• facebook
  • rss
  • Sięgnij po Bożą miłość

    dodane 10.03.2016 00:00

    Z ks. Marcinem Marsollkiem, diecezjalnym duszpasterzem trzeźwości i ludzi cierpiących z powodu uzależnienia, kierownikiem Wojewódzkiego Ośrodka Terapii Uzależnienia i Współuzależnienia, rozmawia Karina Grytz-Jurkowska.

    Karina Grytz-Jurkowska: Jeszcze niedawno, mówiąc o uzależnieniach, miało się na myśli alkohol, papierosy, narkotyki, ewentualnie hazard. Dziś spektrum to poszerzyło się znacznie…

    Ks. Marcin Marsollek: Żyjemy w czasach, kiedy uzależnień przybywa. Ich powstawaniu sprzyja wiele czynników – tempo życia, ciągły pośpiech, brak czasu na wypoczynek, więc część ludzi szuka relaksu w różnych substancjach, używkach lub w świecie wirtualnym. Zamiast pójścia na basen – alkohol, zamiast wyprawy do lasu – siedzenie przed komputerem. Inni uciekają od trudów życia, skomplikowanych spraw małżeńskich czy rodzinnych, deficytów, z którymi sobie nie radzą. Niestety to nie rozwiązuje problemów, a raczej jeszcze je zwiększa. Powstaje też cała generacja uzależnień związanych z zachowaniami – zakupami, pracą, hazardem, pornografią, zagłębianiem się w portale społecznościowe, randkowe, gry komputerowe, często o wysokim stopniu agresji. Także reklama zaprasza do kolorowego świata, maksymalnych przeżyć, używania. W centrach handlowych mamy nie myśleć, tylko kupować, zadowolenie wynikające z posiadania ma nas uszczęśliwić, pocieszyć.

    Pocieszyć – to znaczy, że nie jesteśmy szczęśliwi bez tego?

    Z wielu powodów nie czujemy się szczęśliwi – jeśli ludzie dziś nie mają czasu być ze sobą, rozmawiać, wspierać się, słuchać, brak im czasu na czynny relaks, to potem szukają substytutu – przed telewizorem, w alkoholu, nie odrywając oczu od smartfonu. Są domy, gdzie każdy z rodziny ma swoją szklaną kulę. Cybertechnologie towarzyszą małemu człowiekowi od kołyski, rodzice często są dumni, że ich pociechy potrafią już obsługiwać różne urządzenia, często dla odrobiny spokoju sami wprowadzają je w ten świat. Nie zdają sobie jednak sprawy, jaka powstaje z nim więź emocjonalna, intelektualna i moralna. Często już u małego dziecka obserwujemy, że rodzic może sobie pójść i ono przyjmuje to spokojnie, ale gdy zabrać mu tablet, reaguje płaczem i frustracją.

    Jak temu zapobiec?

    Trzeba po prostu wypracować nawyk bycia z sobą, robienia czegoś razem. Mogą to być na przykład wspólne obiady czy spacer, zwłaszcza kiedy czujemy, że jesteśmy jeszcze w domu razem, ale żyjemy obok siebie. Trzeba ograniczyć przebywanie w świecie wirtualnym, by była równowaga z prawdziwym życiem, trzeba narzucić sobie lub dzieciom pewne ramy. Ale ograniczając przebywanie „w sieci”, przed ekranem, trzeba mieć sensowną alternatywę, a często na to nie mamy pomysłu. Profilaktyka jest najważniejsza, bo wyciągnąć kogoś z tej „dziupli” jest trudniej, trzeba się liczyć z przykrymi reakcjami. Nie można się nimi zniechęcać – w końcu kontakt, relacja zostanie odbudowane.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół