• facebook
  • rss
  • Dwie prawdy czy jedno kłamstwo?

    ks. Tomasz Horak

    dodane 07.05.2016 10:11

    O co chodzi? O potrzebę, pilną potrzebę uświadamiania odbiorcom, jak jesteśmy narażeni na owe półprawdy i manipulacje.

    Oglądałem wiadomości TVP1. Pół godziny później TV Trwam. Chodziło o wręczenie jakiejś nominacji czy odznaczenia przez prezydenta, ale to nieistotne. Oczywista sprawa, że w audycji trwającej 20 minut trzeba dokonać selekcji materiału. Obraz ten sam, wręczenie, uścisk dłoni. I fragment przemówienia. Tylko fragment, inaczej się nie da. Redaktor wydania musiał wybrać. Jeden wybrał, drugi też wybrał. Nie wybrali tego samego. Sprawa nie była drażliwa, więc fragmenty były raczej ilustrujące niż kontrowersyjne. A jednak zostały dobrane inne akcenty. Gdyby było w Polsce Ministerstwo Prawdy (przypominam, że chodzi o Orwella „Rok 1984”), fragment byłby ten sam. Reszty by po prostu nie było. I to nigdzie. W skrajnych przypadkach – ewaporacja. Na szczęście u nas jest inaczej.

    Ten epizod dwóch wiadomości uświadomił mi po raz kolejny cienką, a czasem śliską granicę pomiędzy obszarem prawdy, półprawdy, manipulacji, kłamstwa cum fundamento in re, wreszcie kłamstwa zmyślonego – aż po kłamstwo przewrotne. Nawet zdjęcie tej samej grupy ludzi można tak skadrować, by wyglądało albo na niewielkie zbiegowisko, albo tak, by robiło wrażenie części dużego tłumu. Fotografuję, wiem, współczesne obiektywy są narzędziem przedziwnym. I niekoniecznie muszą oddawać obiektywną rzeczywistość.

    Czy dobór dwóch wspomnianych różnych fragmentów przemówienia był manipulacją? Nie sądzę. Raczej był skutkiem konieczności. Ale przecież i jeden, i drugi redaktor jakieś tam myślowe filtry w głowie miał. To jest zwyczajna, ludzka przypadłość. Jak łatwo z tej przypadłości uczynić narzędzie! Kto się tym narzędziem może posłużyć? Redaktor konkretnego wydania? A jeśli on sam jest narzędziem kogoś innego? Smutne by to było – ale bywa. Łańcuch zależności może sięgać daleko i działać niepostrzeżenie. Ale to już inny temat – też trudny i nie o to mi dzisiaj chodzi.

    O co więc chodzi? O potrzebę, pilną potrzebę uświadamiania odbiorcom, jak jesteśmy narażeni na owe półprawdy i manipulacje. Zwłaszcza te kreowane obrazem – czy fotograficznym, czy filmowym. Bo obraz przemawia mocniej i skutkuje przekonaniem, że ja to przecież widziałem. Jak w wychowanie dzieci wpleść treści uodporniające na medialne manipulacje? Jak uczyć młodzież świadomego odbioru treści docierających zwłaszcza przez telewizję? Jak im uświadamiać niebezpieczeństwo wchodzenia w sztuczny świat tak zwanych portali społecznościowych? Ten problem jest na tyle złożony, co i nierozpoznany do końca. Jak wreszcie nam, dorosłym, a nieobeznanym z warsztatem fotoreportażu, filmu, kronikarskich kilkuminutówek (czasem kilkunastosekundówek) pomóc zrozumieć, że obraz, choć prawdziwy, może być nośnikiem perfidnego kłamstwa? I jak rozróżnić ową kilkunastosekundową prawdę od kilkusekundowego łgarstwa? Edukacja w tym obszarze jest pilnie potrzebna! Chciałoby się powtórzyć słowa Jezusa, wypowiedziane w innej sytuacji, ale proroczo wskazujące na dylematy naszych czasów: „Synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światłości” (Łk 16, 8).

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół