• facebook
  • rss
  • Z kopytami do nieba

    Anna Kwaśnicka

    |

    Gość Opolski 42/2015

    dodane 15.10.2015 00:15

    Drugą edycję cyklu „Rozmowy o życiu i wierze” zainaugurował ks. Jan Kaczkowski. Po raz pierwszy sala była wypełniona do ostatniego miejsca.

    Trzeba z siebie dawać maksymalnie dużo, ile się tylko da – mówił opolskiej publiczności ks. Jan Kaczkowski, który od ponad 3 lat żyje z glejakiem w mózgu. – Jak się ma mało czasu, to trzeba robić rzeczy sensowne. Jeszcze nim zostałem księdzem, chciałem być mistykiem, który przylgnie do Bożego serca. Ale co ja mogłem Panu Bogu dać? Pochodzę z miarę zamożnego domu i forsa dla mnie nie stanowi problemu. Jedyne, co mogłem Panu Bogu ofiarować, to mój czas, do którego miałby On prawo. I zrobiłem sobie taki prywatny ślub, że dopóki będę miał siły, nikomu niczego nie odmówię, jeśli to oczywiście będzie sensowne – opowiadał ks. Kaczkowski, założyciel Puckiego Hospicjum św. Ojca Pio, autor książek, m.in. „Życie na pełnej petardzie”.

    Rozmowę poprowadził o. Jacek Drabik SJ, duszpasterz akademicki w „Xaverianum”. Pytał gościa o dzieciństwo, czasy szkolne, drogę do Kościoła, odkrywanie powołania kapłańskiego, a także o doświadczenia z pracy w szpitalu i hospicjum. – Chciałbym być przy każdym zgonie w hospicjum, bo ludzie do tego mają prawo. Ja też chciałbym, by przy moim zgonie był jakiś ksiądz, najlepiej wierzący. A jeśli niewierzący, to przynajmniej ważnie wyświęcony. W byciu księdzem przy śmierci najpiękniejsze jest to, że przychodzisz, pochylasz się nad chorym, udzielasz sakramentu namaszczenia i mówisz: „Władzą otrzymaną od Stolicy Apostolskiej udzielam ci odpustu zupełnego” – co jest megaważne, bo to uwolnienie od wszystkich kar w czyśćcu – „i przebaczenia wszystkich twoich grzechów w godzinę twojej śmierci”. Jeśli pacjenci są przytomni i przyjęli Komunię św. w formie wiatyku, to żeby rozluźnić atmosferę, mówię: „Teraz, panie Jacku, to już z kopytami do nieba, na pełnej petardzie”. I ja w to mocno wierzę – wyjaśniał ks. Kaczkowski. Pytany, jak to jest być przy umierającym, opowiadał, że początkowo łapał się na tym, że był aktywny przy zgonie, wręcz wchodził w rolę lekarza, który sprawdzał tętno i inne medyczne parametry. – Ale pomyślałem sobie: „Kim ty tutaj jesteś… Siadaj i módl się”. Więc biorę różaniec i zaczynam odmawiać Koronkę. Jeżeli ktoś umiera spokojnie i nie wymaga natychmiastowej interwencji lekarskiej, to trzeba przy nim być, mówić do niego dobre rzeczy. To niezwykle cenny czas, czas wysokiej jakości – tłumaczył ks. Jan.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół