• facebook
  • rss
  • Bóg namalowany farbami

    Andrzej Kerner

    |

    Gość Opolski 21/2016

    dodane 19.05.2016 00:00

    Dlaczego biskup z Cypru zrywał zasłony z wizerunkami świętych?

    Ikony swoją moc czerpią w wielkiej mierze z legendy edeskiej – mówił ks. dr hab. Dariusz Klejnowski-Różycki podczas ogólnopolskiej konferencji naukowej pt. „Święte wizerunki w starożytności chrześcijańskiej” na Wydziale Teologicznym UO (10 i 11 maja). 17, a nawet 12 wieków temu w pewnych regionach świata chrześcijańskiego, opowiadając z takim entuzjazmem o ikonie i przedstawianiu świata boskiego za pomocą środków malarskich, nie zawsze mógłby liczyć na zrozumienie, ba, mógłby spodziewać się wielkich przykrości.

    Walka z kultem obrazów

    – Potrwało parę wieków, zanim wizerunki święte weszły w świat chrześcijaństwa jako element normalny. W pierwszych trzech wiekach to nie było normalne – mówił ks. prof. Norbert Widok, organizator konferencji. Opowiadał o biskupie Epifaniuszu z Salaminy (Cypr), który w IV wieku zasłynął m.in., walcząc z kultem świętych obrazów.

    Biskup wędrujący po Ziemi Świętej zerwał zasłonę z wizerunkami świętych zawieszoną w jednym z kościołów. – Twoja pobożność niech rozważy, czy jest rzeczą właściwą, abyśmy mieli Boga namalowanego farbami – cytował ks. Widok list biskupa Salaminy do cesarza Teodozjusza. Mniej więcej trzysta lat po Teodozjuszu cesarz Leon III, zasiadający na tronie cesarstwa Wschodniego (Bizancjum), wydał otwartą, prowadzoną za pomocą państwowego przymusu, walkę kultowi świętych obrazów. – Niektórzy chrześcijanie uważali, że samo ozdabianie domu wizerunkami wystarczy do zbawienia. Zamożni ludzie ozdabiali swoje szaty wizerunkami świętych. Obierano święte obrazy za świadków swoich przysiąg czy umów, a nawet jako rodziców chrzestnych. Bywało, że kapłani odrapywali cząstki farby z obrazów i mieszali je z konsekrowanym winem, podając taką miksturę wiernym do spożywania w czasie Komunii św. Inni odprawiali Eucharystię nie na ołtarzu, ale na obrazie. Te nadużycia były genezą sprzeciwu wobec kultu obrazów – tłumaczył ks. dr Piotr Górecki. W VIII i IX wieku, głównie na terenach Bizancjum, rozwinął się ruch ikonoklastyczny (obrazoburczy, zwalczający kult obrazów). Jego doktrynalnym zakończeniem był Sobór Nicejski II (787 r.) i potwierdzający jego naukę IV Sobór Konstantynopolitański (869–870 r.). Mówiąc najprościej: ogłaszały one, że skoro Bóg stał się człowiekiem, to wolno Go malować.

    Święta chusta i słowa jak ogień

    Legenda edeska, źródło mocy ikony, o którym mówił ks. Klejnowski-Różycki, opowiada o królu Edessy (dzisiejsza Sanliurfa w Turcji) Abgarze. – Według niej żyjący za czasów Chrystusa król otrzymał chustę, którą Pan Jezus otarł swoją twarz. Dzięki tej chuście król wyzdrowiał – tłumaczy ksiądz. Odbite na chuście oblicze Chrystusa, tzw. Święty Mandylion, stało się wzorem i klasyczną ikoną Zbawiciela. Jednak choć Edessa była centrum chrześcijaństwa tradycji syryjskiej – sięgającej znacznie dalej niż geograficzne granice Syrii, bo aż np. do Chin – to w tej tradycji, obraz nie miał tak wielkiego znaczenia jak słowo.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół