temat wsi opolskiej. Właśnie otrzymaliśmy informację o pozwoleniu ministra na rozbiórkę kolejnego zabytkowego domu. Jeżeli chodzi właśnie o budownictwo, to zostało go już niewiele.

    Czy wieś opolska odróżniała się od wsi dolnośląskiej czy z katowickiej części Górnego Śląska?

    Teren dzisiejszego województwa opolskiego pod względem budownictwa był bardzo różnorodny. Mamy tu budownictwo szachulcowe na terenach bliższych Dolnemu Śląskowi, rejon oleski był niemal cały drewniany i dużo uboższy, z kolei w środku regionu – bliżej Opola – gdzie najszybciej nastąpiła industrializacja, budownictwo murowane wystąpiło już na początku XX wieku. Wciąż mamy bardzo wiele drewnianych kościołów, choć niestety, znikają na naszych oczach.

    „Tiszbierkowe losy…” są pierwszą książką w Muzeum Śląska Opolskiego o przedwojennej wsi opolskiej zbierającą wiedzę i dokumentację fotograficzną z terenu całej rejencji opolskiej…

    O każdej zamieszczonej w niej fotografii mogłabym opowiedzieć osobną historię. A materiału mamy tyle, że można by wydać co najmniej cztery tomy, a nie tylko jedną książkę. Jestem przywiązana do kolekcji zdjęć Teodora Gawlika. Trzeba było dochodzić, kto jest na zdjęciu, gdzie jest zrobione etc. Odnalazłam na przykład panią, której pokazałam jej zdjęcie pierwszokomunijne. Okazało się, że ona już tego zdjęcia nie miała, bo zaginęło w czasie powodzi. Mogłam jej dać odbitkę, widzieć jej wzruszenie. Trudno się oderwać od takich osobistych historii.

    Co zostało z warstwy obrzędowej, zwyczajów dawnej wsi? Też znikają, tak jak stare domy?

    Bardzo dużo się zmieniło. Stosunkowo najmniej zmian zaszło w obrzędowości dorocznej – związanej z rokiem agrarnym czy kościelnym. Z tym, że w obrzędach, które kiedyś miały zupełnie inną funkcję i znaczenie, pozostała teraz tylko sfera zabawowa, ludyczna. Mało kto ma świadomość, że obrzędy służyły czemuś, nie były tylko dla zabawy.

    Czego Pani z tej dawnej wsi żal?

    Wszystko ulega przemianie. Skoro na pole nie wchodzi już kosiarz, ale wjeżdża wielki kombajn, który wałuje słomę w bele, to jak ubrać niedźwiedzia wodzonego w zapusty w „ubranie” splecione z warkoczy słomianych, jeśli takiej słomy już nie ma? Żal mi, że obecnie organizowane obrzędy są tylko inscenizacją, widowiskiem. A tymczasem podstawą obrzędu jest wiara w jego moc sprawczą. Jeżeli tej wiary nie ma, to obrzęd traci swój sens. Na przykład wieniec dożynkowy był własnoręcznie robiony, żeby podziękować za zbiory Panu Bogu albo właścicielowi majątku. A teraz się zdarza się, że wieńce są kupowane na portalu aukcyjnym, by zwyciężyć w konkursie. To jest pomieszanie z poplątaniem. Nie wspomnę o bananach, które się pojawiają na tych wieńcach. Żal mi, że ludzie rzadko mają świadomość tego, co było na początku, co było podstawą zwyczaju czy obrzędu. Na przykład dlaczego panna młoda przed ołtarzem miała biały welon, który nie był zwykłym nakryciem głowy, ale oznaką niewinności. A najbardziej chyba żal mi tego, że osoby, z którymi rozmawiałam i które są na zdjęciach, nie dożyły publikacji książki.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół