• facebook
  • rss
  • Pół funta Słowa

    dodane 22.10.2015 00:15

    Każdy pod okiem Ojca 
przygotowuje posiłek 
do podania na uczcie niebieskiej. 


    Przyrządzamy go z tego, co nam niesie życie. Trzeba zadbać, by był dobry – mówiła do gospodyń plebanijnych s. Zofia.
Właśnie s. Zofia Szymanek, pisząca książki dla dzieci i młodzieży, oraz s. Anastazja Pustelnik, autorka wielu książek kulinarnych, obie ze Zgromadzenia Córek Bożej Miłości (FDC) z Krakowa, prowadziły w tym roku rekolekcje. Odbywały się one 12–15 października w ośrodku rekolekcyjno-wypoczynkowym Rybak w Głębinowie.


    W życiu i kuchni


    Korzystając z tego, że obchodzimy Rok Życia Konsekrowanego, s. Zofia opowiadała o radach ewangelicznych na przykładzie gotowania. Było więc o czystości. – Dbamy o nią, przygotowując posiłki, myjemy ręce, naczynia, poszczególne składniki, aby to, co robimy, było zdrowe. Podobnie trzeba zatroszczyć się o czystość serca, o wolność od grzechów – tłumaczyła rekolekcjonistka. Wskazując 
na ubóstwo, przestrzegała przed zachłannością i tym, co ponad miarę. Porównała to do wyboru produktów i przypraw do określonej potrawy – jeśli zmieszać wszystko, co wpadnie w ręce, to wcale nie będzie smaczne.
– A z posłuszeństwem jest jak z przepisem – ufamy, że jak zastosujemy się do niego, wyjdzie coś dobrego. Posłuszeństwo wiąże się więc z zaufaniem i pokorą, ale nie może być bezmyślne. Trzeba dodać do niego własną twórczość… – opowiadała s. Zofia.
Porównania nie zamykały się jednak tylko do sfery kuchennej. Nawiązując do Ewangelii i liturgii godzin, prowadząca podkreślała: – Posłuszeństwo znaczy przede wszystkim: po-słuchaj. To pierwsze, co powiedział Bóg do Izraela, dając mu 10 przykazań. Strzeżmy się, by słuchając słowa Bożego, nie stwierdzić „A, to znam...”. To słowo jest jak produkt do posiłku, jest tym, które jest nam dziś potrzebne, trzeba je tylko przyjąć. Starać się zbudować „spiżarnię duchową”, w której będą słowa, wydarzenia mające mnie wspierać w życiu i pomagać w czasie próby.


    Plebania – oaza


    I siostry, i uczestniczki przyznają, że posługa na plebanii jest odpowiedzialna i wymagająca. Gospodyni jest niejako wizytówką plebanii dla wiernych i parafii – dla gości. To ona pierwsza styka się z tymi, którzy przychodzą w różnych sprawach do proboszcza.
– To nie jest typowa praca, a raczej służba. Nie liczy się godzin, bo ważne jest, żeby wszystko było zrobione – mówią panie.
Rytm życia na farze jest różny tak samo jak zakres wykonywanych obowiązków. Część gospodyń zamieszkuje na probostwie, inne mają własne domy, rodziny, godzą te zadania z pracą katechetki, prowadzeniem własnego domu, opieką nad bliskimi. Pracę zaczynają wcześnie rano, często Mszą św., szykują śniadanie. Potem trzeba zakrzątnąć się przy obiedzie, a w międzyczasie odbierać telefony, otwierać tym, którzy przychodzą do kancelarii z intencją mszalną czy np. zawiadomić o śmierci bliskich. W takim wypadku trzeba wykazać się delikatnością, taktem.
– Podobnie jeśli ksiądz wraca czymś zdenerwowany, zmartwiony lub rozradowany – czasem chce się tym podzielić, wygadać, ponarzekać albo poradzić. To nasz szef, ale też po prostu człowiek, z którym się stykamy codziennie. By miał zaufanie, musi wiedzieć, że zachowamy to dla siebie. Jak nas pyta o zdanie, podobnie jak np. członków rady parafialnej, to i tak potem to zawsze przemyśli i podejmuje decyzje sam – opowiadają panie.
Gospodyni bywa wsparciem, zwłaszcza gdy proboszcz jest nowy. Dopilnowuje wielu spraw, bywa, że przekazuje sygnały od parafian czy łagodzi jakieś nieporozumienia. Czasem po matczynemu zwraca uwagę, żeby ksiądz zadbał o zdrowie, pilnuje regularności posiłków czy terminów.
Na wspomnienie o darach mówią, że wsie bardzo się zmieniły, coraz mniej gospodarstw rolnych, ale mimo to parafianie starają się dzielić swoimi dobrami z proboszczem.


    Czas pustyni i spotkania


    Dni pobytu nad Jeziorem Nyskim były okazją do zatrzymania się, pogłębienia relacji z Bogiem, skupienia się na rozmyślaniach i modlitwie, ale też przebywania ze sobą, rozmów, nawiązywania nowych relacji.
– To spotkanie ma dwa filary: jeden – kwestie praktyczne, nie tylko kulinarne, a drugi – rozwój duchowy. To potrzebne jest nawet przy codziennej posłudze, by przy przygotowaniu posiłku poprosić Boga o błogosławieństwo, by mieć w sobie spokój i promieniować nim na otoczenie – podsumowują siostry.
Uczestniczki – prócz Mszy św., adoracji Najświętszego Sakramentu, konferencji, nabożeństwa do św. Rity i tzw. czasu pustyni wypełnionego milczeniem, kontaktem z pięknem nyskiej przyrody – bardzo chwaliły sobie praktyczne spotkanie z s. Anastazją i jej wskazówki. Udany był także wieczór autorski, na którym zjawiło się wielu okolicznych mieszkańców. A gospodynie znalazły dużo wspólnych tematów i pasji – od pielęgnacji ogródka, kwiatów, po haftowanie czy szydełkowanie.
 – Te rekolekcje to wyzwanie dla wszystkich uczestniczek, bo trzeba było zostawić swoje obowiązki, tak na plebanii jak w domu, ale było warto. To oderwanie się, zmiana miejsca pozwala na złapanie oddechu, by nie zagubić się w codzienności, nabrać sił i dystansu – zgodnie przyznają wszystkie uczestniczki. 
Odbywają się one już po raz drugi. W ubiegłym roku prowadził je biskup Andrzej Czaja, który gorąco zachęca gospodynie plebanijne do udziału w nich. Dzięki zaangażowaniu ks. Przemysława Senia, zostały one wpisane w stały harmonogram „Rybaka”.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół