• facebook
  • rss
  • Oczy nasze jakby na uwięzi

    Andrzej Kerner

    |

    Gość Opolski 17/2016

    dodane 21.04.2016 00:00

    Około stu ludzi szło z Kielczy do Borowian. Pierwsi z nich nieśli płótno grobowe. W drodze rozważali to, co wydarzyło się w Jerozolimie i Emaus.

    Płótno – kopię Całunu Turyńskiego – położyli najpierw na skraju lasu przy leśniczówce Wajdy w Kielczy. – To nasz pusty grób. Kładziemy ten całun, bo uczniowie, gdy zobaczyli płótna, uwierzyli, że On żyje – powiedział, rozpoczynając nabożeństwo parafialnego Emaus, ks. Jan Wypior, proboszcz parafii św. Bartłomieja w Kielczy. Słowo nabożeństwo trochę tutaj nie pasuje, bo to było coś nieco innego. Pielgrzymka? Też nie. Spacer? Za mało. Szli niedzielnym popołudniem przez las, między Kielczą a Borowianami, bukową aleją długą na jakieś 4 kilometry. Czytali fragmenty Ewangelii i książki papieża Franciszka „Miłosierdzie to imię Boga”. Modlili się, śpiewając Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Milczeli. Prowadzili ze sobą rozmowy takie jak ta: – To On pomógł mi podnieść się z żalu i smutku, jaki mi towarzyszył. Pomaga mi przez cały czas. Podsuwa najlepsze rozwiązania w moim życiu. Obdarował mnie duchowymi darami, które staram się rozwijać i okazywać innym – wymieniała Karolina.

    – Dzięki zmartwychwstaniu wiem, że moje życie nie kończy się na tym świecie – mówiła inna z gimnazjalistek przygotowujących się do przyjęcia bierzmowania. – Pamiętaj, że nigdy nie jesteś sama. Zawsze jest z nami Ten, który towarzyszy nam w tej drodze. A oczy nasze jakby na uwięzi, tak że Go nie widzimy. Ale jest z nami – tłumaczył ks. Wypior. – Panie Jezu, jesteś z nami, niech Twój Duch dotyka naszych myśli, pragnień i sumień. „Już się nie bój dłużej”, numer 49 – dodawał, i wtedy wszyscy zaczynali śpiewać. Pogoda była mocno średnia, ale ludzi przyszło około stu, w tym sporo młodych. Bo to od nich kilka lat temu zaczął się kielczański Emaus. Teraz również oni nadają ton – śpiewa i gra parafialna schola „Gaudium”. – Chciałem, żebyśmy jakoś wyrazili radość ze zmartwychwstania Chrystusa i przeżywali to, co Jego uczniowie, którzy nie zawsze od razu potrafili dostrzec Jego obecność – tłumaczy genezę wielkanocnego spotkania ks. Jan Wypior. Kiedy przy kapliczce św. Anny w Borowianach odczytywał Ewangelię o uczniach idących do Emaus zmienił nieco początek: „Tego samego dnia dwóch z nich szło do wsi zwanej… Borowiany”. I właśnie tam, w Borowianach-Raduniu łamali się chlebem, by już całkiem przypieczętować odtwarzanie spotkania uczniów, którzy szli ze Zmartwychwstałym, nie rozpoznając go w drodze. – Panie Jezu, daj, abyśmy zaczęli patrzeć na świat, na drugiego człowieka i na siebie Twoimi oczami. Daj, abyśmy ten świat przemieniali takim sposobem myślenia, który czerpiemy z Twojego serca, z Twojej Ewangelii, z Twojej mądrości – modlił się ks. Jan Wypior.

    Na koniec zasiedli w sali wiejskiej przy cieście i gorących napojach przygotowanych przez panie z Borowian. Było tam ciepło: od kominka i ludzkiej serdeczności. Być może niektórzy zadawali sobie pytanie, jakie nurtowało uczniów Jezusa dwa tysiące lat temu: „Czyż serce nie rozpalało się w nas, gdy rozmawiał z nami w drodze i wyjaśniał nam Pisma?”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół