• facebook
  • rss
  • Cud w Bangui

    Andrzej Kerner

    |

    Gość Opolski 29/2016

    dodane 14.07.2016 00:00

    Czy to już koniec wojny w Republice Środkowoafrykańskiej?

    Jakiś wariat, imbecyl czy jak go tam nazwać zamordował muzułmanina w dzień po wyjeździe papieża. To z pewnością była prowokacja. W normalnych warunkach reakcja byłaby krwawa, bo muzułmanie muszą zemścić się za śmierć swojego współwyznawcy. Zwykle zanim uda się uspokoić ludzi, zamieszki po takim zabójstwie trwają tydzień. A tym razem wszystko zagasło w zarodku – mówi brat Piotr Michalik, pochodzący z Kędzierzyna-Koźla kapucyn, od ponad 20 lat pracujący w Republice Środkowoafrykańskiej.

    Cud, nie cud?

    Do morderstwa doszło w Bangui, stolicy RŚA. Właśnie w tym kraju, pogrążonym w wojnie domowej, z pół milionem ludzi, którzy musieli opuścić swoje domy, papież Franciszek chciał zainaugurować Rok Miłosierdzia. Choć odradzano mu wyjazd, ponieważ trudno było o gwarancje bezpieczeństwa ze względu na panujący chaos i słabość władzy, papież do RŚA poleciał. 30 listopada ub.r. otworzył Bramę Miłosierdzia w katedrze w Bangui. – Wszyscy Środkowoafrykańczycy, tak chrześcijanie, jak i muzułmanie, chcieli, żeby przyjechał. Pani prezydent wręcz się uparła, żeby był u nas. A jeszcze dwa tygodnie przed przyjazdem papieża w stolicy były ostre walki. W czasie wizyty była prawdziwa radość. Wszystkich. Muzułmanie też byli dumni, że odwiedził ich w meczecie, a część z nich przyjechała na Mszę św. z papieżem. Nie wiem, jak to wyjaśnić: czy to jest cud, czy nie cud, łaska czy coś innego, ale po wyjeździe papieża walki ustały. Fakt, że nie było zemsty za śmierć tego muzułmanina nazajutrz po wyjeździe papieża, mówi mi, że coś się stało. Apel Ojca Świętego o pokój został usłyszany przez wszystkich – mówi polski misjonarz. – Gdy usłyszałem o tej śmierci, byłem przerażony, zniechęcony. Ale nawet muzułmanie mówili wtedy: „Nie możemy reagować zemstą po wizycie papieża” – podkreśla brat Piotr.

    Łajno diabła

    W RŚA, jednym z najuboższych krajów świata, w grudniu 2012 roku wybuchła rebelia ugrupowań koalicji Séléka dążącej do obalenia prezydenta. Głowę państwa obalili, ale walki trwały nadal, powstały ugrupowania ludowej samoobrony przed Séléka. Odbyły się wybory prezydenckie, była wizyta papieża, walki ucichły. Ale napięcie trwa nadal, tysiące ludzi nie wracają do zniszczonych wiosek. Dodatkowym nieszczęściem wojny domowej jest fakt, że w Séléka są głównie muzułmanie, a w Antybalaka – chrześcijanie. – To jednak nie jest wojna religijna – podkreśla misjonarz. – Sami muzułmanie z Bangui dopominają się u władz, żeby pozbyli się dawnych selekowców, bo to przez nich cierpią zwykli muzułmanie – tłumaczy. – Antybalakowcy też już chcieli złożyć broń, ale znowu zaczynają się kłopoty. Słyszę, że antybalakowcy z mojego terenu zaczęli kraść krowy. Ta wojna to kwestia pieniędzy, nie religii. U nas się mówi, że pieniądze to łajno diabła. Niestety, z ich powodu ludzie są zdolni do najgorszego. A zasadniczą przyczyną wojny nie były różnice religijne, ale trwający wiele lat nieznośny dla wszystkich stan korupcji i praktyczny brak władzy, która nie miała siły egzekwowania prawa. Przykład? Jeśli w sądzie stawali przeciwko sobie właściciel 500 krów i rolnik mający niewielkie pole, to zgadnij, kto wygrywał sprawę? – pyta brat kapucyn.

    Kto uratuje ten kraj?

    Po powrocie z urlopu w Polsce brat Michalik dokończy w swojej parafii w Bouar budowę szkoły, co potrwa około dwóch tygodni, a potem zostanie proboszczem w Ngaoundaye. To właśnie tam niedawno znów wybuchły zamieszki. Pędzący stado krów ex-selekowcy nie chcieli się rozbroić, czego zażądali od nich żołnierze rządowi. Zaczęła się strzelanina, padły ofiary. Napięcie w okolicy trwa. Przywracanie pokoju w RŚA ma mieć kilka etapów, ale każdy z nich jest trudny do przeprowadzenia. Począwszy od ustalenia tożsamości osób, bo wkraczający rebelianci zaczynali od palenia archiwów. – Ciężkie będzie też rozbrojenie bojówek. Oddają jakieś stare pukawki, a prawdziwe karabiny zostawiają. Można to nawet zrozumieć, bo są myśliwymi, a do strzeżenia stad broń też jest potrzebna. Ale do pilnowania krowy nie jest potrzebny pancerfaust! – opowiada misjonarz. Zaprowadzenie pokoju będzie trudne, bo władza w RŚA jest bardzo słaba i skorumpowana. – Jak odbudować kraj, skoro odchodzący prefekt (wojewoda) zabiera ze sobą całe nowoczesne wyposażenie urzędu? Gdy dymisjonują ministra, od razu pilnują jego biura – żeby nic nie zniknęło. Powstała nawet społeczna organizacja, która pilnuje, żeby nie ginęły rządowe samochody. Ten kraj mógłby zostać odbudowany, jeśli znalazłoby się 50 ludzi kompetentnych, przedsiębiorczych i uczciwych. Kompetentni i przedsiębiorczy może by się znaleźli. Ale jest problem ze znalezieniem 50 takich, którzy jednocześnie byliby uczciwi – ze smutkiem puentuje brat Piotr.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół