• facebook
  • rss
  • Ku muzycznej ekumenii

    Karina Grytz-Jurkowska

    |

    Gość Opolski 47/2015

    dodane 19.11.2015 00:00

    Wywiad. O muzyce, archiwalnych skarbach na Jasnej Górze i Śląsku oraz naszych dawnych, wybitnych muzykach z prof. Remigiuszem Pośpiechem

    Karina Grytz-Jurkowska: Okazją do rozmowy jest nadchodzące wspomnienie św. Cecylii, patronki muzyków kościelnych, ale Pana aktywność związana z muzyką kieruje się raczej ku Jasnej Górze...

    Remigiusz Pośpiech: Rzeczywiście, moje jasnogórskie badania sięgają roku 1979, kiedy to na II roku studiów muzykologicznych, razem z Hubertem Prochotą z Opola, obecnie nauczycielem i dyrygentem, pojechaliśmy tam szukać tematu do pracy magisterskiej. Mój promotor, ks. prof. Karol Mrowiec z KUL, dał nam do wyboru Sandomierz lub Jasną Górę. Zdecydowaliśmy się na to drugie i na nazwiska kompozytorów, które wówczas nam nic nie mówiły. Ja wybrałem twórczość mszalną Marcina Józefa Żebrowskiego, kompozytora Kapeli Jasnogórskiej, który towarzyszy mi zresztą do dziś. Pod okiem o. Honorata Marcinkiewicza robiliśmy w archiwum zdjęcia udostępnionych materiałów, bo wtedy nie było ksero. Przygoda z muzyką jasnogórską przeciągnęła się do doktoratu, który poświęciłem twórczości bożonarodzeniowej – zachowało się tam ponad 80 rękopisów o tej tematyce. Wróciłem tam po przerwie, bo w międzyczasie zająłem się muzyką śląską.

    Jak to się stało, że chłopak z Radlina, który parę miesięcy temu, już jako utytułowany muzykolog, przyjmował z rąk prezydenta RP tytuł profesora zwyczajnego, podjął studia muzykologiczne w odległym Lublinie?

    Ks. Alojzy Skrobol, ówczesny wikary w rodzinnej parafii Radlin koło Wodzisławia Śl., założył parafialną orkiestrę symfoniczną i zorganizował nauczyciela muzyki, który przychodził do naszego domu uczyć mojego starszego brata. On zrezygnował, a ja zacząłem grać. Potem była szkoła muzyczna w Rybniku i studia muzykologiczne na KUL. W Lublinie pierwszy raz zetknąłem się z Opolem, bo stamtąd było dwóch kolegów z roku – Hubert Prochota i obecny dyrygent chóru katedralnego oraz organista Józef Chudalla. Odtąd moja aktywność naukowa rozciąga się pomiędzy Jasną Górą a Śląskiem.

    Nowe możliwości rozwoju pojawiły się m.in. dzięki dwóm wizjonerom...

    Tak. Byli nimi abp Alfons Nossol i o. Nikodem Kilnar. Spotkanie z pierwszym było jeszcze podczas studiów, w 1977 r. na opłatku studenckim. Powiedział do nas: „Wy się chłopcy uczcie, bo tu w Opolu będzie uniwersytet i będziecie potrzebni”. Wtedy nie dowierzaliśmy. Po latach, jeszcze nim powstał uniwersytet, do Opola zaprosili mnie ks. dr J. Waloszek i ks. prof. H. Sobeczko – współtwórca studium organistowskiego. Z o. Nikodemem Kilnarem, pochodzącym z Głuchołaz, spotkałem się, gdy podczas Festiwalu „Gaude Mater” w 2003 r. znajomy organista – Jan Dolny zaprosił mnie na obiad do paulinów. O. Nikodem skojarzył nazwisko z moimi pracami i w trakcie rozmowy zapalił się do pomysłu, by powołać zespół specjalistów do badań i prezentacji zachowanych źródeł muzycznych. Jego marzenia szybko przeszły moje oczekiwania. Niecały rok później powstał Zespół Naukowo-Redakcyjny Jasnogórskich Muzykaliów – złożony z ponad 20 młodych muzykologów z całego kraju. Później skład uzupełnili liturgiści i mediewiści. Współpraca z wieloma pasjonatami muzyki dawnej zaowocowała serią koncertów w różnych miastach, serią płytową (58 płyt w ciągu 10 lat), a także nutową oraz publikacjami naukowymi – 5 tomów studiów „Musica Claromontana”. Przy okazji odkrywania dzieł kolejnych kompozytorów nawiązaliśmy kontakt m.in. z naukowcami węgierskimi, chorwackimi i słowackimi.

    Co znajduje się w archiwach jasnogórskich, jak wygląda Wasza praca?

    W tych archiwach nie ma rękopisów J.S. Bacha czy W.A. Mozarta, choć są jego ręcznie kopiowane dzieła i oratoria J. Haydna czy L. van Beethovena z polskim tłumaczeniem tekstu. Jest za to ponad 2 tys. innych rękopisów, kilkaset druków, w sumie ok. 3 tys. kompozycji. To jedno z najbogatszych archiwów w Polsce i Europie. Badania tu przypominają czasem pracę detektywa. Materiał stanowią przede wszystkim utwory z XVIII i XIX w., bo wiele wcześniejszych dzieł zniszczył pożar w 1690 r. Przepisywanie nut z rękopisów, „przekładanie” ich na współczesną notację to początek. To trudne, bo często coś jest nieczytelne, oderwane bądź ominięte. Z tego robimy partytury, które stanowią materiał do analiz muzykologicznych, opracowań i wykonań muzycznych. Identyfikujemy autorów anonimowych dzieł, porównując różne kompozycje z nutami z innych archiwów, czasem podważa się autorstwo kompozytora, którego nazwisko widnieje na karcie tytułowej. Dociekamy przez kogo, dla kogo i w jakim celu dzieło zostało napisane. Równolegle szukamy wykonawców, organizujemy koncerty, ukazując zapomniane utwory, przygotowujemy publikacje nutowe i naukowe. Zamierzamy przepisać i zdigitalizować wszystkie rękopisy, zaczynając od dzieł kompozytorów Kapeli Jasnogórskiej. Materiałów jest na następne 30 lat.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół