• facebook
  • rss
  • Tajemnica kościoła w Kluczu

    Andrzej Kerner

    |

    Gość Opolski 08/2016

    dodane 18.02.2016 00:00

    Figura sama w sobie to jest nic. Tylko Bogu należy się cześć.

    Zakładam, że czytelnik będzie powątpiewał w to, co zaraz napiszę. Może weźmie mnie za wariata albo nawiedzonego. Albo za nawiedzonego wariata. Tych, którzy wprawdzie będą powątpiewać, ale zachowają minimum wiary w przytomność umysłu autora, szczerze zachęcam: pojedźcie do Klucza. W tamtejszym kościele poczujecie się bliżej Boga. A jeśli nie – to zostaniecie ogarnięci czymś, co będzie wam trudno wysłowić. W każdym razie ja, do kościoła w Kluczu jeżdżąc dość regularnie od lat kilkunastu, ilekroć do niego wchodzę, od razu wewnętrznie topnieję. Czuję się tu bardzo u siebie, choć nie u siebie. Jak w domu – i jak w przestrzeni nieziemskiej. Słowem: na mojej liście „top ten” ulubionych miejsc świętych Klucz bierze miejsce w ścisłej czołówce.

    Kościół pachnący

    W końcu po latach zapytałem proboszcza z Klucza ks. Józefa Żyłkę: w czym tkwi tajemnica i czy w ogóle jest jakaś tajemnica tego kościoła, który tak mi się podoba? Ksiądz przyznaje, że coraz więcej ludzi spoza parafii przyjeżdża do tego drewnianego, XVI-wiecznego kościoła i chcą tutaj brać ślub. – Ta świątynia pachnie wiekowym nastrojem modlitwy. Wyczuwa się, że to miejsce jest uświęcone modlitwą. Czuje się zapach kadzidła zatrzymany w belkach ścian. Atmosfera i nastrój tego kościoła świadczy o tym, że tu przez setki lat był kontakt z Bogiem. Może to ludziom się podoba i chcą tu być? – mówi ks. Żyłka.

    Wystrój ma znaczenie

    Kościół jest niewielki, ale w jego przestrzeni znajduje się wielka liczba figur i obrazów świętych. W samym prezbiterium jest 13 figur, nie licząc polichromii Ewangelistów na drewnianej ambonie i obrazu Baranka z Apokalipsy stojącego na zamkniętej księdze zapieczętowanej siedmioma pieczęciami. O aniołach nawet nie wspominam! To samo w nawie – aż gęsto tu od figur i obrazów. Nie zawsze tak było. – Gdy 32 lata temu przyszedłem do parafii, to figur ani połowy nie było. Część tych, które dzisiaj są w kościele, ludzie przechowywali w domach, inne były schowane w jakichś zakamarkach, na strychach – opowiada proboszcz. Kiedy zdjęto przybitą do sufitu boazerię, ukazały się portrety doktorów Kościoła: świętych Augustyna, Ambrożego, Grzegorza i Hieronima, a w prezbiterium – gloria krzyża świętego. – Wystrój kościoła też ma znaczenie, robi klimat, pozwala zawiesić oko na szczegółach. Ale trzeba się strzec fetyszyzmu, przywiązywania mocy do rzeczy materialnych, do przedmiotów. Taka figurka sama w sobie to jest nic. Ale jeśli ona nam przypomina, prowadzi do rzeczywistości boskiej, to ma wartość. Natomiast oddawanie czci przedmiotowi jest fetyszyzmem, kultem pogańskim. W prawdziwej religijności nie może być miejsca na kult przedmiotów. Jedynie Bogu samemu należy się cześć, jego Obecności w Najświętszym Sakramencie i w sprawowanej liturgii – podkreśla ks. Józef Żyłka.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół