• facebook
  • rss
  • Śląski skarb

    dodane 24.03.2016 00:00

    Liturgia była po łacinie, niezrozumiała dla wiernych, ale lud był pobożny, stąd odmawiał Różaniec, Godzinki – mówił ks. prof. Helmut Sobeczko.


    Tak zrodziło się wiele nabożeństw, które przecież nie są obowiązkowe. Najważniejsza jest Eucharystia. Ksiądz prof. Tadeusz Dola, otwierając na Wydziale Teologicznym UO sympozjum poświęcone pobożności ludowej, przywołał dwie skrajne opinie. Według jednej z nich pobożność ludowa jest pobożnością powszechną, ale płytką. Jest w niej wiele elementów zewnętrznych po to, by ludzi przyciągnąć, ale mało jest miejsca na głębokie duchowe przeżycie. Według drugiej, całkiem odmiennej opinii, pobożność ludowa jest ujmowana jako mająca ogromną głębię.
– Ludowa pobożność jest wyrazem wiary, ale skupia też elementy kultury danego środowiska. Od strony teoretycznej i praktycznej musi odnosić się do Trójcy Świętej.

    Nie może zastępować liturgii, ma prowadzić do Eucharystii – wyjaśniał ks. prof. Stanisław Rabiej.
– Pobożność ludowa pomaga budzić wiarę opartą na słuchaniu słowa Bożego w formach angażujących zmysły i uczucia, pomaga w łączeniu elementów Boskich z ludzkimi, a także pomaga przybliżać tajemnice wiary nawet naszym najmłodszym wierzącym – podkreślał ks. dr Norbert Wons, proboszcz w Dziewkowicach. Omówił kilka zwyczajów zapamiętanych z dzieciństwa. Wspominał obmywanie nóg tacie po liturgii Wielkiego Czwartku, przy którym mama dawała nagrodę – często to była pomarańcza. – W ten sposób dzieci od najmłodszych lat doświadczały, że Bóg jest dobry – tłumaczył ks. Wons. Mówił o osłodzeniu męki Pańskiej, gdy dzieci po ucałowaniu krzyża w Wielki Piątek odnajdywały coś słodkiego, a także o obmywaniu się przed wielkopiątkowym świtem na pamiątkę przejścia Pana Jezusa przez Cedron, co było połączone z modlitwą do Pięciu Ran Pana Jezusa. – Święty Jan Paweł II powiedział wprost, że pobożność ludowa stanowi prawdziwy skarb ludu Bożego – podkreślał ks. Wons.
Podczas sympozjum wiele uwagi poświęcono doświadczeniu młodych ludzi. – Pozornie jedynym punktem wspólnym między młodzieżą a pobożnością ludową jest przymus – mówiła dr Maria Szot, wspominając o obowiązku uczestnictwa w nabożeństwach podczas 3-letniego przygotowania do bierzmowania. – Młodzi, gdy odczuwają przymus, ich odpowiedzią staje się bunt – tłumaczyła. W efekcie gimnazjaliści podpisy zbierają, ale po bierzmowaniu na te nabożeństwa już nie chodzą, a często w ogóle przestają chodzić do kościoła. Inaczej jest, jak wskazywała dr Szot, w sytuacji, gdy w pobożność ludową młodzi ludzie wprowadzani są w rodzinach.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół