• facebook
  • rss
  • Smutne oczy

    Anna Kwaśnicka

    |

    Gość Opolski 36/2016

    dodane 01.09.2016 00:00

    Najważniejsze są obecność, uśmiech i choćby krótka rozmowa.

    Miałam 13 lat, gdy usłyszałam w telewizji o zamordowaniu w Peru dwóch franciszkańskich misjonarzy. Bł. o. Michał Tomaszek i bł. o. Zbigniew Strzałkowski zostali zastrzeleni 9 sierpnia 1991 r. w Pariacoto. To oni dali początek wielkim pragnieniom, które Pan Bóg wlał w moje serce – opowiada Joanna Łupicka. Od tamtego czasu myślała o Peru, coś ją tam ciągnęło. – Po ponad 20 latach trafiłam do Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie i w sierpniu 2014 r. wyjechałam na misje, by pracować w parafii Pampas w peruwiańskich Andach – mówi. W swojej opowieści raz jeszcze wraca do męczenników, gdyż wraz z innymi misjonarzami z Polski uczestniczyła w ich beatyfikacji. Była w miejscu, gdzie pracowali i zginęli, modliła się przy ich grobach.

    Peruwiańska codzienność

    Życie ludzi jest tam zdeterminowane dwiema porami roku: deszczową i suchą. Pierwsza jest wtedy, gdy u nas, w Europie jest jesień i zima, a druga – gdy cieszymy się wiosną i latem. – Te dwie pory roku warunkują cały sposób życia mieszkańców gór. Od tego uzależnione są uprawy, możliwości przemieszczania się drogami, a także krajobraz, który w porze suszy przynosi przytłaczającą szarość, utrudniającą człowiekowi normalne funkcjonowanie – opowiada misjonarka. Mówi o domach, które biedni budują z gliny, czy o domach bez dachów. – Oczywiście w mieście są również domy z cegły, należące do bogatych ludzi – dodaje. Sama parafia w Pampas, w której misyjnie posługują księża z diecezji opolskiej, znana jest Czytelnikom „Gościa”. To 10-tysięczna miejscowość oraz 60 wiosek położonych w górach. Pani Joanna zajmowała się kancelarią parafialną i przygotowywaniem dzieci do I Komunii św. – Katechezy czasem odbywały się w szkołach, a czasem na dworze przed kaplicami. Uderzało mnie to, że wiele dzieci przed I Komunią św. nie było wcześniej ochrzczonych. My chrzcimy kilkutygodniowe czy kilkumiesięczne dzieci, a tam często rodzice przychodzili do kancelarii pytać o chrzest dopiero wtedy, gdy trwały katechezy komunijne – tłumaczy misjonarka. – Mam przed oczami chłopca, który chciał przyjąć Komunię. Poszłam do jego domu, by porozmawiać z ojcem o chrzcie. Zgodził się, powiedział, że przyjedzie do kościoła, ale nie przyszedł. Nie było chrztu, nie było też I Komunii – opowiada. Wspomina także o ludziach starszych, żyjących w małżeństwach niesakramentalnych, którzy po wielu latach decydują się na sakrament.

    Dziecięcy świat

    – Uczyłam dzieci podstawowych modlitw, ale bardzo często musiałam zaczynać od nauczenia tego, jak należy się przeżegnać. To było dla mnie ogromne przeżycie, kiedy brałam w swoją dłoń dziecięcą rączkę i prowadziłam ją tak, by pokazać znak krzyża – wspomina pani Joanna. Same uroczystości przyjęcia I Komunii św. były bardzo różne. Inaczej to wyglądało w szkołach prywatnych, a inaczej w małych wioskach. – Zdarzało się, że rodzice nawet nie przychodzili. Były same dzieci. Czasem ubrane bardzo zwyczajnie, czasem miały wypożyczony elegancki strój. Za dekoracje na ścianach służył biały papier toaletowy zawiązany w ozdobne kokardy – opisuje. – W codzienności misyjnej bardzo ważne jest to, by dostrzegać konkretnego człowieka, który potrzebuje uśmiechu, obecności, rozmowy. Tak też się działo na katechezach, kiedy w bardzo prosty sposób przedstawiałam temat, by później móc więcej czasu poświęcić na to, by z każdym dzieckiem chwilę porozmawiać, docenić je, zauważyć – wyjaśnia. A kiedy pokazuje zdjęcia z Peru, zachęca, by zwrócić uwagę na smutne twarze dzieci, na smutek w ich oczach. – One bardzo rzadko się uśmiechają. Nawet kiedy raz w roku wspólnota z Limy przyjeżdża z prezentami dla nich, oczy mają smutne. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje – mówi misjonarka.

    Kierunek: Colcabamba

    Raciborzanka Joanna Łupicka jest jedną z trzech świeckich misjonarek diecezji opolskiej pracujących w Ameryce Południowej. Po dwóch latach misyjnej posługi w parafii Pampas przyjechała na urlop do Polski. Spotkaniom z rodziną, odpoczynkowi, towarzyszą też prelekcje. Jedną z nich wygłosiła w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Opolu na zaproszenie Regionalnego Ośrodka Debaty Międzynarodowej. Prezentując liczne zdjęcia, opowiadała o codzienności w peruwiańskich Andach, o swoich odczuciach i doświadczeniach. Pani Joanna zostanie w Polsce do końca września, a po powrocie do Peru rozpocznie pracę w parafii Colcabamba. Będzie współpracować z ks. Wiesławem Mikulskim z diecezji tarnowskiej. – Będę miała więcej zadań. Już nie tylko przygotowanie dzieci do I Komunii św., ale również przygotowanie do bierzmowania, zajmowanie się kościołem i plebanią, a także gotowanie. Do parafii w Colcabambie należy około 130 wiosek – opowiada.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół